06.04.2014 12:00

Autor: Mateusz Grzeszczuk

Wywiad z Patrick the Pan

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy:


Wywiad z Patrick the Pan

Kolaboracja Fis eMadej, “normalny” Rojek i rower treningowy.

Recenzja “Something of an End”

Mateusz Grzeszczuk: Piotrek, powiedziałeś mi, że kiedyś zakolegujesz się z “Bubbles”, trochę przeprosisz. Co by nie powiedzieć – sporo zawdzięczasz temu utworowi. Były kwiaty, przeprosiny?

Patrick The Pan: Czy ja wiem, czy to właśnie “Bubbles” zawdzięczam? Całej płycie to zawdzięczam, a więc “Bubbles” i jej koleżankom. Jest między nami lepiej, ale ta relacja wymaga jeszcze wiele pracy.

Podobno twój przyjaciel też bardziej wierzył w sukces tej płyty niż ty sam. Jemu chyba zdążyłeś przyznać rację?

Zarówno on, jak i parę osób na samym początku mówiło, że ta płyta dużo zmieni w moim życiu. Traktowałem to dosyć sceptycznie. Cóż, przyznaję im rację. Ja do teraz trochę nie rozumiem fenomenu, ale pewnie nigdy go nie zrozumiem, bo to wymaga dystansu, którego osiągnąć nie potrafię.

Na swojej stronie internetowej w zakładce ”O mnie” nadal widnieje informacja, że zwlekasz. Kontrakt z wytwórnią może sprawić, że akurat chyba nie masz tyle czasu, co wcześniej. Piotrek dał się przytemperować?

Ten tekst pisałem dawno i w dużej mierze odnosi się on do wydarzeń sprzed premiery płyty, czyli do okresu paroletniego zwlekania z nagraniem tego materiału. Nie chcę tym samym powiedzieć, że teraz chodzę jak w zegarku, bo tak nie jest, ale myślę, że wszelakie deadline’y narzucone przez wytwórnię nie będą mi straszne.

Kiedy wreszcie zmienisz ten opis?! Jesteś już poważnym muzykiem (śmiech).

Opisu nie zmienię! Żaden ze mnie muzyk poważny. Lubię go – jest bardzo wymowny i tajemniczy zarazem.

Jak myślisz, co by się stało gdybyś odmówił wytwórni? Czy są to ludzie, którym się nie mówi ”nie”?

Przede wszystkim to nie jest tak, że ja nieubłaganie czekałem na telefon od wytwórni. To świetnie, że zadzwonili. Jeszcze świetniej, że to Kayax – bez podlizywania się, uważam, że lepiej trafić nie mogłem. Gdyby jednak nikt się nie odezwał lub gdybym po prostu im odmówił, kontynuowałbym robienie wszystkiego sam, tak jak do tej pory. Ta droga jest równie skuteczna, tylko o wiele, wiele dłuższa. Oczywiście, że mogłem powiedzieć “nie”. Nie zapominajmy, że wytwórnia nie tylko daje, ale też bierze. W takich momentach człowiek bardzo dużo myśli, bo to znaczący moment. Czy aby na pewno to jest tego warte? Uznałem, że raz się żyje i wszedłem w to.

Krążek tworzyłeś u siebie w pokoju, czy coś się w nim zmieniło od tego czasu?

Tak! Stanął w nim rowerek treningowy, który ukradłem rodzicom! Wiesz, brzuszek przez zimę trochę urósł, a lato się zbliża – coś trzeba z tym zrobić. No i trochę nowego sprzętu muzycznego się pojawiło. Poza tym wszystko po staremu.

Czy słuchacz będzie w stanie zauważyć muzyczne zmiany w twoich piosenkach, może w zakresie stylistyki, tematów, po tym jak zaczynasz współpracę z wytwórnią?

Dlaczego sądzisz, że zmienią się właśnie tematy moich piosenek?

Nagrywanie w pokoju, pewne “wyobcowanie”, brak stawania w pewnym centrum mogło nadawać szczególny, intymny charakter twoim utworom, mieć wpływ na myślenie, charakter muzyki. Teraz możesz stać się ciut otwarty, nie tylko na estetykę, ale nowe rejony – chociażby tekstowe.

Reedycja pierwszej płyty trochę pozmieniała moje plany co do wyjścia drugiej, która muzycznie i tekstowo jest w dużej mierze gotowa w mojej głowie od dłuższego czasu. O tematykę tekstów zatem nie ma się co martwić. Jeśli zaś chodzi o zmianę stylistyki i intymny klimat muzyki to kontrakt z wytwórnią nie musi oznaczać obligatoryjnego wejścia do studia przy pracach nad kolejną płytą, a tym samym rezygnacji z mojego Miętowego Salonu. Kontrakt ten nie oznacza również, że będą mi narzucone jakieś rozwiązania na płaszczyźnie twórczej – to były jedne z pierwszych rzeczy, o której zapytałem przy wstępnych rozmowach. Na szczęście Kayax daje mi dużą swobodę w tych kwestiach. Jeśli będę chciał drugą płytę nagrać dokładnie tak samo jak pierwszą, nic nie stoi na przeszkodzie. Co wybiorę – jeszcze nie wiem.

