05.06.2013 09:20

Autor: Aneta Wieczorek

Yo La Tengo – “Fade”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Yo La Tengo – “Fade”
Matador Records/2013

Opowieści na dobranoc…

Słuchając najnowszego krążka amerykańskiej grupy Yo La Tengo, przyszły mi na myśl słowa popularnej kołysanki:

Z popielnika, na Wojtusia,
Iskiereczka mruga:
- Chodź opowiem ci bajeczkę,
bajka będzie długa…

Tak jak iskiereczka mrugała na Wojtusia, album “Fade” mruga na słuchacza i z każdym kolejnym utworem wciąga w swoją długą, muzyczną opowieść…

Wszystkie kompozycje tworzą spójną, zróżnicowaną stylistycznie całość, która uspokaja, otula melancholią, wprowadza w stan rozmarzenia i rozleniwia. To płyta pełna harmonii, ciepła i lekkości, ale wbrew pozorom, mimo sielankowej atmosfery, można zauważyć wyraźny kontrast – warstwa liryczna skupia się na sprawach poważnych, zagadnieniach pozbawionych radości, która z kolei przepełnia muzykę. Doskonały przykład na to, że tekst oscylujący wokół istotnych, mogących przygnębiać kwestii, nie musi być podszyty równie depresyjnymi dźwiękami. Dzięki temu, zamiast jeszcze bardziej wpadać w otchłań smutku, czy wylewać wiadro łez, można mimo wszystko wykrzesać z siebie optymizm.

Jest błogo, sennie, subtelnie. Nagranie “Cornelia and Jane” przenosi na plażę, tworząc w wyobraźni słuchacza wizję zachodzącego słońca, z kolei “Well You Belter” serwuje porcje beztroskiej słodyczy, “Paddle Howard” dyskretnie podsuwa rozmyte partie gitar, a “Before We Run” zachwyca sekcjami: smyczkową i dętą, które dodają barw.

Nie ma żadnych zaskakujących elementów rytmicznych, jakichkolwiek dynamicznych eksperymentów, rewolucji, szaleństwa, mocniejszych brzmień, nagłych zwrotów czy ekscytujących akcentów. Nie ma też charakteru i niczego spektakularnego. Nie dzieje się nic. Panuje spokój, a jedyne co zdumiewa, a może nawet odrobinę szokuje, to fakt, że po 20 latach współpracy, zapadła decyzja o zmianie producenta i Rogera Moutenota zastąpiono Johnem McEntire – być może dlatego nowy materiał jest bardziej wyciszony, stonowany i różni się od poprzednich wydawnictw (chociażby od np. “I am Not Afraid of You and I Will Beat Your Ass” z 2006 roku).

Minimalizm i zarazem bogactwo aranżacyjne ukryte w tle, prostota oparta na klasycznym, indie-rockowym graniu, ze wstawkami soulu, folku i country. Taka wyważona oaza spokoju, okazyjnie może oczarować, ale tylko czasem, bo gdy wpadnie w wir rutyny, flegmatyzm kompozycji, zamiast rozluźniać, po prostu znudzi… Za to na bezsenne noce, lekarstwem będzie idealnym – przyjemnie ukołysze do snu.

Aneta Wieczorek



Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (8 głosów, średnio: 7,50 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.