17.10.2013 10:00

Autor: Mateusz Grzeszczuk

Wywiad z Marceliną

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Wywiady

Wykonawcy:


Wywiad z Marceliną

Diabeł z indiańską duszą.

Mateusz Grzeszczuk: Odnośnie tytułu twojego albumu. Aktualnie przebywam w Lublinie. Dzisiaj wschód słońca był o 6:48. Wstałem niedaleko 8:00. Jestem ciekaw, jak trwały konkretnie prace nad albumem, czy sukces w jakimś stopniu zmienił twój grafik dnia? Wydłużył, a może wstajesz zbyt wcześnie?

Marcelina: Wszystko zależy na jakim jestem etapie. Koncertowym, wyjazdowym czy studyjnym. Bywa różnie. Na pewno zmienił mi się rytm dnia, chociaż zawsze miałam zaburzony grafik. Chodząc do szkoły – miałam bardzo dużo zajęć, dodatkowo wymyślałam sobie wiele innych i w wyniku tego miałam bardzo “zapchany dzień”. Budziłam się wcześnie, późno kładłam się spać. Kiedy wyjechałam na studia od razu zaczęłam szukać zespołu, chodziłam na różne koncerty, wszystko, aby spotykać ludzi. Przy pierwszym projekcie też nie było łatwo. Dwa kierunki studiów – zajęcia, zadania, nagrania, wyjazdy Wrocław-Warszawa, bo tam było studio. Ciężko było coś planować, wiele rzeczy wyskakiwało spontanicznie. Nigdy nie miałam tak, że szłam do pracy od 8:00 do 15:00. Dodatkowo nie lubię wstawać wcześnie rano. Ale często i tak muszę… ale nie codziennie! Więc już wolę ten zamęt. Tytuł? Chodziło mi o to, że czasem warto się od tego zegarka odciąć, żyć trybem dnia, który określa natura “wschód i zachód”. Słońce wyznacza, kiedy kończy się dzień, a rozpoczyna nowy etap.

Z kolei słońce zaszło o 18:06. Masz może jakiś swój utwór, który puszczasz sobie wieczorem, może przed snem?

“Możesz zostać” jest taką piosenką. Lubię ją mieć głośno na kolumnach lub w słuchawkach w szczególności, kiedy nikogo nie ma i jest cicho.

Interesowała cię kiedykolwiek jakaś inna, obca kultura?

Interesują mnie bardzo, dlatego lubię podróżować, wyjeżdżać. Ale też nie jestem jakimś globtroterem. Tak bardzo daleko nigdy się nie wypuściłam w dziką podróż z plecakiem. Wszystko przede mną.

Możesz pewnie uznać to za nietrafione, ale zaryzykuję! (śmiech).  Kiedy zobaczyłem cię po raz pierwszy – stwierdziłem, że masz taką “indiańską urodę”. Dodatkowo spojrzałem na projekt logo. Co w nim widzę? Łuk, skrzydła, pióra?

Ooo! Tak, właśnie mi o to chodziło (śmiech). Te indiańskie motywy cały czas chodzą za mną. Bardzo je lubię. Może wynika to z tego, że jako dziecko z moim bratem non stop bawiliśmy się np. w Winnetou. Cały czas molestowałam mamę, żeby robiła mi warkocze, stroje, wkładałam sobie piórka we włosy i chyba mi to zostało… Poza tym, wychowaliśmy się na wsi, całe wakacje spędzałam u babci biegając po lasach i budując szałasy. To utkwiło mi chyba gdzieś w pamięci tak podświadomie i teraz wyszło (śmiech).

Zgadzam się!

Tak. Rzeczywiście mi chodziło o to, żeby ten motyw indiański był w logo. To mi jakoś pasowało z tą muzyka. Kiedy mój gitarzysta zobaczył wstępne projekty, stwierdził, że jest to w stu procentach spójne z tym co na płycie.

Bardziej jesteś zwolenniczką “egzotyki” w dźwięku czy nowoczesności z Zachodu?

Lubię to, co mamy w naszej kulturze. Wychowałam się w okolicach Ustronia, Cieszyna, tam z kolei panują dźwięki góralskie. Lubię łączyć różne style w swojej muzyce. Brzmienia elektryczne, nowoczesne z akustycznymi brzmieniami. Słucham w domu dużo elektroniki, bo bardzo podobają mi się brzmienia tam użyte. Inspiruje mnie to, ale wolę grać raczej akustycznie.

Odpowiadasz za klip, reżyserujesz, okładka, logo, teksty, kompozytorka, to znaczy, że jesteś całkowicie samodzielna, samowystarczalna. Zależało ci, aby twoja płyta była jak najbardziej “twoja”?

Na pewno zależało mi, aby było tam jak najwięcej Marceliny. Staram się coraz bardziej rozwijać. Jest mnóstwo takich samowystarczalnych artystów. W tym też wielu młodych, co podnosi poprzeczkę wciąż do góry. Nie jestem samowystarczalna. Przynajmniej na razie. Poza tym lubię pracować z ludźmi. Nie chciałabym na siłę robić czegoś sama z ryzykiem straty na jakości tego co finalnie idzie do ludzi. Ale ciągle nad tym pracuję, by coraz więcej umieć, by nie znudzić się publiczności, moim muzykom i sobie samej. W tym trochę tkwi też sens życia. By się spełniać, a nie frustrować.