Zdążył cię ktoś w Kayaxie nazwać Patrykiem ?

Chyba tak, jak wszędzie. Już się przyzwyczaiłem, że mam drugie imię.

Jak zareagowałeś na wpis Dawida Podsiadło, który co jak co, ale zapewnił ci niezłą reklamę?

Byłem i dalej jestem mu przeogromnie wdzięczny, bo wcale nie musiał tego zrobić, a ten post doprowadził mnie do miejsca, w którym jestem teraz. Dawidowi i jego zespołowi zawdzięczam zatem naprawdę bardzo dużo.

Twoja płyta leży u mnie obok płyty Fismolla. Nie myśleliście o jakimś duecie? Podobna stylistyka.

Naprawdę tak uważasz? Heh…Właśnie to jest od czego z całych sił chce się oderwać – od utożsamiania mnie tylko ze smutnym chłopcem od melancholijnych piosenek. Śmialiśmy się ostatnio ze znajomą, że gdyby powstała kolaboracja miedzy mną a Fismollem, nazywałaby się Fis eMadej.

Kwintesencją byłoby, gdybyś zagrał z Sigur Ros.

Kwintesencją byłoby zagranie z Yorkiem.

Jest miejsce w twojej przestrzeni, gdzie twoje piosenki czują się najlepiej, twoja muzyka najlepiej funkcjonuje, ma najlepszy odbiór? I niekoniecznie pytam o koncerty.

Chciałbym ci teraz powiedzieć o jakimś super miejscu, stanie, mojej małej świątyni, gdzie mieszkają nutki Patrick the Pan, ale takie miejsce nie istnieje. Fizycznie nie. Nie jest ważne, w jakim miejscu się tego słucha, ważne są emocje, które przy tym czujesz, a tu każdy ma już swój własny sposób na zbudowanie sobie odpowiedniej atmosfery, gdzie takie emocje ożywają najłatwiej.

Całkiem niedawno komentowałeś jeszcze decyzję o odejściu Artura z Myslovitz. Teraz będziesz jego supportem na trasie, mogłeś trafić lepiej?

Bardziej komentowałem obecną muzykę Myslovitz niż samo odejście Artura, więc sumienie mam czyste. A obecny support to prawda – lepiej trafić absolutnie nie mogłem. Jestem trochę poddenerwowany, bo pewnie zagramy dla dosyć dużej publiczności, pewnie największej w dziejach PTP, z drugiej strony jestem tak podekscytowany, że  już się nie mogę doczekać!

Kontaktował się z tobą Artur? Rozmawialiście?

Tak. Nawet mieliśmy okazję dłużej porozmawiać – podwoziłem go z Krakowa do Mysłowic po kręceniu teledysku do “Beksy”. Jest taki…normalny.

O czym była to rozmowa? Plany koncertowe, czy zupełnie luźne tematy?

Ogólnie o muzyce: o Offie, o jego płycie, o mojej płycie, o producentach muzycznych, o Lenny Valentino itd. No, o wszystkim po trochu.

Może myśleliście od razu nad jakimś duetem na któryś z krążków?

Nie. Nic o tym nie było mówione. Wiesz, to że jechaliśmy razem autem, nie oznacza, że nagle jesteśmy super kumplami i zaraz będziemy razem nagrywać  piosenki. Wiadomo, że byłoby super, ale popatrzmy na to realistycznie – jestem tylko supportem Artura. Takich gości jak ja przewinęło mu się przez życie mnóstwo.

Jeżeli takich gości przewinęło się mnóstwo, co przygotował specjalnego Parick the Pan, co ma w sobie, aby wyróżnić się  z tłumu?

Nic. Będę po prostu robić swoje – do tej pory działało. No ok, delikatnie z chłopakami ulepszyliśmy i dopieściliśmy nasz set akustyczny, który będziemy grać przed Arturem, ale to nie są jakieś diametralne zmiany.

Możesz powiedzieć, że za wyborem ciebie jako supporta stoi Artur? Miał jakikolwiek wpływ na to?

Nie, Artur nie wybrał nas na support, ale jemu zawdzięczam o wiele więcej – to on mnie polecił do Kayaxu. Potem kiedy już było wiadomo, że będziemy (z wytwórnią) współpracować, pomysł z supportem pojawił się niemal automatycznie, z uwagi na podobną stylistykę itp. Pozostawało tylko spytać Artura i on się zgodził.

