26.12.2013 18:00

Autor: Michał Konwicki

Wywiad z Uniqplan

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy:


Wywiad z Uniqplan

Dobre, bo polskie.

Jak mówi stare polskie przysłowie – cudze chwalicie, a swojego nie znacie. A polski rynek muzyczny w ostatnim czasie udowadnia, że młode krajowe bandy naprawdę mają się dobrze. Takim przykładem jest właśnie zespół Uniqplan, z którym udało mi się porozmawiać po ich grudniowym koncercie Pod Minogą w Poznaniu.

Michał Konwicki: Powracacie do Poznania po raz kolejny. Jakie macie wrażenia po dzisiejszym koncercie?

Michał Wojtas: Jest to nasz trzeci przyjazd do Poznania, wcześniej graliśmy podczas KWADROFONI w 2011r., a na wiosnę supportowaliśmy Turboweekend. Jednak dopiero teraz jest to nasz pierwszy raz po debiucie płyty. Wcześniej fani pojawiali się tak przy okazji, jak chociażby z powodu koncertu zespołu Turboweekend. Aktualnie czujemy to, że ludzie przyszli teraz specjalnie dla nas i tylko dla nas, wiedzą kim jesteśmy. Jest to bardzo fajne uczucie.

Rozumiem, że i tym razem publiczność nie zawiodła?

Konrad Zieliński: Nigdy nie jest pewne, czy przyjdzie dużo ludzi. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że pojawiło tak wiele osób, publiczność bardzo nas zaskoczyła, fantastyczne było to, że śpiewali z nami piosenki, a jest to duży komplement dla nas.

Piotr ‘Kephas’ Pawęska: To, że coraz więcej ludzi przychodzi specjalnie na nasze koncerty jest czymś mocno budującym. Niebywałe, że publiczność zna nasze piosenki i śpiewa je razem z nami, nie tylko te znane z radia.

Poprzednio w Poznaniu supportowaliście duński zespół Turboweekend. Jak to się stało, że to Wam przypadł ten zaszczyt?

P.P: W 2011 roku byliśmy na Ursynaliach, co ciekawe sama impreza mało nam się podobała. Na sam koniec festiwalu, około 3 w nocy, wystąpił nieznany nam duński zespół o nazwie Turboweekend. Kiedy usłyszeliśmy jak grają, dosłownie opadły nam szczęki. Warto było czekać kilka dni, żeby zobaczyć ten band. Wtedy też pomyśleliśmy jak fajnie byłoby wystąpić przed taką kapelą. Robiliśmy wszystko, żeby ten cel osiągnąć i w końcu się udało.

Bartek Lewczuk: W 2012 roku Turboweekend występował na Roctober Fest. Udało nam się porozmawiać z nimi po koncercie, powiedzieli nam wtedy, że za rok planują przyjechać do Polski na trasę. Wtedy zaczęliśmy się starać, aby móc z nimi wspólnie wystąpić.

M.W: Na Ursynaliach poznaliśmy również Bisiora (Marcin Bisiorek – przyp. red.), któremu spodobała się nasza muzyka. Zapamiętał nas, co było dla nas później bardzo owocne. Bowiem to on zorganizował cykl koncertów ESKA Rock Live w tym roku, zaprosił Turboweekend i zaaranżował wspólną minitrasę – to jego zasługa.

Zanotowaliście wzrost zainteresowania po tamtej trasie koncertowej?

M.W: Z pewnością tak, gdyż dużo ludzi, którzy przychodzili na Turboweekend kojarzyło nasz zespół, z każdym koncertem przybywało takich osób.

K.Z: Oczywiście nie był to jakiś oszałamiający sukces. Bardzo miłe było to, kiedy ludzie podchodzili do nas i mówili, że przyszli specjalnie dla nas.

B.L: Z drugiej strony niezwykle fajnym uczuciem było, kiedy ludzie, którzy przyszli tylko na ww. Duńczyków i nie znali nas, po koncercie gratulowali nam świetnego występu. Spotkanie się z członkami Turboweekendu było znakomitym doświadczeniem. Mogliśmy z nimi porozmawiać, zobaczyć jak pracują, jak zachowują się na scenie, jak oni śpiewają (śmiech). Spotkanie z nimi było bardzo inspirujące.

Obecnie jesteście na Waszym samodzielnym tournee, to znaczy, że zrobiliście kolejny krok naprzód w porównaniu do zeszłej wiosny. Jakie macie wrażenia po swojej pierwszej trasie?

