12.05.2014 09:00

Autor: Mateusz Grzeszczuk

Wywiad z We Call It a Sound

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy:


Wywiad z We Call It a Sound

Rap, folk i szkoła dystansu.

Rozmowa z połową braterskiego duetu – Filipem Majerowskim.

Mateusz Grzeszczuk: W jednym z wywiadów stwierdziłeś, że pomimo tego, że jest was dwóch, radzicie sobie z ogarnięciem wszystkich spraw związanych z wydaniem krążka. Istnieje pomiędzy waszą dwójką podział obowiązków? Tak, żeby nie było chaosu?

Filip Majerowski: To wszystko jest raczej płynnie, bez ścisłego definiowania poszczególnych funkcji. Ja odpowiadam za całościowe spojrzenie na sprawę, ale Karol pomaga mi w wielu kwestiach, więc trudno sprecyzować dokładnie kto jest od czego. Jeśli nabędziecie płytę od nas – prawdopodobnie znaczek pocztowy na kopertę przyklei Karol, z kolei jeśli napiszecie maila – możecie spodziewać się odpowiedzi ode mnie.

Jeżeli zdecydowaliście się na wydanie samodzielnie materiału, to także i tych znaczków może być więcej. Jak radzicie sobie z mediami?

Tak, jak potrafimy, w oparciu o doświadczenia z poprzednich dwóch płyt. Niestety własny sumpt wciąż jest dla niektórych barierą, której nie chcą sforsować. Duże media nieczęsto odpowiadają na nasze maile, niektóre kontakty, które doskonale działały, gdy reprezentował nas wydawca, teraz są dla nas zamknięte i niekiedy nawet nie stać ich na przeczącą odpowiedź – mimo że wcześniej wielokrotnie współpracowaliśmy. Wiem doskonale jakimi prawami rządzi się promocja w tej branży i chciałbym, żeby w końcu w tym wszystkim zaczęło chodzić wyłącznie o muzykę, ale do tego stanu jeszcze trochę brakuje.

Można powiedzieć, że jesteś rozgoryczony warunkami na polskim rynku muzycznym?

Myślę, że nie można. Funkcjonujemy na tym rynku świadomie już od nieomal 5 lat i wiemy, jakie reguły nim rządzą. Oczywiście niekiedy rządzi i przypadek, stąd jest on dosyć nieprzewidywalny. Szkoda jedynie, że niektórzy z ludzi, którzy go kształtują dawno stracili zapał i stali się na nim jedynie chimerycznymi wyrobnikami.

Zgodzisz się, że z bliźniakiem łatwiej jest robić muzykę?

Oczywiście – podobne inspiracje, podobna wrażliwość – bo kształtowana w podobny sposób, zbieżne myślenie o muzyce. Mimo to robimy rzeczy różne – czego przykładem “Trójpole”, gdzie to od Karola wyszła część folkowa, a ode mnie r’n'b i dub. Jeśli więc pojawiają się rozbieżności, to dzięki wspomnianym wcześniej podobieństwom udaje się je kompromisowo poprowadzić.

W dzieciństwie toczyliście wojnę na poziom dźwięku odtwarzania własnej muzyki, czy jednak byliście zgodni?

Było dostatecznie wiele innych powodów do wojen, więc nawet jeśli każdy z nas miał własne kasety, to leżały one od siebie muzycznie zbyt blisko, by stać się prawdziwym punktem zapalnym.

Kiedy zakładaliście zespół mieliście po 17 lat, jak wspomniałeś – nie byliście mocno zaangażowani w twórczość. Mieliście jakiś okres muzycznego buntu?

Niespecjalnie mieliśmy się przeciw czemu buntować – w państwie źle się nie działo, w domu też nas nikt krótko nie trzymał, a skinheadzi nie ganiali za nami po ulicach. Oczywiście zaczynaliśmy od rapu, później przechodząc w ciężkie granie i pewnie wiązało się to wówczas z jakąś przynależnością subkulturową, ale jednak mocno ortodoksyjną.

Czego słuchaliście z polskiego hip-hopu? Nadal obserwujecie ten rynek, jesteście w stanie znaleźć coś dla siebie?

