03.01.2009 19:25

Autor: fl23

Beach House – “Devotion”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


beachhousedevotion.jpg Beach House – “Devotion”

Po polsku bardzo trudno pisze się o muzyce. Anglicy albo Rosjanie mają piękna słowa, którymi można wyrazić dźwięki i ich języki są o wiele bardziej wdzięczne, jeśli chodzi o muzykę – są melodyjne, dźwięczą i świszczą. A do tego większość gatunków muzycznych ma swoje nazwy tylko w języku angielskim. Jak przetłumaczyć na polski “dream pop”?

Wymienianie artystów jest nudne, tłumaczenie, że od melodii ważniejsza jest tekstura dźwięku  też, a dosłowne tłumaczenie na “senny pop” jest jeszcze gorsze.”Śniący pop” i inne warianty też odpadają. Ci którzy mają specyficzne poczucie humoru mogą sięgnąć do wikipedii i przeczytać, że: “Kwintesencją tej muzyki jest zwiewny podkład i tonacja, niżeli pędne rockowe riffy, swobodny, wysoki kobiecy wokal (a także męski, tyle że zniewieściały). Teksty związane są zazwyczaj z introspekcją lub odczuciami do natury. Okładki płyt zmierzały do zamieszczenia jasnych, pastelowych rysunków oraz (lub albo) do całkowitego zminimalizowania rysów”. Jedynym dobrym sposobem na wytłumaczenie czym jest dream pop będzie pokazanie jakiegoś sztandarowego zespołu dream popowego albo włączenie Beach House. Na miano sztandarowych wykonawców jeszcze nie zasługują, ale ich muzyka jest tak przyjemna i rozmarzona, że trudno zaliczyć ich do innego nurtu.

Beach House to duet z Baltimore założony przez Victorie Legrand, która śpiewa i gra na organach i Alexa Scally’ego akompaniującemu Victorii na gitarze i keybordzie. Zespół istnieje od 2005 roku, w 2006 wydali pierwszą płytę, która od razu została uznana przez słuchaczy i krytyków (16. miejsce w podsumowaniu rocznym Pitchforka). Ich najnowsza płyta – “Devotion” jest jedną z najbardziej idyllicznych pozycji tego roku i niczym nie ustępuje poprzedniej.

Na nowej płycie jest o wiele przyjemniej i jaśniej (co nie znaczy lepiej albo gorzej), w piosenkach słychać coraz wyraźniejsze i bogatsze melodie, a klimat jest o wiele weselszy – tylko to zmieniło się w stosunku do ich ostatniej płyty. No może jeszcze partie na wszelkiej maści organach grane przez Victorię wysunęły się bardziej na pierwszy plan.

Czego możemy spodziewać się po Beach House? Dość monotonny automat perkusyjny, gitarzysta który równie monotonnie ślizga się po progach gitary i piękny, nostalgiczny głos wokalistki. Mam wrażenie, że na “Devotion” znajduje się pięć, może sześć kompozycji, a podział na 11 piosenek jest strasznie wymuszony. Większość piosenek zlewa się w jedną całość, ale w tym przypadku monotonia nie jest żadnym zarzutem…

Ja mam tutaj pięć swoich piosenek: najbardziej radosne “Wedding Ball” z klawesynem w tle, “Gila” rozpoczynająca nostalgiczny klimat na płycie, “Heart of Chambers” bez dwóch zdań najlepsze na całym krążku, “D.A.R.L.I.N.G” kojarzące się z amerykańskimi zespołami dziewczęcymi lat 60-tych (kojarzycie “Be, my Baby” albo “Baby, I love You” The Ronettes?) i wspaniałe zakończenie płyty “Home Again”.

Jeśli komuś brakuje spokoju to bardzo polecam “Devotion”. Tak spokojnego i bezpośredniego popu bardzo dawno nie słyszałem.

Filip Lech

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (5 głosów, średnio: 7,40 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.