M.W: Są bardzo fajne, po raz pierwszy doświadczamy tego, że osoby przychodzą specjalnie dla nas, nie przypadkiem, znają naszą muzykę, wiedzą kim jesteśmy, chcą posłuchać tego co tworzymy. Ponadto, jest ich coraz więcej z koncertu na koncert i to nas bardzo cieszy.

P.P: W ten sposób zyskujemy fanów i to w dodatku prawdziwych. Pojawiają się również ludzie, którzy zostali zaproszeni przez innych, jesteśmy bardzo zadowoleni, że grono naszych odbiorców się powiększa. Poza tym cieszymy się, że nie jesteśmy zespołem – nie ubliżając nikomu-, który gra na dniach miasta i jest słuchany przez kogoś do tzw. kotleta, tylko mamy swoich prawdziwych zwolenników.

B.L: Nie jesteśmy oderwani od ludzi. Można tak grać i nie wiedzieć ile tak naprawdę osób Cię słucha. Będąc w trasie samemu jest to najlepszy wyznacznik – ludzie przyjdą albo nie przyjdą. Jest to najlepsza weryfikacja zespołu, cieszymy się bardzo, kiedy fani na nas przychodzą.

Macie postawione przed sobą kolejne cele, które chcielibyście w przyszłym roku zrealizować?

M.W: Chcemy grać dużo koncertów z naszym materiałem, jeździć po kraju, pokazywać się, zbierać naszą publiczność. Staramy się aby nasza płyta trafiła do szerszego grona odbiorców. Skupiamy się na promocji pierwszej płyty, dlatego też planujemy kontynuować trasę wiosną, oraz zagrać na kilku festiwalach. Dodatkowo może pojawią się jakieś nowości muzyczne z naszej strony oraz z pewnością zaczniemy pracę nad nową płytą.

Rozumiem, że na następnej trasie koncertowej, to jakiś zespół będzie supportował Was?

P.P: Tak naprawdę już byliśmy supportowani na Roctoberfeście przez Billy Talent.

M.W: Byli oni główną niespodzianką festiwalu i zagrali przed nami na tej imprezie. Nie wiem, czym to było spowodowane, możliwe, że znaleźli nas wcześniej na Facebooku i dlatego bardzo chcieli przed nami wystąpić ;) A tak na poważnie, na razie na ten temat nie myślimy. Chcielibyśmy bardzo, żeby grały z nami zespoły, bo w ten sposób można tworzyć jeszcze fajniejsze imprezy. Nie jest to łatwe do ogarnięcia pod względem technicznym, fizycznym. Na razie występujemy sami, bo tak wynika z różnych uwarunkowań, nie zawsze zależnych od nas. A co będzie potem, zobaczymy.

Minęło pół roku od Waszej debiutanckiej płyty. Powiedz mi jak to możliwe, żeby polski zespół stworzył coś tak genialnego?

M.W: Bardzo to miłe to co mówisz, dzięki za komplement. Nie mamy żadnych założeń przy robieniu czegokolwiek. Słuchamy muzyki, można ją nazwać nowofalową, i staramy się tak to stworzyć, żeby brzmiało dosyć świeżo i współcześnie. Chociaż, jak da się zauważyć, w naszej twórczości słychać korzenie muzyczne, estetykę, w której się wychowywaliśmy, czyli lata 80-te. Jest to połączenie tego, co słuchaliśmy w dziecięcym wieku z tym co leci w radiach obecnie.

P.P: Wszyscy kochamy to co robimy, nasza muzyka nas kręci. Kiedy słuchaliśmy Michała kompozycji kiedy się pojawiły, każdy z nas miał usta szeroko otwarte i był pod wielkim wrażeniem. Lubimy tę muzykę i jeśli ludzie odbierają ją w podobny sposób, to fantastycznie.

Zapewne przywykliście do głosów, że brzmicie tak “zagranicznie”?

K.Z: Szczerze mówiąc, tak. Jest to i dobre, i złe. Dobre, bo z pewnością komplementem jest to, kiedy słyszy się od kogoś, że brzmimy jak nie polski zespół i, że ludzie są w szoku, że jesteśmy z tego kraju. Z drugiej strony, nie jest do dla nas korzystne, gdyż ludzie nie kojarzą nas jako polski band. My to przełamujemy, bo jeździmy po kraju i ludzie przekonują się, że jednak jesteśmy Polakami. Nie chodzi też o to, że nie chcemy śpiewać po polsku, czy brzydzimy się tym językiem, uważam po prostu, że nasza muzyka brzmi najlepiej po angielsku. Nie zamierzamy całkowicie odcinać się od polskiego, kto wie jak to będzie w przyszłości

B.L: Krąży taka obiegowa opinia, że zagraniczna muzyka jest o wiele lepsza od polskiej. Wiele młodych bandów, jak chociażby wspomniany przez Ciebie Wasz poznański The Ploy, przełamuje te stereotypy. Grając naprawdę świetną muzę, udowadniają, że polska muzyka jest na bardzo wysokim poziomie. Nie powinno się już używać stwierdzenia: “gonimy Europę”, gdyż moim zdaniem nasi młodzi muzycy kształtują ją.

