31.07.2010 16:08

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Beltaine – “Tríú”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


beltaine-triu.jpg Beltaine – “Tríú”
Wydanie własne/2010

Trzeci album polskiego projektu to definitywne wyjście z szufladki muzyka celtycka. Członkowie podkreślają, iż w zasadzie nigdy nie chcieli być identyfikowani z jednym nurtem. Dla kategoryzujących, Tríú stanowi więc moment przełomowy – zaskakujący albo rozczarowujący. Adekwatnie reakcje tych słuchaczy dzielą się na “Nareszcie!” i “Dlaczego?!”.

Geneza Beltaine to de facto tradycyjna muzyka celtycka. Współodpowiedzialny za kierunek wędrówki zespołu Grzegorz Chudy wiedział jednak od początku, że wykonywanie hermetycznej sztuki nie będzie sprawiało mu przyjemności. A właśnie to jest jeden z ważniejszych motywów grupy. Projekt jest dodatkową pracą, przynoszącą jakieś zyski, lecz liczy się przede wszystkim frajda. Podobno dopiero przy premierze trzeciej płyty muzycy osiągnęli tę satysfakcję. Jak wpłynęło to na jakość efektu końcowego? Znacząco. Choć dla innych odpowiedniejszym słowem byłoby dramatycznie. Większość materiału to autorskie kompozycje, pojawiają się również elementy tradycyjne, ale zdecydowanie rzadziej. Ci, którzy mieli okazję usłyszeć niektóre utwory na koncertach, dostrzegają różnice w aranżacji.

Nie, zespół nie odżegnuje się od swojego dotychczasowego dziedzictwa. Sięga natomiast coraz śmielej do, wydawałoby się, odległych gatunków. “Johny’s Not Here” to jakby kwintesencja tego eklektyzmu. Od tradycjonalizmu do disco. Przez kilkanaście sekund linia melodyczna gitary basowej przywodzi na myśl parkiet z dyskotekową kulą. Przyzwyczajonym do sztywnych ram taka zmiana może zdecydowanie przynieść problemy z trawieniem. Ponadto słuchacz doświadcza wycieczki orientalnej i jazzowej. Bez obaw – muzyki celtyckiej także nie brakuje. Dominują utwory instrumentalne, nie oznacza to jednak braku tekstów na całym wydawnictwie. Prócz coveru “Pardon Spezed” jest jeszcze “Mad Song” – kompozycja utrzymana w klimacie… The Cure. Dzięki modulacji głosem (szept) problemy z akcentem zostały prawie skompensowane. Dodatkowo w kilku utworach obecne są wokalizy, szczególnie imponujące w dziewiątym kawałku “Tisa” (arab. dziewięć), gdzie główną rolę odgrywa zaproszona Zosia Bartoszewicz. Dodajmy do tego zbioru skreczowanie, gościnny występ Marcina Wyrostka, oryginalny oficjalny teledysk i otrzymujemy pomysłową mieszankę, która ostatecznie zachowuje spoistość.

Niewątpliwie Polacy zaskoczyli. Znaleźli się w ciekawym momencie swojej kariery, nabrali obycia scenicznego, a teraz wyrabiają styl. Rewolucjonizowanie swojej twórczości nie jest wykonalne (ani zalecane) przy dużej częstotliwości wydawania płyt, stąd muzycy muszą przynajmniej na chwilę zatrzymać się przy czymś. Być może są to korzystne warunki do złotego okresu Beltaine. Wyjście z szufladki to pierwszy krok, aczkolwiek konieczne są następne. Życzmy zatem konsekwentności.

Łukasz Stasiełowicz

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (32 głosów, średnio: 8,06 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.