08.10.2013 08:23

Autor: Mateusz

Wywiad z Natalią Niemen

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy:


Wywiad z Natalią Niemen

“Jestem dziewczyną typu retro”.

Czy nazwisko “Niemen” może być przeszkodą? Jak uczcić pamięć genialnego muzyka? Skąd pochodzi twórczy pierwiastek? Co powiedzieć ludziom, którzy sieją zamęt? I wreszcie – co wspólnego mają z tym Peter Gabriel, Mahalia Jackson oraz Gotye? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w rozmowie z Natalią Niemen, a muzykę artystki usłyszycie już 25 października w szczecińskim klubie LuLu.

Mateusz Królik: W przyszłym roku mija dziesiąta rocznica śmierci Czesława Niemena. Czy jako artystka przygotowujesz coś, by uczcić pamięć swojego ojca i zarazem genialnego muzyka?

Natalia Niemen: Tak. Dokładnie na tę okazję przygotowałam repertuar koncertowy składający się z mało znanych szerszej publiczności kompozycji taty. Ów program nazwałam po prostu “Niemen mniej znany”.

Jaki repertuar można usłyszeć podczas koncertów z cyklu “Niemen mniej znany”?

Są to utwory zawarte na dwóch ostatnich albumach studyjnych Czesława Niemena – “Terra Deflorata” oraz “Spodchmurykapelusza”. Na pierwszy “rzut ucha” utwory mogące sprawić trudność w odbiorze szczególnie osobom kojarzącym Niemena tylko z około pięciu szlagierów z lat 60. czy 70. Jednakowoż na drugi “rzut” odbieramy już owe formy muzyczne jako zawadiackie, wpadające w ucho i zwyczajnie świetne piosenki, których aż chce się słuchać w nieskończoność.

Że nie wspomnę tu o kapitalnych tekstach ojca, niezwykle mądrych, będących pogłębieniem wołania z przeboju “Dziwny jest ten świat”.

Czy nazwisko Niemen bywa dla ciebie przeszkodą, przyczyną  pewnych problemów, czy może częściej jest ułatwieniem i powodem do radości, dumy?

Moje nazwisko faktycznie stanowi dla mnie pewien problem. Ludzie często nie umieją spojrzeć na mnie w sposób obiektywny. Ciągle przychodzą im do głowy porównania, mam wrażenie, że nie potrafią spojrzeć na mnie inaczej, jak przez pryzmat mego ojca – Czesława Niemena. Tak czynią osoby niedostatecznie ukształtowane emocjonalnie, w pewien sposób ograniczone.

Cóż, przyzwyczaiłam się do tego, wszak musiałam się borykać z takim traktowaniem mnie już od szkoły podstawowej. Jeśli ktoś nie lubił mego ojca, nie lubił też mnie. Czasami bywa również tak, iż ci którzy wielbią tatę, nie cierpią mnie (choć wcale mnie nie znają), bo na przykład nie śpiewam tak jak on albo nie robię tego lub owego tak, jakby sobie życzyli. Paranoja! [śmiech] Dlatego powiadam czasem, że nie jestem od spełniania oczekiwań innych. Robię swoje i niech tak zostanie.

Jesteś osobą wierzącą… Czy przez sztukę można lepiej poznać Boga?

Hm… Nie mam takich doświadczeń… Mam wrażenie, że większa część sztuki historycznej i współczesnej od Boga raczej odwodzi. Oczywiście istnieją piękne wyjątki – np. Jan Sebastian Bach ze świata muzyki czy William Holman Hunt z rewiru sztuk pięknych.

Obcowanie ze sztuką wysoką na pewno może pobudzić do wartościowych refleksji, poruszyć w sposób pozytywnie konstruktywny nasze emocje, wzruszyć, otworzyć bramy duszy, które to bramy nie mogą się otworzyć poprzez inne bodźce.  Bóg jest Twórcą i każdy pierwiastek twórczy w człowieku od Boga pochodzi. Pytanie tylko, komu obdarowany chce służyć – Darczyńcy, czy sobie samemu… To jest kardynalnie ważne pytanie, na jakie winni sobie odpowiedzieć pretendujący do miana twórców artyści.

Czym jest dla ciebie muzyka?

Muzyka jest dla mnie jedną ze sztuk, najbardziej tajemniczą i nieuchwytną, może pokuszę się o stwierdzenie – najbliższą niebu…?

Po jakie płyty (własne i innych artystów) sięgasz najchętniej, których słuchasz najczęściej?

Płyt z moim udziałem raczej nie słucham. Jestem dozgonną i zwariowaną fanką znakomitego wokalisty rockowego starszej daty – Steve’a Perry’ego i to jego nagrań (solowych, bądź z grupą Journey) słucham najwięcej. Ostatnio także z mojego odtwarzacza CD płyną dźwięki wyśpiewywane przez Mahalię Jackson i Sama Cooke’a. Dla dodania sobie energii, a także dla doznań estetycznych często włączam płyty jednego z moich ulubionych zespołów, mianowicie Mr. Mister.

