05.08.2010 12:50

Autor: marcin

Beach Fossils – “Beach Fossils”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


beach-fossils-cover.jpg Beach Fossils – “Beach Fossils”
Captured Tracks / 2010

Soundtrack do tegorocznego lata, mimo bardzo treściwych wydawnictw Here We Go Magic i Best Coast, może być tylko jeden – i bez wątpienia należy do nowego objawienia sceny gitarowej nowojorskiego lo-fi. Muzycy zdążyli przekonać do siebie Mike Snipera z cenionej wytwórni Captured Tracks i wydać kawał znakomitego materiału.

Beach Fossils to nic innego jak “plażowe skamieniałości”. Nazwa troszeczkę ironiczna biorąc pod uwagę, że dotyczy jednej z najbardziej energicznych art-rockowych kapel, której doświadczenie na żywo pozostawia wrażenia na długie tygodnie. Z drugiej strony może być tłumaczona chęcią posiadania charakterystycznej, zapadającej w pamięć nazwy, z całkowitym jednak odcięciem się od modnego plażowego “pseudo” lo-fi.

Skład projektu, to w zasadzie jeden niezwykle uzdolniony muzyk – Dustin Payseur, który skomponował i nagrał własnoręcznie wszystkie utwory z wyjątkiem dwóch ostatnich “Wide Awake” i “Gathering”, które powstały nieco później z pomocą obecnego członka zespołu basisty John Pena. Niezwykle osobliwie przedstawia się kwestia największych inspiracji Dustina – próżno wśród nich szukać odwołań do przedstawicieli sceny garażowej – No Age, Times New Viking czy legendarnego Velvet Underground, jest natomiast improwizowany jazz Dona Cherry’ego, muzyka klasyczna Bacha i Stereolab. Ważnym elementem, który znajduje odzwierciedlenie w niebanalnych, trochę egzystencjalno-marzycielskich tekstach, jest poezja – zwłaszcza poematy Vladimira Mayakovskiego.

Debiutancki album nowojorczyków to 11 utworów, tworzących spójną, logiczną całość, nad którą unosi się nuta melancholii i refleksyjność nad codziennością życia. Nie są one jednak pretekstem do pójścia krok dalej w bardziej ciemne i depresyjne klimaty cenionych Crystal Stilts spod znaku The Jesus and Mary Chain czy The National. Beach Fossils akceptują otaczająca rzeczywistość i pragną uchwycić z niej jak najwięcej pozytywnego, atmosferę szczęścia i zadowolenia. Dlatego też niezbyt adekwatne wydają się być porównania do The Cure czy zupełnie bezsensowne wymienianie nazwy New Order, co ma miejsce dosyć często w zachodnich recenzjach. Aby się o tym przekonać wystarczy odsłuchać pierwsze kilkanaście sekund otwierającego utworu “Sometimes” czy “Daydream” – jedynego który doczekał się wersji na 7′ calowym singlu z nie albumowym b-sidem – Desert Islands.

Obydwie kompozycje powstały z niezwykłym dopracowaniem szczegółów, co zaważyło na doskonałej harmonii pomiędzy wokalami i partiami gitar, które miejscami stają się prawdziwymi “ścianami dźwięków” pokazując brytyjskiemu “indie” miejsce w szeregu, ze względu na piękno gitarowego rzemiosła. Vacation jak sama nazwa wskakuje jest dedykacją dla letnich wakacji – Dustin wsiada do autobusu, a żeby tylko uciec z miasta i podziwiać przesuwający się świat zza szyb, nie troszcząc się o powrót.

Najmocniejszy jednak wydaje się być środek albumu – Twelve Roses z obojętnie wyśpiewanym “And I don’t know what I’m doing here”, wspomniany singlowy “Daydream” oraz “Golden Age”. Ten ostatni, najdłuższy tekstowo utwór albumu, wydaje się być nieoficjalnym hymnem młodego pokolenia “ścian gitar” za sprawą ostatniego wersu “Cause in the golden age we’ll never die”. Próżno szukać samego wyrażania nadziei na złotą erę u wspomnianych wcześniej nowojorskich tuzów melancholii, byłyby z tym prawdopodobnie problemy, nawet w przypadku zakręconych Clap Your Hands Say yeah.

Album kończy się bardzo dobrym “The Horse”, trochę przydługim “Wide Awake” – które instrumentalnie broni i przyćmiewa monotonne wokale. I wtedy następuje małe zaskoczenie – ostatni utwór “Gathering” to nadmorski soundtrack z molo, gdzie nucenie melodii przeradza się w szum obijających się o brzeg fal i głosy odlatujących mew. Jednym słowem bardzo interesujące, niebanalne zakończenie jakże udanego debiutanckiego albumu.
Bardzo dobrej art-rockowej alternatywy dla banalnych Wavves.

Mateusz Cudo

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 7,20 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.