22.02.2010 23:05

Autor: fl23

Beach House – “Teen Dream”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


beach_house-teen_dream.jpg Beach House – “Teen Dream”
Sub Pop/2010

Beach House, duet z dalekiego, nadmorskiego Baltimore wydał w latach: 2006, 2008, 2010 najlepsze płyty w kategorii “pop”. WOW! Przynajmniej tak mi się śniło jak ostatnio rozdawali Grammy.

Gitara, keyboard, kilka automatów perkusyjnych. Wszystko niezbyt dobrej jakości, ale jeszcze nie tak złej, żeby składać hołdy dla estetyki lo-fi. Do tego ospałe kompozycje i rozlazłe tekstury piosenek – ale to chyba jeszcze nie wystarcza, żeby kilkukrotnie zdobyć statuetki Grammy, nawet w snach. Chwytliwe refreny takie jak w w singlu promującym płytę?* Chyba jesteśmy już bliżej. Dodajmy do tego aksamitny, męski głos wokalistki Victorii Legrand i delikatne, kruche chórki wykonywane przez Alexa Scally. Rzecz nieopisywalna i bardzo arbitralna, czyli klimat. Klimatu muzyce Beach House nie można odmówić, warto zauważyć jak często porównuje się ich twórczość do filmów Davida Lyncha**.  No i Grammy – czy jakąkolwiek inną nagrodę muzyczną, może być nawet Bursztynowy Słowik, to już zależy od śniącego – za “Teen Dream” mamy w kieszeni.

Muzyka Beach House zawsze wydawała się czystym, idealnym spełnieniem wszystkich cech gatunku, który nazywany jest dream popem. Kiedy kariera i tempo utworów tego duetu z czasem natęża się coraz bardziej, tak klimat ulega przyjemnemu diminuendo (będąc przy terminologii muzycznej) i w przyjemny sposób staje się popem pościelowym. Nawet w dość dosłownym tego słowa znaczeniu, przed premierą płyty Legrand zadeklarowała: “We want people to have sex to Teen Dream”.

I może przy tym zostańmy, prostując pewne niedomówienia, które siłą rzeczy krążą wokół tej płyty. Rzeczywiście jest sennie, ale są to teen dreams, czyli wszędzie buzują hormony. Dlatego Victoria Legrand śpiewa tak nerwowo, a naprawdę przyjemne i odprężające są tylko przewijające się chórki i refreny. Kolejnym określeniem często pojawiającym się przy okazji tej płyty jest “słodycz”. Warto byłoby je raczej zamienić na “lepkość”. Tak jak kleją się i lepią lekkie, trochę naiwne melodie tych nastoletnich utworów. Reszty można się już domyśleć samemu.

“I can remember making out to Portishead… and Bob Marley. Probably on the same day. I was only 14 or 15 years old. I can remember hormones and a crush. Simple, but still intense. I can remember my desire”

Warto zaznaczyć i zdecydowanie podkreślić, że muzyka Beach House jest monotonna i jednolita (chociaż w porównaniu do wcześniejszych dokonań zespołu łatwiej znaleźć jakieś nagłe crescendo). Jest po prostu nudna. Nie dość, że materiał zgromadzony na płycie jest tak jednorodny, to jeszcze w odniesieniu do poprzednich nagrań nie widać jakiejś porażającej różnicy – instrumentarium prawie to samo, melodie na podobną modłę. Wszystko to można odebrać jako wadę, ale przecież w tym tkwi siła tej muzyki. W końcu to dream pop, a niektóre marzenia senne przyciągają swoją powolnością i niekonsekwentną ciągłością.

Nawiasem mówiąc na płycie nie brakuje utworów-morderców. Utwór-morderca skutecznie wyrywa nas z ospałego rytmu muzyki. Najlepszym przykładem będzie “10 Mile Stereo” – szybka, chybocząca się gitara przypominająca shoegaze i multum perkusyjnych solówek w tle. Zamieszczony niżej klip pochodzi z krążka DVD dodawanego do “Teen Dream”. Jeśli tylko mielibyście okazję, bardzo polecam zapoznanie się z tymi teledyskami (czy raczej wariacjami na temat nastoletnich traum) – wiele z nich można by bez problemu wystawiać w galeriach sztuki.

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

Napisałem już, że Beach House jest potwornie nudne, chyba nic więcej nie trzeba dodawać. Trudno mi znaleźć drugi tak rozkosznie nudny zespół, który z takim wyczuciem i wdziękiem potraktował temat nastoletniości. WOW! Do głowy przychodzą mi tylko niektóre filmy Gusa Van Santa.

Filip Lech

*Don’t you know it’s true?
Norway-ay-ay, ay-ay-ay-ay-ay-ay
Norway-ay-ay, ay-ay-ay-ay-ay-ay

**Ja tego nie słyszę, ale jeśli co trzeci krytyk i internauta o tym wspomina to może coś w tym jest…

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (22 głosów, średnio: 7,59 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.