Słowem – jestem dziewczyną typu retro. Bardzo lubię muzykę lat 60. i 80. Współcześni artyści nie zwracają mojej uwagi w sposób szczególny. No, może z wyjątkiem cudownego Gotye. Uważam, że co miało w muzyce powstać oryginalnego, już dawno powstało. To, co robią dzisiejsi artyści jest którąś tam “wodą po kisielu” twórczości tych, którzy byli dawno przed nimi.

Wolisz wykonywać swoje utwory czy piosenki innych artystów?

Zdecydowanie wolę wykonywać własne kompozycje. Zbieram je sobie pomalutku, niektóre z nich wykonuję na koncertach z cyklu “Natalia Niemen Kameralna” na głos i fortepian. Moim marzeniem jest nagrać płytę w pełni autorską z tymi właśnie piosenkami, gdzie nikt nie będzie mi już mówił, jak mam śpiewać i co mam śpiewać, gdyż sama będę o tym decydować.

Dlaczego dziś uważasz, że twoja pierwsza płyta z piosenkami innych muzyków była falstartem?

Bo nie posiadałam wtedy dojrzałości jako człowiek i jako muzyk. Okrutnie brakowało mi warsztatu wokalnego i dałam się zmanipulować ludziom, którzy wykorzystali moją naiwność. Przed płytą “Na opak” śpiewałam zupełnie inaczej. Lepiej. Zaczynałam pomału śpiewać własne piosenki i porzuciłam to, bo nie wierzyłam w mój potencjał.

Podczas nagrań “Na opak” przestałam być sobą. Zaczęłam śpiewać sztucznie i w taki sposób, jak mi dyktowano. Wyszło z tego coś nienaturalnego i wbrew mnie. Nie jestem szansonistką ani muzykiem sesyjnym, tylko artystką, twórcą. Twórca, który zmusza się do robienia czegoś w poprzek siebie, depcze dar od Boga. A tak być nie powinno.

Głośno zrobiło się o tobie po niedawnym występie w Opolu. Czy traktujesz ten koncert jako przełom w swojej karierze?

Nie, nie. Absolutnie nie. Występ w Opolu był po prostu kolejnym występem, tyle, że filmowanym przez kamery i nagłośnionym. Mojej drogi muzyczno- śpiewaczej nie traktuję jako kariery w polskim znaczeniu tego słowa.

To znaczy, że nie śpiewam po to, by się pokazać, wybić, przełamać passę taką czy owaką. To jest zwyczajnie moja praca, mój zawód, moje zajęcie. Tym zarabiam na chleb. I tyle. A żem córka Niemena i media najchętniej włożyłyby mi w intencje i w usta myśli i sentencje kłamliwe, to już inna sprawa.

Czy improwizacja na końcu utworu “Dziwny jest ten świat”  zaśpiewanego w Opolu była odniesieniem się do nieżyczliwych twojej rodzinie ludzi czy może sprowokowało ją coś innego? Biła od ciebie wtedy niesamowita moc…

Tak. Już parę razy wspominałam o tym. Dokładnie. Na koniec piosenki improwizowałam apel do osób, które postępują bardzo źle i przestały to czynić w zakamarkach swoich mieszkań, w kameralnych gronach współziomków, ale rozpoczęły swoisty festiwal oczerniania Czesława Niemen i jego najbliższych publicznie. Ci ludzie posunęli się zdecydowanie za daleko, więc postanowiłam skorzystać z okazji, że zapewne mnie widzą (oni tylko czekają, aż zacznę śpiewać utwory mego ojca – mogą wówczas dać upust swojej krytykanckiej naturze) i spróbować do nich przemówić.

Wiesz, ta moc, to mogła być taka święta niezgoda na wchodzenie z brudnymi butami w nieswoje sprawy, w sprawy mojej rodziny i to w sposób bezwzględny i delikatnie mówiąc – nieelegancki przez owych ludzi.

Jest wiele, moim zdaniem, zbędnego zamętu wokół twojego ojca i twojej rodziny. Co chciałabyś powiedzieć ludziom, którzy nie szanują waszej (w sensie rodziny) woli i decyzji?

Ten zamęt powodują ci właśnie ludzie. To oni dzwonią do redakcji gazet i sprzedają wyssane z palca, krzywdzące w swej treści historie. Mają chody w kilku redakcjach pism brukowych, a także w redakcjach telewizyjnych. Posuwają się do poświęcania czasu na drukowanie ulotek, z których wyczytać można bzdury na temat naszej rodziny. Potrafią dzwonić po ludziach i nastawiać ich w sposób wykwintnie wyrafinowany przeciwko najbliższej rodzinie Niemena.

