15.05.2010 01:30

Autor: Michał Wieczorek

Cafe nie do końca Kulturalna – koncert Basi Bułat

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | |


basia_bulat_small2.jpg Cafe nie do końca Kulturalna – koncert Basi Bułat

Zaskoczenie, rozczarowanie, radość. Tak mniej więcej można opisać koncert w Kulturalnej.

Pierwszym zaskoczeniem był występ Paula Fritha. Zaskoczeniem, bo plakaty o nim milczały, a on sam wyglądał bardziej jak techniczny, kiedy krzątał się po scenie i stroił gitary. Nikt nie spodziewał się, że za chwilę stanie przy mikrofonie, by śpiewać, a nie sprawdzać, czy wszystko brzmi jak powinno. Zaskoczenie, bo piosenki tego “technicznego” okazały się być bardzo ładne i amerykańskie, trochę rozmarzone, trochę zamyślone. Zaskoczeniem była także krótkość jego koncertu. Cztery piosenki to zdecydowanie za mało. Zaskoczeniem był również fakt, że z niego jest taki Amerykanin, jak ze mnie Hiszpan, bo jest rodowitym Anglikiem, mieszka w Londynie, kumpluje się z Mumfordami i jeszcze na dodatek zagrał na ich płycie na organach. Potem okazało się, że gra w zespole Basi na basie i trąbkach. Zdecydowanie musi wrócić do Polski na jakiś dłuższy koncert.

Rozczarowaniem był występ Pauli i Karola. Każdy grał sobie, koncert się nie kleił, nie zgrywali się. Niestety, bo liczyłem na fajny, słodziacki koncert. Zresztą, tym razem tego słodziactwa było trochę za dużo. Piosenki w rozszerzonej formie utraciły surowość i stały się przesłodzone. Ich poprzedni koncert z Basią zapadł mi w pamięć dużo lepiej. Rozczarowaniem (choć nie do końca, bo spodziewałem się tego) była publiczność, która radośnie trajkotała przez (prawie) cały czas. Przez wszystkie trzy występy. Zdaję sobie sprawę, że Kulturalna to fajne miejsce do pogaduch, ale bez przesady, koncert służy do słuchania muzyki, a nie rozmów w stylu: czy widziałaś “Alicję w Krainie Czarów” w 3d, czy nie.

Radość natomiast wiąże się z występem Basi. Radość wylewała się ze sceny i w sumie publiczność też była radośnie nastawiona do Kanadyjki, która nawet pokusiła się o stwierdzenie, że poczuła się tu jak w domu i musi przyjechać do Warszawy znów, najlepiej na miesiąc. Radość wzbudziły dwie piosenki zaśpiewane po polsku: “To nie ptak” (którą zagrała też w grudniu) oraz “W zielonym zoo”, stary przebój, mający już pół wieku.

Basi towarzyszył wspomniany już Paul oraz Holly, która grała na ukulele. Reszta zespołu nie dotarła do Europy z powodu pyłów wulkanicznych. Choć zagrane w okrojonym składzie, piosenki nie straciły nic ze swego uroku i energii.

Koncert zakończył się tak, jak zaczął grudniowy, czyli “Hush”, piękną piosenką a capella, którą Basia wykonała bez żadnego nagłośnienia (i to był jedyny moment, kiedy zrobiło się cicho). Widzimy się następnym razem. Obowiązkowo.

Michał Wieczorek

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.