My jesteśmy pewni, że tak nie będzie (śmiech)Teraz może odnośnie warstwy tekstowej. Napisałaś wszystkie swoje teksty na płycie oprócz jednego, który oddałaś Budyniowi ["Łap mnie" - przyp. red.]. Skąd takie rozwiązanie?

Chciałam, by płyta była w pełni autorska, jednak na siłę też nie ma co działać. Do tej piosenki napisałam tekst po angielsku. Traktował o dosyć ważnej dla mnie sytuacji i przez to też mocno do mnie już przylgnął. Jednak słuchając już finalnie wyprodukowanej piosenki doszliśmy do wniosku, że jest dosyć mocną faworytką i szkoda, że jednak nie jest po polsku. Ja już nie umiałam się trochę zdystansować do tego tekstu i tej angielskiej melodyjności. Zaprosiliśmy więc Budynia. Zawsze ceniłam go za abstrakcyjną myśl i za to, że jego teksty nie są takie bezpośrednie i oczywiste. No i tak właśnie się stało. Napisał świetny tekst, totalnie pasujący do mojej wizji i do mnie. To była dobra decyzja i fajne doświadczenie.

Padła gdzieś opinia, że jesteś “słodka z domieszką chili”. Jak myślisz, gdzie powinniśmy wyczuć u ciebie tę ostrość?

Jeżeli ktoś mnie dobrze zna to wie, że jestem miłą dziewczyną, ale jak się nad czymś uprę, to nie odpuszczę. Podobnie było z okładką. Słyszałam: Nie znasz nie na tym, niech zrobią to graficy. Ale zrobiłam. Wolę też pracować z ludźmi, którzy nawet czasem na mnie wrzeszczą i się kłócą, ale przynajmniej mówią sobie zawsze prawdę, a nie owijają w bawełnę. Sama też mam podobnie. Nie lubię niedomówień. W moich piosenkach też tak jest. Są ładne i dziewczęce momentami, ale gdyby wczytać się w teksty, to jest tam dużo asertywności. A może ktoś po prostu usłyszał gdzieś jak mi się przeklnęło i tak napisał.

Pod twoim klipem “Znikam” pojawił się komentarz oj diabeł się nią interesuje. Wydaje mi się, że to dotyczy tego, że w swoim klipie używasz motywu trójkąta, który kojarzy się z tzw. Illuminatami. (śmiech)

Jakoś w ogóle nie myślałam o tym, potraktowałam to tylko jako figurę geometryczną, która zresztą jest bardzo ładna. To taki wdzięczny obrazek. Na teledysku jest tylko moja okrągła głowa i ten trójkąt w pewien sposób mi tam pasował (śmiech). To był pomysł montażysty – Łukasza Zabłockiego. Siedzieliśmy i bawiliśmy się później, gdzie ma być ten trójkąt, mały, duży. Fajnie przełamał prostą konwencję. Przy czerni-bieli jak ze starych filmów był takim fajnym nowoczesnym elementem.

“Diabelska Marcelina”.

No jak ktoś bardzo chce to niech sobie tak tłumaczy (śmiech).

Chciałbym zapytać cię o dwie postacie, które są dla ciebie dosyć ważne. Może na razie wspomnę o Piotrze Roguckim?

Bardzo lubię jego wokal, barwę głosu. Lubię artystów którzy są czasem bardziej emocjonalni niż techniczni. A on właśnie taki jest. Wrzeszczy! Krzyczy! Gdzieś mu się ten głos załamuje, przepali. Za chwilę będzie ckliwy, zacznie śpiewać cicho, szeptać? Ma też mocne teksty i ten dodatkowo emocjonalny sposób śpiewania mnie tak bardzo ujmuje.

To śmieszna historia, bo ja w ogóle nie planowałam duetu na tej płycie, po prostu jak nagraliśmy wokale do tego utworu, to pomyśleliśmy, że przydałby się męski wokal, przełamujący, o zupełnie innej barwie niż moja. Uznaliśmy, że najlepszy z polskich artystów byłby Roguc. Zgodził się. I tak powstał nasz duet.

Krok wstecz, współpraca nad pierwszą płytą, czyli – Natalia Grosiak.

Natalię Grosiak poznałam przez Dawida Korbaczyńskiego, którego z kolei poznałam na warsztatach jazzowych. Oboje świetni muzycy, z Wrocławia. Zaraz po maturze właśnie tam się przeprowadziłam. Bardzo dużo się od nich nauczyłam. Z Dawidem założyłam pierwszy projekt i pomógł mi generalnie wejść w ten muzyczny świat. Mieli większe doświadczenie niż ja. Wtedy ich zespół Mikromusic był po wydaniu pierwszej płyty, a za nimi mnóstwo koncertów i wygranych festiwali. Natalia bardzo mi imponowała. Śpiewała, komponowała, pisała piękne teksty, grała na gitarze, skrzypcach, zapraszano ją do wielu projektów. Przy tym skromna, lojalna i bardzo mi kibicowała. Gdy dostałam propozycje od wytwórni na wydanie mojej pierwszej płyty, od razu pomyślałam, że to Natalia będzie osobą, z którą chcę pracować nad tekstami. I to było bardzo dobre, bo jeden napisała mi ona, później pisałyśmy razem, a finalnie świetnie radzę sobie sama. Więc Grosiak to taki trochę mój mistrz, od którego nauczyłam się podstaw.

Niedługo w moim mieście kolejny koncert w ramach Panien Wyklętych.  Mam nadzieję, że się pojawię, a już teraz życzę powodzenia!

Byłoby super!

Rozmawiał Mateusz Grzeszczuk




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.