Świat zmalał przez Internet, ludzie na całym świecie słuchają tej samej muzyki i tak samo są zdolni w Polsce, jak i w USA. Sprzętowo się to również powoli wyrównuje. Kreatywność młodych muzyków jest ogromna.

K.Z: Kto wie, czy nie większa. My nie mieliśmy takich możliwości, gdy się wychowaliśmy jako nastolatkowi, w zdobywaniu muzyki, tak jak mieli ludzie wychowani w Stanach, czy Europie. Było nam o wiele trudniej. Istniały jedynie trzy programy polskiego radia, płyty było ciężko zdobyć, choć z drugiej strony słuchaliśmy porządnych bandów.

M.W: Większość zespołów słucha muzyki zagranicznej i nie chcą być gorsi. Wzorują się na zachodnim świecie, robią coś podobnego co ich koledzy po fachu. Co więcej, grają na poziomie międzynarodowym. Każdy robi to w swój, oryginalny sposób i to jest właśnie fajne.

P.P: Teraz potrzeba tylko ludzi aby tych artystów wypromować.

M.W: Wg mnie mechanizm jest prosty: im więcej takich zespołów, tym szybciej rynek zauważy, że jest taka potrzeba.

Jak bardzo w rozpowszechnieniu Waszej muzyki pomogło Wam radio Eska Rock?

M.W: Esce Rock, Bisiorowi zawdzięczamy bardzo wiele, jest on takim ojcem chrzestnym zespołu.

K.Z: Facet w nas i naszą muzykę uwierzył. Pomógł nam bezinteresownie, tylko dlatego, że mu się podobało. Nie miał w tym żadnego interesu. Jego wsparcie napędziło nas do dalszego działania.

P.P: Bardzo żałujemy, że Eska Rock znikła z praktycznie wszystkich miast w Polsce.

M.W: Jednak wierzymy, że Bisior znajdzie swoje miejsce gdzie indziej, bowiem jest tego warty :) Nie może zaprzestać swojej działalności, musi robić swoje, pomagać innym. Nie można zapominać, jak wiele wnosił on do polskiego rynku muzycznego, polskiej kultury przez promowanie fantastycznych kapel w swoich audycjach, o których nikt wcześniej nie miał pojęcia.

B.L: Krążą obiegowo opinie, że w biznesie muzycznym żądzą tylko i wyłącznie pieniądze, a wszyscy są tylko i wyłącznie nastawieni na chęć wielkiego zysku. A w naszym życiu nagle pojawiła się osoba, która bardzo dużo może, bardzo dużo znaczy i chciał nas grać, bo mu się spodobaliśmy. To było dla nas naprawdę budujące i zaskakujące, że w dużym obiegu biznesowym znaleźliśmy człowieka, który działa z serca i bez jakichkolwiek układów zdecydował się na granie naszych piosenek w swojej audycji.

Według Was jest obecnie jakaś stacja, która puszcza ambitniejszą muzykę?

M.W: Na pewno Roxy FM czy Trójka, choć w przypadku tej drugiej, nie wiem, w których godzinach nadają muzykę za dnia, istnieją ponoć takie, ja akurat na nie, nie trafiam – zawsze słyszę tylko rozmowy – aczkolwiek interesujące.

P.P: Liczymy na to, że Bisior jest taką osobowością, że wcześniej lub później powróci do radia lub telewizji.

M.W: Z chęcią włączymy się do akcji typu “Bisior wracaj z urlopu” i z tym, czy innym, radiem bądź telewizją będziemy z nim.

Czy sądzicie, że na polskim rynku muzycznym, który jest bardzo skomercjalizowany, jest miejsce dla bardziej ambitnych muzyków?

K.Z: Moim zdaniem powinno być miejsce na takie zespoły. Obecnie spotkać się można z taka polska mentalnością  - cudze chwalicie, a swojego nie znacie. Zawsze to cudze uważane jest za lepsze i jest bardziej chronione. Zgadzam się z moimi kolegami z tym, że mamy multum fajnych kapel w tym kraju reprezentujących światowy poziom. Mam nadzieje, że odpowiednie osoby czy firmy zaczną to zmieniać.

