09.03.2010 22:08

Autor: Michał Wieczorek

Bonnie i Clyde część druga

Kategorie: Czytelnia, Felietony, POLECAMY, Sunday at Devil Dirt

Wykonawcy: | |


black-ryder.jpg Bonnie i Clyde część druga

Ostatnio było o trochę bardziej znanych zespołach. W końcu wspomniane The White Stripes, The Kills i The Raveonettes to pierwsza liga alternatywnego rocka. Teraz pora sprawdzić jak prezentują się mniej znane, co wcale nie znaczy, że gorsze, duety damsko-męskie. Wszystkie trzy nie wyszły jeszcze za bardzo z undergroundu, jednak dzięki namaszczeniu starszych i bardziej znanych kolegów już za jakiś czas może się o nich zrobić głośno.

Na początek Sunsplit, czyli małżeństwo Aislinn i Ryan van Kriedt. Grupa powstała w Oakland, gdzie w domowym studiu, a właściwie w odpowiednio zaaranżowanym mieszkaniu, nagrała swój jedyny jak dotąd album “Sing for Sunday”. Część ścieżek została zarejestrowana w Szkocji w domu niejakiego Martina, który ma słabość do niezależnych psychodelicznych zespołów i koleguje się między innymi z Asteroid #4. Los chciał, że po wielu perypetiach Van Kriedtowie wylądowali w końcu w koncertowym składzie tejże grupy, co nie tylko pozwoliło im wyruszyć we wspólną trasę, ale przede wszystkim uzupełnić swój koncertowy lineup o sekcję rytmiczną i dodatkową gitarę. Muzyka zawarta na debiutanckim materiale Sunsplit to dziewięć bardzo przebojowych indie rockowych kawałków z delikatną nutką psychodelii i shoegaeze’u. Sporo w tych melodiach The Raveonettes, a w gitarach Black Rebel Motorcycle Club, jednak nie zmienia to faktu, że Aislinn i Ryan eksplorują chyba delikatniejsze i mniej mroczne rejony muzyczne. Dla równowagi męska część duetu udziela się w islandzkim projekcie artystycznym Dead Skeletons, a na forach poświęconych muzyce neo-psychodelicznej otwarcie pisze się, że kolejny album może wynieść Sunsplit na szczyty popularności.

Ekipa numer dwa to nowojorski duet ZaZa. Grupę tworzą Jennifer Fraser (znana z szarpania 4 strun w kultowych The Warlocks) oraz jej kolega Danny Taylor, który odpowiada za wokale i gitary. Dodatkowo skład koncertowy uzupełnia niejaki Dru (perkusja, przeszkadzajki). Nie zmienia to jednak faktu, że zespół o tej jakże fatalnej nazwie pozostaje duetem, a muzyka zawarta na wydanej ostatnio EP ?Cameo? powstała wyłącznie w głowach teamu Fraser-Taylor jako odskocznia od ciężkiej przesterowanej psychodelii jaką zajmowali się do tej pory. Jeśli lubicie We Fell To Earth to możecie po tę muzykę sięgać od razu, jeśli nie kojarzycie tego zespołu to dodam tylko, że ZaZie zdecydowanie bliżej do brzmień spod znaku Unkle i przestrzennej elektroniki niż do gitarowego łojenia. Charakterystyczne cechy piosenek to rozmyte wokale pływające w syntezatorowym sosie, do tego odrobina pogłosu na gitary, prosty beat i jazda. Ekipa zaliczyła już koncerty u boku Echo & the Bunnymen, The Raveonettes czy Tricky’ego. Teraz będą supportować BRMC, a ja mam nadzieję, że wypadną na tyle dobrze, że odwiedzą z tym zespołem również Polskę.

Na koniec pora na mojego absolutnego faworyta, nie tylko w kategorii duet damsko-męski, ale w każdej innej również. Australijska ekipa The Black Ryder to jeden z najlepszych zespołów na świecie, który w moim prywatnym podsumowaniu roku 2009 zgarnął chyba wszystkie możliwe nagrody. Scott Von Ryper i Miss Aimee Nash poznali się w zespole The Morning After Girls, z którego zdezerterowali w jakiś czas po wydaniu przez niego debiutanckiej płyty. Znajomości, jakie zawarli podczas swojej pierwszej muzycznej przygody, nie poszły na marne. W ciągu roku grupa zagrała suporty przed Brian Jonestown Massacre, The Raveonettes, The Charlatans czy Black Rebel Motorcycle Club, a członkowie tych zespołów, półtora roku później uświetnili swoją obecnością debiutancki krążek The Black Ryder zatytułowany ?Buy the Ticket, Take the Ride?. Żeby było jeszcze sympatyczniej, panna Aimee została zaproszona do gościnnego występu w jednej z piosenek BRMC, a wielka przyjaźń pomiędzy nią i Jenny Fraser pewnie zaowocuje jakąś większą trasą po Stanach. Dużo jest w tej muzyce psychodelii, dużo przebojowości i typowo rockowego czadu. Nie ma tu miejsca na specjalne eksperymenty i rozwlekłe improwizacje, ale to ponoć wynagradzane jest na koncertach z nawiązką. Trzeba wierzyć na słowo, bo miernej jakości komórkowe nagrania nie oddają zapewne nawet procenta tej niesamowitej magii.

Wszystkie trzy zespoły pukają właśnie do bram prawdziwej alternatywnej ekstraklasy i wydaje mi się, że tylko kwestia czasu pozostaje aż dorównają lub zastąpią bardziej doświadczonych kolegów. Bonnie i Clyde nowej dekady rocka? Why not.

Michał Kropiński

fot. myspace The Black Ryder

Bonnie i Clyde część pierwsza

 

Zobacz więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.