25.06.2010 11:30

Autor: Kamila

Brendan Perry – “Ark”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


brendan-perry-ark-2010.jpg Brendan Perry – “Ark”
Cooking Vinyl / 2010

Po 11 latach od solowego debiutu Brendan Perry wydał kolejny, w pełni autorski album. W muzycznym świecie słychać głosy, że materiał, który się na nim znalazł przypomina kompozycje Dead Can Dance na tyle, że mógłby być sygnowany nazwą zespołu. Czy jednak rzeczywiście tak jest?

Elementów wspólnych albumowi “Ark” i wydawnictwom grupy Dead Can Dance, której nagrania zachwycały słuchaczy przez blisko dwadzieścia lat, oprócz tak oczywistego faktu jak osoba Brendana Perry’ego, jest dosyć sporo.

Płyta powstawała w studio zaaranżowanym w budynku dawnego kościoła w irlandzkim Quivvy, gdzie nagrano dwa z dziewięciu albumów Dead Can Dance – “Spiritchaser” i “Into The Labyrinth”. Na “Ark” Brendan Perry umieścił utwory napisane z okazji krótkotrwałej, bo jedynie na okres trasy koncertowej, reaktywacji grupy. To właśnie podczas tych występów można było usłyszeć utwory, które stały się ramami albumu, otwierający “Babylon” i “Crescent”, będący ostatnią z ośmiu kompozycji. Wielbiciele duetu Brendan Perry, Lisa Gerrard bez trudu rozpoznają charakterystyczne dla ich muzyki instrumenty. Już w “Babylon”, ciut nazbyt podniosły nastrój łagodzą przyjemnie kołyszące dźwięki chińskich cymbałów yangqin, na których chętnie grywała Lisa Gerrard. Yangqin pojawia się na płycie jeszcze kilkakrotnie. Cudownie jest znów usłyszeć lirę korbową, której zadaniem było przenoszenie słuchaczy zespołu w świat muzyki dawnej. Ważnym elementem są bębny. Dosadnie zaznaczany przez nie rytm wprowadza klimat muzyki Czarnego Lądu, znany także z wspomnianej już wcześniej płyty “Spiritchaser”.

Kompozycje, które znalazły się na płycie nie były jednak nagrywane bezpośrednio za pomocą żywych instrumentów. Anglik stworzył najpierw sample, których użył później do ułożenia je w piosenkową całość. Muzyk na “Ark” zaskakuje eksperymentowaniem z nowymi, dla niego, brzmieniami. Pojawiają się syntezatory, czego przykładem może być “The Bogus Man”. Początek tego utworu, który mógłby być zalążkiem jakiegoś disco bitu zmienia się w trip-hopowy rytm a gąszcz mrocznej elektroniki rozświetlają za moment subtelne dzwoneczki. Za najlepszą z kompozycji można chyba uznać utwór “Utopia”, który rzeczywiście dorównuje wielu hipnotyzującym melodiom, które udawało się przez lata tworzyć zespołowi Dead Can Dance.

Część kompozycji, na czele z “Inferno” i “The Devil And The Deep Blue Sea” jednak rozczarowuje. Słuchając “This Boy” ma się wrażenie, że Brendan Perry mógłby bez trudu skomponować kilkadziesiąt podobnych melodii. Szkoda, że nie udało się muzykowi nagrać albumu, którego utwory od pierwszego do ostatniego trzymałyby równy poziom. Wiele fragmentów tej płyty sprawia jednak, że warto jej posłuchać.

Kamila Madajczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (20 głosów, średnio: 7,75 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.