09.04.2014 14:30

Autor: Mateusz Grzeszczuk

Wywiad z Pustkami

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy:


Wywiad z Pustkami

Joga, wietrzny pokój i przeszczep jąder.

Mateusz Grzeszczuk: Czytałem pewną recenzję i zastanawiam się, jak czujecie się, kiedy padają słowa odnośnie tego, że słuchanie waszych tekstów sprawiłoby przyjemność nawet bez muzyki?

Basia Wrońska: Jest to ogromny komplement dla nas. To znaczy, że te teksty mają ogromną moc.

Zainteresowała mnie pewna opinia, według niej: jest u was cieplej, pastelowo i bardziej przytulnie. Uchyliliście trochę powietrza i słońca. Macie świadomość, że nieco złagodnieliście, jesteście bardziej subtelni? Czy wynikało to z tego, że prywatnie jesteście innymi ludźmi? Gdzie szukaliście tego ”luzu”?

B: Ja szukałam luzu w imprezach pijackich, a moi koledzy wkręcili się w jogę (śmiech). Ale poważnie! Był to zupełnie naturalny proces. Przerwa spowodowała, że troszeczkę przewietrzyliśmy pomieszczenia, w których graliśmy. Po bardzo intensywnym okresie koncertowania i przebywania razem można powiedzieć, że było to konieczne. Chcieliśmy bardzo zmienić sposób, w jaki graliśmy i uwolnić się od utartych patentów. Zależało nam też na tym, żeby myśleć bardziej przejrzyście o piosence i aranżacji. Z pomocą producentów udało nam się znaleźć nową muzyczną drogę i dlatego “Safari” ma też taki tytuł. Było to pewnego rodzaju poszukiwanie nowych wyzwań, licząc się oczywiście ze wszystkimi zagrożeniami.

Mam rozumieć, że nikt nie ma prawa do tego, żeby mówić o was jako “Oasis z polskim tekstem”?

B: Zdecydowanie brakuje mi przeszczepu jąder i grzyweczki do takiego porównania. Każdy ma prawo nazywać muzykę Pustek jak chce.W dzisiejszych czasach nie uniknie się porównań do innych zespołów albo subkultur. Jedno jest pewne, my czujemy, że Pustki mają swój niepowtarzalny styl i na “Safari” zadbaliśmy także o to, żeby go nie zatracić.

Pustki – polska wersja Arcade Fire?

B: Może być. Bardzo lubimy Arcade Fire.

Radek, jak wspominasz czas twoich podróży, “włóczęgostwa, wojaży”? Czasu spełnienia marzeń? Jakie miejsca zrobiły na tobie największe wrażenia, zbudowały cię w pewien ”duchowy” sposób?

Radek Łukasiewicz: Ja mało podniecam się konkretnymi zabytkami czy miejscami. Najbardziej w podróżowaniu podoba mi się to, że łapię dystans do miejsca, w którym mieszkam i bardziej mi się wtedy Polska podoba. Gdy oglądasz przedmieścia New Delhi albo małe wioski w Boliwii, to zdajesz sobie sprawę, że żyjesz w bogatym kraju, gdzie niczego ci nie brakuje, masz gdzie mieszkać i możesz się kształcić. Myślę, że połowie Polaków by się przydało zobaczenie azjatyckich slumsów, wtedy z miejsca by docenili to, co mają. Może by mniej narzekali. Być może jeszcze przed wakacjami udamy się całym zespołem w taką daleką podróż, już się nie mogę doczekać.

Jak to jest pisać tekst w Indiach czy Chinach? Zmienia się myślenie o tekście? Zupełna zmiana sytuacji, otoczenia, może zmienić perspektywę pisania?

R: Ta płyta powstawała w Polsce, może oprócz tekstu do “Tyle z życia” czy melodii “Po omacku”, więc nie przeceniałbym tu roli wojaży. W sumie od płyty “Kalambury” sporo graliśmy za granicą, więc mamy na koncie też trochę zespołowych podroży, które w pewnym sensie jakoś kształtowały każdego z nas. Mnie się najlepiej pisze w domu. Ale wyobrażam sobie, że dla niektórych podróżowanie to może być spora inspiracja.

Decyzja o poproszeniu fanów o finanse, była dla was ekscytująca, nie była trudna, ale alternatywna – tak sami wspominaliście. Byliście jednogłośni w tej decyzji? Nie czuliście pewnej presji, “a nóż się nie uda”. Fani musieli czuć się naprawdę priorytetowo. Poczyniliście jakieś kroki, aby tak właśnie się czuli, aby byli ”na bieżąco”?

R: Ryzyko było, ale chcieliśmy tego wszyscy i dziś cieszymy się, że tyle osób nam zaufało kupując naszą płytę w ciemno. To było dla nas ważne nie tylko od strony finansowej, ale też emocjonalnej. Dostaliśmy ogromne wsparcie. I oczywiście rewanżowaliśmy się najlepiej jak mogliśmy. Dostawali od nas newslettery z info o postępie prac, wszystkie piosenki, które upublicznialiśmy dostawali jako pierwsi. Do tego trailery płyty, wstęp na koncert w ramach “Made in Polska” oraz bonusową, rarytasową płytę. Fani mogą słuchać muzyki korzystając chociażby z serwisów streamingowych takich jak WiMP, czasami także przed premierą sklepową – jak było w naszym przypadku. Myślę, że takim bogatym zestawem sprawiliśmy ludziom wiele radości.

Powiedzieliście sobie w pewnym momencie: ten album musi być najlepszy, dobry. Jeżeli nie teraz to kiedy?

B: O rany! Jakbyśmy coś takiego powiedzieli to pewnie płyta by powstawała 10 lat. Nie przypominam sobie, żebyśmy tak mówili. Na pewno poprzeczka po “Końcu kryzysu” i “Kalamburach” była bardzo wysoko postawiona. Ale z drugiej strony chcieliśmy pójść o krok dalej i nie chcieliśmy też stwarzać sobie sytuacji ciśnieniowej. Mam nadzieję, że zawsze będzie nam zależało na nagrywaniu innej muzyki niż poprzednia. To sprawa naturalnego rozwoju zespołu.

29.03 – Wrocław, Łykend odbył się pierwszy koncert. Jakie oczekiwania przed trasą?

R: Dawno nie byliśmy w regularnej trasie, więc mamy spory apetyt na granie. Przez pieczołowitą produkcję “Safari” nie jest najłatwiejszą płytą do grania, więc przygotowujemy się do koncertów dość rzetelnie. Wykonane z koncertową energią te kawałki na pewno zabrzmią inaczej. Przekonajcie się na własne uszy.

Rozmawiał Mateusz Grzeszczuk




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.