23.09.2009 20:27

Autor: Krzysztof Kowalczyk

Bartłomiej Wołyniec – “Hypochondriac Queen EP”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


bartaomiej-woayniec-hypochondriac-queen-ep.jpg Bartłomiej Wołyniec – “Hypochondriac Queen EP”
Nasiono Records/2009

O tej epce powinienem był napisać pół roku temu. Nie wiem czemu jakimś cudem przez tak długi czas uchodziła mojej uwadze debiutancka minipłyta songwritera ze Szczecinka, ale biję się w pierś i zabieram się za przedstawianie jej Wam.

Songwriter to termin mocno ostatnimi czasy wyświechtany, ale w tym wypadku używając go, czuję się w pełni usprawiedliwiony. Tak się składa, że Bartłomiej Wołyniec w pełni zasługuje na to miano. Sam komponuje swoje piosenki, sam pisze do nich teksty i w końcu sam je wykonuje na żywo. I słowo “sam” oznacza, że praktycznie każdy etap powstawania jego twórczości odbywa się wyłącznie przy jego udziale. Niezwykły głos to jego wizytówka. Zdaje się, że na palcach jednej ręki można policzyć wokalistów i wokalistki, którzy na naszym rodzimym podwórku potrafią sprawnie posługiwać się falsetem. Jednych używanie czwartej oktawy bardzo denerwuje, innych zachwyca. Ja zdecydowanie opowiadam się po stronie tych drugich.

“Hiper Sallad”, pierwszy numer na “Hypochondriac Queen”, przypomina początkowo dokonania innych polskich reprezentantów akustycznych brzmień, Iowa Super Soccer. Podobne przeciąganie dźwięków i sentymentalny klimat. Świetnie brzmi pojawiająca się momentami podwójna linia wokalna – dwugłos Wołynica, jeden falsetowy, drugi zaśpiewany znaczniej niżej. Wielka szkoda, że nie wyeksploatowano tego pomysłu w pełni. Mogło być znacznie bardziej intrygująco, a tak niestety utwór posiada zmarnowany potencjał. Mogło być świeżo i ciekawie, jest jedynie poprawnie. Na szczęście po chwili Wołyniec zaskakuje nas zmianą klimatu, serwując psychodeliczną balladę “Another One” z mało melodyjną gitarą elektryczną i mrocznym klimatem.

Wraz z “The Place” znów wracamy do delikatnej, akustycznej rozlazłości, a w tle słychać falset. Jeszcze raz to właśnie wokal wydobywa piosenkę ze sztampy, w którą wpadają instrumentalne partie utworu. Na sam koniec zostawiono wisienkę na szczycie tortu, czyli bardzo sigurrósowe “Pulse”. Joanna Kuźma, wokalistka innego wykonawcy ze stajni Nasiono, Folderu, wspomagając swoim śpiewem Wołyńca nadaje całości dodatkowego kolorytu. To jedna z piosenek typu “pokochaj albo znienawidź”, bowiem nasz songwriter znów porusza się tutaj gęsto po wysokich rejestrach swoich strun głosowych. Chciałoby się więcej takich dobrze przemyślanych kompozycji.

Przyznam, nie wiem, co z tym fantem zrobić. Epka “Hypochondriac Queen” to zarówno dwa znakomite kawałki, jak i dwa przyzwoite. Liczę, że w przyszłości te pierwsze przeważą nad drugimi. Poza tym, zobaczywszy koncert Wołyńca mogę stwierdzić, że jego głos na żywo brzmi równie dobrze jak studyjnie, więc nie ma mowy o żadnej producenckiej robocie w cudowny sposób poprawiającej wszelkie bolesne fałsze.

Krzysztof Kowalczyk

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (10 głosów, średnio: 6,90 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.