19.09.2010 22:12

Autor: Kamila

Blonde Redhead – “Penny Sparkle”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy: | | |


blonde-redhead-%e2%80%93-penny-sparkle.jpg Blonde Redhead – “Penny Sparkle”
4AD/ 2010

Twórczość Blonde Redhead, jednego z najbardziej cenionych, związanych z wytwórnią 4AD przedstawicieli amerykańskiej alternatywy, to wypadkowa poszukiwań własnej muzycznej ścieżki. Wydaje się, że dwie ostatnie znakomite płyty “23″ i “Misery Is A Butterfly”  to właśnie efekt wypracowania swojego brzmienia. “Penny Sparkle” to kolejny etap na drodze dźwiękowych eksperymentów i nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że płyta, choć stanowi zestaw 10 świetnie wyprodukowanych, ambitnych utworów, to jednak ustępuje swoim poprzedniczkom… ale tylko, i to dosłownie, w połowie.

Do produkcji najnowszego krążka zespół zatrudnił producentów znanych ze współpracy z wokalistką szwedzkiego duetu The Knife – Fever Ray. Prace nad “Penny Sparkle” odbywały się w Nowym Jorku oraz Sztokholmie. Początek albumu wskazuje, że chyba gdzieś podczas tych podróży Blonde Redhead zagubili samych siebie. Utwór “Here Sometimes” mogłaby bowiem dołączyć do swojego repertuaru wspomniana wcześniej Fever Ray, podczas gdy  “My Plants Are Dead” zdaje się być jedną z piosenek Brytyjczyków z The XX.  “Love Or Prison ” brzmi jak numer, dla którego zabrakło miejsca na którymś z albumów grupy Flunk i tylko charakterystycznego brzmienia Blonde Redhead próżno tu szukać.

Trio swój znak rozpoznawczy – wysublimowaną melancholię współgrającą z niepokojącym, lekko mrocznym nastrojem zastąpiło prostotą i spokojem.  Muzyka sączy się tu w powolnym rytmie, a mdławe, stonowane melodie  torują szeroką drogę przeogromnej nudzie. Tym bardziej szkoda porzucenia dodających uroku elementów orkiestrowych (smyczków i dęciaków), które pojawiały się na wcześniejszych wydawnictwach, na rzecz synth-popowo panoszących się syntezatorów.

To co jest zarzutem w pierwszej połowie albumu, w drugiej, począwszy od “Oslo”, a skończywszy na “Spain” staje się jego zaletą. Łagodność aranżacji tym razem działa na rzecz świetnych melodii. Szczególnym utworem jest “Black Guitar”. Gitarowe riffy pojawiają się tu w bardzo subtelnej postaci, tak by nie zakłócić pastelowego brzmienia a duet Amedeo i Makino po raz kolejny wprowadzają słuchacza w dobrze znany fanom Blonde Redhead odrealniony muzyczny świat.

Płyta “Penny Sparkle” to bardzo jednolity stylistycznie produkt. I choć ten chilloutowy klimat, w wydaniu Blonde Redhead nie do końca mnie przekonuje, to jednak potwierdza, że niezwykłe melodie, do których trio ma tak dużo szczęścia, często wychodzą obronną ręką z każdej gatunkowej konwencji. Nie oznacza to jednak, że zespół nie powinien starannie podchodzić do aranżacji swoich utworów, by nie stracić całkiem unikalnego, właściwego ich muzyce klimatu.

Kamila Madajczyk

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 7,29 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.