Czasami myślę, że to są może jakieś współczesne czary, bo aż się wierzyć nie chce, że inteligentne osoby wierzą w takie paskudne brednie. Cóż ja bym mogła im powiedzieć…? Na dziś uważam, że oni nie są w stanie pojąć spraw kardynalnych. Wydają się owe persony postaciami niereformowalnymi w swoim uporze i umiłowaniu oczerniania ze wszystkich sił, nieszanowaniu wdowy na przykład…

Może tak: zacytowałabym tym osobom tekst piosenki mego taty – “Począwszy od Kaina”. Tekst ów jest za długi, by go tu przytoczyć, dlatego zapraszam na koncerty. Natomiast bardzo mi główna myśl autora pasuje do tej sytuacji. Tak, to bym właśnie im powiedziała.

Jacy artyści cię inspirują?

Wymienię trochę nazwisk po za chronologią stylistyczną: Terence Trent D’Arby, Annie Lennox, o. Nikodimos Kabarnos, Steve Perry, Clannad, Gotye, Maja Kleszcz & Incarnations, Elżbieta Wojnowska, Peter Gabriel, Mahalia Jackson, Mr. Mister, Dorinda Clark – Cole, James Carr, Otis Redding, Joanna Rawik, Jorgos Skolias i wiele innych.

Trudno pogodzić rolę matki dwójki dzieci z rolą piosenkarki?

Oj, żeby to tylko piosenkarki! [śmiech] Piosenkarka śpiewa najczęściej cudze piosenki, więc do roboty ma tylko ćwiczenie głosu. A ja piszę piosenki i teksty do nich. Ćwiczę głos, a ostatnio wracam do mojego głównego instrumentu, czyli altówki – muszę na niej sporo ćwiczyć, by wrócić do formy z czasów liceum.

Jestem gospodynią domową pełna gębą, więc mam non stop pełne ręce roboty. Z chłopcami spędzam bardzo dużo czasu. Pomagam im w lekcjach, ćwiczeniu na instrumentach, uczę ich śpiewu i poszerzam ich teorię i praktykę z zakresu plastyki… Uff! Czyli ledwo żyję. Nie jest łatwo, oj, nie jest. Plus jest taki, iż typ mojej pracy oznacza, że z reguły jestem w domu. Mamy więc dla siebie sporo czasu.

Myślę, że każdej pracującej mamie trudno jest pogodzić pracę z wychowywaniem i opieką nad dziećmi.

Czy możesz powiedzieć coś o zespołach New Life’ M oraz Trzecia Godzina Dnia? Czy macie jeszcze jakieś wspólne projekty?

Wokalistką New Life’m przestałam być prawie 10 lat temu. Przez następne lata chłopaki zapraszali mnie czasem, bym gościnnie z nimi pośpiewała. Od 2009 roku nie występuję już z New Life’m. Jeśli chodzi o TGD, to takoż czasami jestem zapraszana przez chór do wykonania dwóch, w porywach trzech piosenek na wybranych przez nich koncertach. Słowem – jak mnie chcą, a mam wolny termin, to przybywam.

Który z tych dwóch projektów (New Life’ M, Trzecia Godzina Dnia) jest bliższy twojemu sercu?

Ojej, to bardzo trudno powiedzieć. Nie jestem zwolennikiem porównywania. Muzycznie te dwa zespoły różnią się ogromnie. Oba składy są bliskie memu sercu. To są koledzy i koleżanki. Wspomnienia. Dobre i złe. Radosne i smutne. Wspólne. Z uśmiechem wspominam współpracę z NLM i TGD.

Co uznałbyś za największy sukces swojego życia?

Największym sukcesem mojego życia mogę nazwać moją rodzinę. Tę którą założyłam i tę, z której pochodzę. Najbardziej cieszę się z moich dzieci. Że je mi Pan Bóg zesłał. Że mnie uczą żyć. Że dzięki nim staję się lepszym, mocniejszym, cierpliwszym człowiekiem. Że mam fajnego, dobrego męża. Że jesteśmy razem pomimo kilku burz. Że wszyscy w naszej rodzinie też się razem trzymamy, pomimo licznych wad każdego z nas.

Czy Natalia Niemen ma czas na coś poza muzyką i rodziną? Jakieś oryginalne hobby?

Czasu na razie nie mam na realizację tego, co sprawia mi największa przyjemność, a są nią sztuki piękne. Od dziecka szaleńczo rysowałam, malowałam, rzeźbiłam, eksperymentowałam z różnymi technikami plastycznymi. To jest moja pasja. Wierzę, że znów powróci czas, kiedy znowu będę mogła przysiąść do “plastyczenia”.

rozmawiał: Mateusz Królik

zdjęcia: Mateusz Otremba




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.