30.08.2009 13:33

Autor: Gosia

Calvin Harris – “Ready For The Weekend”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


ready_for_the_weekend-calvin_harris.jpg Calvin Harris – “Ready For The Weekend”

W Calvina Harrisa uwierzyłam, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam klip do  “Acceptable In The 80’s” na brytyjskim MTV2. Moja wiara umocniła się, gdy po długim oczekiwaniu usłyszałam “I Created Disco”. Takiego kredytu zaufania nie dostał ode mnie chyba żaden artysta. Na szczęście Calvin tego kredytu póki co nie musiał wykorzystywać.

Dlaczego? To proste. “Ready For The Weekend” to dzieło, które w zupełności spełniło moje oczekiwania. Dowodów na to, że ta płyta jest świetna naliczyłam 12. W porównaniu z dwoma, które tej tezie zaprzeczają to wynik chyba dość imponujący. Calvin nie dał się powszechnie panującemu trendowi zwanemu “syndromem drugiej płyty”.

Zacznijmy od melodii, które na tym krążku są o wiele bardziej urozmaicone niż na poprzedniczce. Calvin sięgnął po dużo szersze instrumentarium wykorzystując, obok klasycznych klawiszy i samplerów, między innymi gitarę czy saksofon. Ten drugi pojawia się w chyba najlepszym openerze, jaki ostatnio słyszałam, czyli “The Rain”. Bo czego więcej wymagać od początku płyty dance jak nie porywania do tańca, a refren tak szybko zapada w pamięć, że nawet nie zorientowałam się kiedy wyśpiewywałam wraz z panem Harrisem “These are the good times in your life, so put on a smile and it will be all right“. Genialne!

Dużo więcej jest tutaj też brzmień rodem z Ibizy jak np. w “You Used To Hold Me”. Odnoszę wrażenie, że jeśli ten utwór zostanie singlem, to słuchacze pewnego polskiego imprezowego radia oszaleją na jego punkcie. Mimo tego uważam, że jest to naprawdę dobry taneczny kawałek, wręcz genialny w swej prostocie. Ale prostota jest właśnie atutem Calvina. Przecież jego najlepsza (moim zdaniem) kompozycja pochodząca z debiutu, czyli “Vegas” oparta jest na brzmieniu powtarzających się sekwencji, a jednak czaruje. Ale nie o pierwszej płycie miało być. “Ready For The Weekend” jest wypełnione dobrymi fragmentami. Począwszy od wspomnianego już “The Rain”, przez singlowe “Ready For The Weekend” i “I’m Not Alone” (jeśli piosenka dance może być urzekająca, to taki właśnie przymiotnik pasuje do tej kompozycji), na pełnym smaczków “Yeah Yeah Yeah La La La” czy instrumentalnym “5iliconeator” kończąc.

Po jego pierwszej płycie i dokonaniach z Kylie Minogue trochę obawiałam się, że nie pozbędzie się swojego charakterystycznego brzmienia (jakie możemy usłyszeć np. w “Dance Wiv Me”). Calvin natomiast postanowił wszystkich zaskoczyć i pokazał, że w zanadrzu posiada jeszcze parę asów. Pokazał też, że nadal się rozwija i to nie tylko muzycznie, ale i tekstowo. W porównaniu z patentem na teksty z pierwszej płyty jest to duży postęp. Teksty typu “I’m in the industry, you are in the industry, we are in the industry, this is the industry” w większości utworów poszły w niepamięć, a zostały zastąpione momentami dość osobistymi wyznaniami artysty. Jest to duży krok naprzód, mimo że nie zawsze są one aż tak zgrabne dla słuchacza jak wydawało się ich twórcy. Tekst do “Worst Day” traktujący o rozstaniu z dziewczyną miał być chyba bardzo poruszający, mnie natomiast trochę bawi. A szkoda, bo to materiał na świetną piosenkę. Ale wszystko jeszcze przed nim, wyrobi się chłopak.

Chwaliłam i głaskałam po główce, ale teraz się panu Harrisowi trochę oberwie. Głównie za obecność na tej płycie piosenki “Blue” (bo mimo, że “Limits” też wydaje mi się trochę drętwe, to aż tak nie razi). Ta piosenka to gitarowe intro, które przeistacza się w dość topornie brzmiącą “melodię” i nic więcej. Bardzo ciężko strawne dzieło. Jej brak przysłużyłby się znacznie płycie. No ale uznajmy to za wypadek przy pracy i więcej do niej nie wracajmy. Wszak wynik końcowy jest bardzo zadowalający.

W muzyce Calvina Harrisa nie ma nic nowego, to po prostu pilny uczeń. Z dokonań swoich idoli czerpie pełnymi garściami, ale robi to z taką gracją, że po wymieszaniu ich w wielkim kotle podaje nam potrawę na tyle apetyczną, że ja nie mogę się oprzeć, żeby nie spróbować. I próbować będę dziś, jutro i jeszcze przez bardzo długi czas z równie dużym apetytem. Zatem zapraszam do częstowania się i SMACZNEGO!

Małgorzata Lewandowska

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (22 głosów, średnio: 6,55 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.