Zielone Zoo
25.06.2011/Kraków

Nikt jednak dobrze nie wie, kto widzem tu jest.

Krakowski festiwal Green Zoo rozgrywał się w samym sercu miasta w dwóch przestrzeniach klubowych. Spontanicznie rozwinął się wokół występu Basi Bulat w Betelu. Potem do tego klubu dołączył Piękny Pies i za sprawą jak zawsze niezawodnych Front Row Heroes dostaliśmy mini festiwal.

Przed Basią zagrali New Century Classics, Hayden Berry i Vladimirska. Dotarłem dopiero na tych ostatnich, co krakowianie wynagrodzili mi z nawiązką. Ich trochę cyrkowa, trochę bałkańska, trochę cygańska, a trochę klezmerska muzyka na żywo wypada jeszcze lepiej niż na płycie. Koncert odbywał się na podwórku Betelu, co tylko podkreślało uliczny rodowód zespołu, który powstał z inicjatywy kanadyjskiej akordeonistki i wokalistki, Scotii Gilroy.

W pierwszym rzędzie bawiła się Basia Bulat, chłopaki z jej zespołu kręcili się w tłumie, Hayden Berry przemykał między ludźmi, można było też wypatrzyć członków NCC.  Po godzinie żegnani brawami Vladimirska zeszli ze sceny. Mam nadzieję, że nie żywią niechęci do Warszawy i niedługo będę mógł zobaczyć ich u siebie.

To był mój trzeci koncert Basi, a pierwszy w Krakowie. Za każdym razem występowała z innym zespołem. W sobotę z bratem, Bobbym za bębnami i Paulem Frithem na basie i trąbce. Skład niby nowy, ale wszyscy to dobrzy znajomi, Paul występował z Basią rok temu, Bobby w grudniu 2009, bo na majowe koncerty nie doleciał z powodu wybuchu Eyjafloll. W trójkę zagrali dość przekrojowy set, ale wszyscy najbardziej czekali na nowe piosenki. Tych zagrali dwie, obie są utrzymane w alt folkowym stylu Basi i co najważniejsze bardzo dobre. Jak zawsze Basia zarażała pozytywną energią i radością Między piosenkami zagadywała trochę po polsku, trochę po angielsku. Z każdą wizytą mówi coraz lepiej w języku swoich przodków. Skoro był to Green Zoo Festival nie zabrakło piosenki, od której wziął swoją nazwę, czyli “W zielonym zoo”. I był to najbardziej urokliwy moment koncertu.

Po trzech bisach Basia zeszła ze sceny. Skończyła “Hush”, tradycyjnie już zaśpiewaną bez żadnego nagłośnienia. W tym czasie w Pięknym Psie zaczynali Point Reyes prosto z Brooklynu. Od razu w oczy rzucały się dość nietypowe instrumenty, wiolonczela i marimba. Do tego wokalista/gitarzysta. Zapowiadało się bardzo ciekawie, ale nie do końca tak było. Amerykanie zagrali bardzo nierówno, mieli momenty naprawdę świetne, mieli też takie, o których lepiej zapomnieć. Trochę przypominali Kyst z pierwszej płyty, gdy z dźwiękowego chaosu wyłaniały się na chwilę piękne melodie. U Amerykanów na szczęście proporcje hałasu i melodii były mniej więcej równe, dlatego ich freak folkowy występ oceniam na plus i czekam na debiut. Debiut, który właśnie nagrywają w Warszawie.

Kraków, widzimy się za rok.

Michał Wieczorek




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.