25.03.2011 01:37

Autor: Łukasz Stasiełowicz

Avishai Cohen – “Seven Seas”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


avishai-cohen-seven-seas.jpg Avishai Cohen – “Seven Seas”
EMI Music / 2011

Za siedmioma morzami kryje się wspaniała kompozycja.

Urodzony w Izraelu muzyk i tym razem nie ogranicza się tylko do gry na basie. Potrafi jednocześnie śpiewać (na koncertach także). Na tej płycie zasiada również na chwilkę za klawiszami. W procesie nagrywania towarzyszyli mu jeszcze Shai Maestro (fortepian) oraz Itamar Doari (perkusja, oud).

Cohen rozważnie przebiera w środkach ekspresji. Stosuje refrenowe wokalizy, po których następują instrumentalne popisy (“About A Tree (Oyfn Weg Shteyt a Boym)”), albo preferuje klezmerskie zaśpiewy (“Halah” z zaskakującą partią saksofonu na końcu). Nie dysponuje fantastycznym wokalem, ale przez zastosowanie śpiewu okazjonalnego uzyskuje dobry efekt. Naturalnie główne atuty tkwią, w dalszym ciągu, w partiach instrumentalnych. W porównaniu do swoich wcześniejszych krążków muzyk śmielej korzysta ze strun głosowych, lecz (na szczęście) rzadziej niż na poprzednim albumie – “Aurora” – z 2009 roku.

Słuchacze są niewątpliwie podzieleni. Jedni dopatrują się korzystnej ewolucji, inni widzą w permanentnych eksploracjach rezygnację z utrzymania spójnego i dobrego jakościowo stylu, którego najlepszą egzemplifikacją jest “Continuo” z 2006 roku. “Seven Seas” nie można zarzucić braku spójności; eksperymentowanie i podtrzymywanie tożsamości są odpowiednio wyważone. Zaproszeni goście dodają kolorytu swoimi wokalizami i grą na mniej popularnych instrumentach dętych (rożek angielski, skrzydłówka), podczas gdy trio porusza się konsystentnie w łatwo dających się wyśledzić ramach.

Krążek promowany jest przez tytułowy singiel. Najlepszy wybór z możliwych, jedna z najbardziej przebojowych kompozycji w karierze artysty. Symultaniczne mruczenie i szybkie pociąganie za struny kontrabasu ponownie dokumentują doskonałą podzielność uwagi liderującego muzyka. Aczkolwiek imponuje też zgranie wszystkich instrumentów. Klawiszowe repetycje Maestro szybko zdobywają uznanie, szczególnie naciskanie, przez prawą rękę, na przemian dwóch sąsiadujących białych klawiszy, tworzy interesujący motyw. Zaskakujące przejścia i zmiany tempa, szybko wpadające w ucho melodie – jeżeli utwór nie przypadnie potencjalnym słuchaczom do gustu, to wątpliwe, by cokolwiek na albumie znalazło ich uznanie.

Avishai Cohen stuka w kontrabas rękami, czasami używa smyczka, by po chwili wrócić do gry palcami – niekonwencjonalne zmiany są charakterystyczne dla niego. Momentami albumowi brakuje być może dynamiczności, większego tempa – wkradają się spore ilości nostalgii. Generalnie jednak nie jest to materiał gorszy niż ten znany z poprzednika. Patrząc na jego dyskografię, można odnieść wrażenie, iż ilość ważniejsza jest od jakości, lecz jeśli przy okazji dostarcza takich utworów jak “Seven Seas”, to można na to przymknąć oczy.

Łukasz Stasiełowicz

If you can see this, then you might need a Flash Player upgrade or you need to install Flash Player if it's missing. Get Flash Player from Adobe.

wyszperaj coś więcej ▼


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (6 głosów, średnio: 8,17 / 10)



Dodaj komentarz




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.