Zaczynaliśmy od “Na Legalu” Peji i Slums Attack i wciąż postrzegam ten album jako wybitny. Oczywiście był też Pezet, Molesta, Tede, więc raczej klasycznie. Dziś nadal uważam, że scenę hip-hopową mamy w Polsce bardzo mocną. Ostatnie dokonania Małpy, Bisza, W.E.N.Y czy Łony bardzo sobie cenię.

W pewnym sensie jesteście samoukami, ale mieliście swoich instruktorów przy orkiestrze, w której gracie do dziś. Co to za orkiestra, inicjatywa?

Jest to Powiatowa Wolsztyńska Orkiestra Dęta, który wywodzi się, a dziś działa przy szkole podstawowej, w której się uczyliśmy. Kolektyw amatorski, ale szczebel wyżej niż orkiestry strażackie. Tam nauczyliśmy się grać na dęciakach – trąbce i puzonie, jednak oczywiście nie była to kompleksowa edukacja muzyczna, jaką fundują szkoły muzyczne. Dobrze i niedobrze zarazem, bo muzycznie nie wiemy wszystkiego, ale to, co potrafimy nabyliśmy na własnych zasadach.

A wasze zasady krążą wokół dekalogu, w którym każde z przykazań ma coś z kreowania niezależności, szkoły dystansu?

Myślę, że niezależności nie musimy kreować – po prostu muzycznie robimy to, na co mamy ochotę, bez kompromisów, bo takich (poza wewnętrznymi, małymi decyzjami obecnymi w każdym procesie tworzenia) stosować nie musimy. Nie ma w tym chyba żadnej magii – myślę, że wielu artystów hołduje tej zasadzie, co oczywiście nie musi mieć wiele wspólnego z osiąganymi efektami artystycznymi.

O koncepcji płyty “Trójpole” mówiono już dosyć często, wspominaliście też o tym, że można się natknąć na recenzencki banał jakoby każda z tych części miała być ugorem. Dużo tam elementów tradycyjnych. Powiedz proszę, jak rozpoczęła się wasza fascynacja folkiem, czy często słuchacie takiej muzyki? Może któryś z regionów jest wam szczególnie bliższy?

Oj, marną techniką byłaby trójpolówka, gdyby wszystkie części pola przeznaczać na ugór. Chyba skutecznie przed tym banałem przestrzegliśmy, stąd nie zdążył się jeszcze pojawić. Silna fascynacja folkiem stała się udziałem Karola i poszło za nią gruntowne rozpoznanie tematu. Stąd muzyka źródeł została przesiana tak za pomocą fonii, jak choćby też śpiewników. Mamy w Polsce naprawdę silną scenę folkową – to nie tylko Kapela Ze Wsi Warszawa – i szkoda, że wciąż tkwi ona na marginesie, walczy z uprzedzeniami słuchaczy. Jeśli zaś o region chodzi – wywodzimy się z Wielkopolski, stąd tutejszy folklor jest nam najbliższy.

Jeszcze dwa lata temu Polskie Radio, przy okazji waszego występu w “Ministerstwie Dźwięku” nazwało was nadzieją polskiej sceny niezależnej. Jak oceniacie z perspektywy czasu ten fakt? Czy sprostaliście “wymaganiom” słuchaczy, czy nawet nadaniu samego tytułu? Wszak nie do każdego zespołu przyszywana jest taka łatka.

Chyba zbyt długo już tą nadzieją jesteśmy. To raczej pytanie do słuchaczy, my nie czuliśmy się obciążeni tą łatką, a uważamy, że przy “Trójpolu” odnieśliśmy artystyczny sukces. Czy przełoży się on na komercyjny? Raczej nie, stąd może wciąż pozostaniemy w zbiorze nadziei.

Myślicie już nad trasą koncertową?

Na tę chwilę potrzebujemy oddechu i jeśli ruszymy w ogóle w trasę, to najprędzej na jesień. Wiosną można nas będzie zobaczyć podczas festiwalu Off Plus Camera.

Na zakończenie – czego wam mogę życzyć?

Żeby ludzie w tym kraju kupowali nie tylko rap płyty.

Rozmawiał Mateusz Grzeszczuk




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.