B.L: Paru znaczących ludzi w biznesie muzycznym stwierdziło jakiś czas temu, że mainstream się w Polsce zmienia. To już nie jest to samo, co było 5 lub 10 lat temu. Kapele nowofalowe wbijają się mocnym klinem w mainstream, oddolnie go zmieniają, ponieważ są po prostu dobre, niosą ze sobą świeżość, czy młodość. Aktualnie wszystko wskazuje na to, że nasz rynek muzyczny za rok, dwa będzie miał się świetnie.

M.W: Faktycznie, wiele wskazuje na to, że będzie lepiej. Potwierdzeniem tego jest fakt, że naszą piosenkę “Wilderness” grało radio RMF FM. Wszyscy wcześniej mówili nam, że jest to niemożliwe. Nie do pomyślenia kiedyś było aby polski zespół śpiewający po angielsku, grający alternatywnego pop-rocka, był grany w takim radiu. Co więcej, dotarliśmy do 9-go miejsca na liście przebojów, konkurując z mainstreamowymi artystami. Jest to ważny krok pokazujący, że coś się zmienia w polskiej muzyce.

Myślicie, że może się to też zmieniać w kanałach muzycznych jak VIVA, czy ESKA TV?

B.L: Rozgłośnie muzyczne są najsilniejszym medium promującym muzykę i jeśli zaczną się zmiany w radiach, to automatycznie będzie musiało dojść do zmian również w telewizji. Tego się nie da powstrzymać. Świat się zmienia i ludzie zarządzający wielkimi stacjami będą musieli nadążać za tym postępem i z pewnością zareagują odpowiednio.

Również Wy to w pewien sposób zmieniacie występując na koncercie TOP Trendy w Sopocie, a później u Kuby Wojewódzkiego.

B.L: Bardzo nam miło, że tak mówisz, jest to kolejna krok zmiany mainstreamu.

M.W: Jest to kolejna sytuacja, która nas zadziwiła. U Kuby wystąpiliśmy z inną piosenką niż w Sopocie. Okazało się, że rzeczy niemożliwe stały się możliwe. Głęboko wierzymy w to, że nastaną takie czasy, że wszystkie zespoły, niezależnie od tego w jakim języku będą śpiewać, grając coś wartościowego, będą pokazywały się wszędzie dla szerokiej publiczności.

Możecie jakoś porównać oba występy?

B.L: Są to dwa różne światy, nie da się ich porównać. W Sopocie, występowaliśmy przed szeroką publicznością live, a u Kuby Wojewódzkiego wszystko robione było na potrzeby programu. Oba te wydarzenia były dla nas bardzo wartościowe i skutkowały zebraniem sporego doświadczenia.

M.W: Łączy je możliwość wystąpienia przed tak dużą publicznością. W Sopocie, oprócz dla kilku milionów telewidzów wystąpiliśmy także przed widzami festiwalu sopockiego, którzy pewnie nie przyszli tam specjalnie dla nas, co nie zmienia faktu, że nas zobaczyli i jakaś część z nich zainteresowała się nami – co było widoczne choćby na naszym page’u na Facebooku.

Myślicie, że jesteście w stanie dotrzeć do potencjalnych fanów, którzy nie mieli jeszcze okazji Was posłuchać?

M.W: Z jednej strony promocja zespołu, a z drugiej granie koncertów. Jest to recepta, żeby zdobyć fanów. Nie wolno zapominać też o potencjale jaki niosą ze sobą media. Trzeba robić wszystko co tylko jest możliwe. Cieszymy się, że możemy liczyć na wsparcie od naszej wytwórni oraz agencji koncertowej, która zaczęła nam ostatnio pomagać, co jest sporym ułatwieniem dla nas, gdyż wcześniej wszystko robiliśmy sami.

K.Z: Można się zagrać na śmierć i nikt o Tobie się nie dowie. Nie od dziś wiadomo, że media bardzo pomagają w promocji zespołów.

B.L: Jak mawiał klasyk – prawdziwa sztuka się sama obroni, ale nie przed nami. Odczuwamy wsparcie firmy Warner, z którą jesteśmy związani. Dużo się słyszy o stereotypach dotyczących wielkich firm, które żerują na artystach i wyciskają z nich wszystkie pieniądze. W naszym przypadku okazało się, że jest to nieprawda, bowiem w Warnerze spotkaliśmy ludzi, którzy są profesjonalni, oddani działaniu, których głównym celem jest osiągnięcie sukcesu zespołu. Można go osiągnąć tylko i wyłącznie ciężką pracą.

Rozmawiał Michał Konwicki




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.