16.07.2009 21:30

Autor: marcin

Black Rebel Motorcycle Club, Gdańsk, 11.07.2009

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów, festiwale

Wykonawcy:


brmc (24).jpg Black Rebel Motorcycle Club, Gdańsk, 11.07.2009

O BRMC nie potrafię pisać bez przechodzenia w tryb osobisty. Kiedy w 2002 usłyszałem ich nagrania live pochodzące z koncertu w londyńskim Finsbury Park, gdzie supportowali Oasis, od razu wiedziałem, że ten zespół nosi w sobie niesamowity potencjał i pomysł na swoją muzykę. Skutecznie udowadniali to z płyty na płytę. “Take Them On, On Your Own” dodało ognia do psychodelicznych korzeni obecnych na debiucie, z kolei “Howl” całkowicie odświeżył oblicze zespołu, pokazując jak twórczo można korzystać z tradycji amerykańskiego grania.

W międzyczasie miałem okazję zobaczyć zespół dwukrotnie na scenie: w Amsterdamie oraz Londynie. Nie wiedzieć czemu Polska zawsze pozostawała poza zasięgiem ich koncertowania. W 2008 roku grupa odwiedziła kilka miejsc, w których nie przyszło im jeszcze zagrać jak Argentyna, Izrael czy Rosja, Polska jednak nadal pozostawała zapomniana. Dziwne, bo za każdym razem, gdy tylko zespół zbliżał się do naszej granicy, silna polska reprezentacja pojawiała się w Berlinie i dawała o sobie znać.

Informacja o lipcowym koncercie pojawiła się niespodziewanie i zaskoczyła nie tylko polskich fanów. Grupa postanowiła zagrać jeden jedyny koncert, nie będący częścią żadnej trasy, w przerwie podczas pracy nad nową płytą. Na pytanie dlaczego muzycy wybrali właśnie Polskę, Robert Been odpowiedział na spotkaniu z fanami, że chcieli, aby to było “short and sweet”. Miał to być jeden konkretny występ w kraju, o którym nie wiedzieli zbyt wiele, poza tym, że mają tutaj spore grono oddanych fanów.

brmc (16).jpg Koncert odbył się w ramach festiwalu Gdańsk Dźwiga Muzę. Naprawdę dziwnie zaangażowano się w organizację pierwszej edycji festiwalu. Z jednej strony zebrano kilkanaście grup, z których 2/3 można uznać za całkowicie niedopasowane do siebie pod względem artystycznym oraz stylistycznym (Patrycja Markowska? Manchaster?). Z drugiej strony to, co uderzało pozytywnie to bardzo dobre przygotowanie techniczne, oprawa świetlna, scena główna, wszystko to prezentowało się i działało bez zarzutów. Zwłaszcza światła na koncercie BRMC – były zgrane i dopracowane.

Ogólna refleksja płynąca z całej imprezy wygląda następująco: organizatorzy zupełnie nie przyłożyli ucha do zespołów, które teoretycznie powinny zapełnić teren festiwalu. Jeśli w przyszłym roku przygotowanie tej części zostanie powierzona odpowiednim osobom, festiwal ma okazję zaskoczyć. Nie na tyle, by konkurować z Opener’em, ale z pewnością może służyć za jego mniejszego następcę. Dlaczego? Bo ma za sobą konkretnego organizatora – najstarszą stację muzyczną, a nie jak to bywało do tej pory bank czy browar.

Joss Stone oficjalna gwiazda pierwszego dnia niespodziewanie odwołała swój występ. Dzieki temu BRMC zdobyli dodatkowe pół godziny oraz możliwość występowania po zmroku, co dodatkowo spotęgowało efekt ekranów i świateł ustawionych na scenie. Muzycy pojawili się na scenie niewiele przed godziną 23. Poza Robertem Beenem oraz Peterem Hayesem w składzie mogliśmy ujrzeć grającą na bębnach Leah, dawną perkusistkę The Raveonettes, która współpracuje z BRMC od ubiegłego roku. Co by dużo nie mówić, o ile ciężko zastąpić kogoś kto zrósł się z zespołem w trakcie 10 letniej kariery (mam na myśli Nicka Jago, obecnie na własnej solowej drodze), o tyle Leah włożyła tyle energii i pasji w to, co wyczyniała za bębnami, że trudno nie kryć podziwu dla jej wkładu w koncertowy kształt muzyki BRMC.

BRMC na scenie to jednak przede wszystkim Rob i Peter. Dwie osobowości, dwa kompletnie różne style gry, razem tworzące mieszankę wybuchową, żywioł nie do zatrzymania. Setlista okazała się bardzo przekrojowa. Zespół wykonał praktycznie wszystkie single, nie odpuszczając sobie odegrania dziesięciominutowego “American X” czy świetnego “Rifles”. Zabrakło utworów nawiązujących do “Howl” (owszem pojawiło się “Ain’t No Easy Way” oraz “Shuffle Your Feet”, ale muzycy nie zdecydowali się na odegranie utworów stricte akustycznych). Było mocno i rock’n'rollowo. Muzycy nie przeciągali przerw między utworami, rzucając od czasu do czasu kilka ciepłych słów pod adresem publiki, skupiali się raczej na szybkiej zmianie sprzętu.

brmc (2).jpg Wielkie brawa dla publiki, której pomimo że nie zgromadziło się zbyt wiele pod sceną (300-400 osób?) to jednak reagowała żywo i pozytywnie na kolejne utwory. Dodatkowy plus dla pana oświetleniowca, który sprawnie czarował sporym zapleczem oświetleniowym (efekty można przejrzeć na youtube). Koncert zakończył combo “Salvation” + “Heart&Soul”, które idealnie zwieńczyło cały koncert.

Warto dodać, że polskie forum postarało się o spotkanie z zespołem na backstage’u. Miało ono miejsce na dwie godziny przed koncertem. Grupa zorganizowana przez www.brmc.fora.pl spędziła pół godziny sam na sam z zespołem, w trakcie którego poza rozmowami i podpisywaniem płyt muzycy dali się namówić na odegranie dwóch akustycznych utworów: “Mercy” oraz “Complicated Situation”. Było luźno i kameralnie, tutaj brawa dla organizatorów za to, że sprawnie i bezproblemowo przeprowadzili całą akcję.

Do zobaczenia na kolejnym koncercie BRMC w kraju!

Marcin Bieniek

Poniżej filmy ze spotkania:

“Mercy”
If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

“Complicated Situation”
If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Zdjęcia z koncertu BRMC w Polsce autorstwa Michała Jaskólskiego:

brmc (27).jpg

wyszperaj coś więcej ▼




Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.