Patrick The Pan to kolejny dowód, że polska alternatywa zmierza w kierunku dźwięków panujących w Szwecji, Islandii?

Ludzie utożsamiają wolniejsze, melancholijne granie, które w jakiejś mierze też reprezentuję tylko ze Skandynawią i Islandią, a przecież reszta świata też to uprawia. Moje podróże muzyczne nie ograniczają się tylko do północy, podobnie jak nie ograniczam się tylko do melancholijnego grania.

Z tego co wiem masz na swoim koncie jeden klip. Wydaje mi się, że niedługo powinien pojawić się drugi. Myślałeś o tym, jest jakieś wideo w planach? Jeżeli tak – mógłbyś uchylić trochę tajemnicy?

Tak. Jest tylko “Bubbles” i dwa klipy z koncertów: “Lunatique” i “Warm Gold”. Jeśli chodzi o coś nowego to chciałbym po wakacjach pokazać coś totalnie nowego od razu z wideo.

Jak ważna dla ciebie jest oprawa danego koncertu? Kwestie wizualne, wideo związane z projektem PTP? Masz ciągoty do “obrazków”?

Wydaje mi się, że każdy muzyk niezależnie od rodzaju muzyki chciałby mieć na swoich koncertach coś więcej, niż tylko dźwięk, bo chyba też każdy widz lubi mieć pobudzone parę zmysłów na tego typu wydarzeniach. Miałem możliwość zrobienia koncertu z wizualkami, to zrobiłem – tylko głupiec by odmówił. Wideo jako stały element koncertu traktuję jako kolejny level w rozwoju projektu, podobnie jak własny dźwiękowiec itp. Bardzo bym chciał osiągnąć ten poziom np. w tym roku, a nie odświętnie, tj. tylko na Patrick the Pan Audio Visual Experience.

Od wydania “Something of an End” minęło sporo czasu, w tamtym momencie miałeś swoich fanów, a nie ukrywajmy – twoja muzyczna “pozycja” uległa sporej zmianie. Rzeczywiście czujesz “na sobie” nowy przypływ?

Kompletnie nie, ale to może wynikać z tego, że pod szyldem Kayaxu jeszcze nie graliśmy żadnego koncertu. Póki co tylko udzielam wywiadów i patrzę, jak cyferki na Facebooku rosną. Sprzedaż płyt też już przestała być moim obowiązkiem, więc nie wiem czy ona wzrosła czy nie. Myślę, że po trasie z Arturem, grając już w pełni swoje koncerty, będzie można odczuć przypływ. A przynajmniej mam nadzieję, że go poczuję.

Ile mamy dać ci czasu na to, żebyś sam wybierał sobie własny support?

A co stoi na przeszkodzie, żeby teraz zaprosić jakąś młodą, fajną kapelę, żeby zagrała przed nami gdzieś i może nawet odpalić jej coś symbolicznie? Teoretycznie nic. Tylko to będzie miało sens, gdy na nasze koncerty zacznie przychodzić więcej osób. A ile do tego? Oby jak najkrócej.

Fakt, na przeszkodzie nic nie stoi. Nie myślałeś o zaproszeniu do twojego projektu innych muzyków? Lekko rozbudować o inne brzmienia?

Mam bardzo mieszane uczucia pod tym względem. Uważam, że płyta to coś niezmiernie osobistego, niemal intymnego – człowiek (czasem tylko) tym sposobem odsłania dla innych fragment duszy i osobiście uważam, że po prostu powinien to robić sam, chcąc zachować  autentyczność i szczerość w ekspresji “prawdziwego muzycznego ja”. Wszelka obecność osób (czy głosów) trzecich może zaburzyć czystość tejże ekspresji. Wiadomo, że nie każdy podchodzi do tego tak poważnie i pewnie mi też się kiedyś odwidzi, ale na chwilę obecną nie wyobrażam sobie, żeby ktoś np. gościnnie u mnie zaśpiewał. Z drugiej strony podtrzymuję to, co powiedziałem już nie raz, czyli że zaproszę do nagrań chłopaków, z którymi gram koncerty – o ile to ja wciąż  dostarczam dema i ogólny zarys nowych kompozycji, o tyle oni na pewno lepiej doszlifują np. partie perkusji i basu.

Czego mamy życzyć Piotrkowi przed rozpoczęciem pracy?

Chętne przyjmę klasyczne polskie życzenia, czyli zdrówka i szczęścia, bo to ważne rzeczy są.

W takim razie życzę ci tego i dziękuje za rozmowę!

Rozmawiał Mateusz Grzeszczuk





Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.