29.05.2014 11:00

Autor: Mateusz Grzeszczuk

Wywiad z Kasią Wypchło (Yuuki)

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy:


Wywiad z Kasią Wypchło (Yuuki)

“Nasz odbiorca nie mieści się w żadnych ramach”.


Mateusz Grzeszczuk: Jesteś nie tylko wokalistką, ale i tancerką. Odnotowałem, że współpracowałaś z kubańskimi muzykami w zespole Omni con ire. Dlaczego Kuba? I skąd ten taniec?

Kasia Wypchło Myślę, że tancerka to zbyt duże słowo. Jednak czuję tę muzykę i kulturę do szpiku kości. Owszem, miałam okazję współpracować dosyć długo z kubańskimi muzykami. Niesamowite doświadczenie (!), jeśli chodzi o niezbędną we współpracy pewnego rodzaju pokorę, jak i szeroko rozumiany profesjonalizm. Dlaczego Kuba? Bo tam na ulicach jest prawda. Nie ma przerysowań. Taniec, emocje. A ja lubię nowe przygody i doświadczenia. Natomiast samym naszym spotkaniem kierował zupełny przypadek! Spotkaliśmy się na salsie w klubie i tak zaczęła się nasza współpraca. Dobre czasy.

Yuuki kojarzy mi się z postacią z mangi. A w Waszym przypadku, skąd taka nazwa?

Nazwa odzwierciedla odważne wychodzenie naprzeciw ogólnie ustalonemu porządkowi (Yuuki – “odwaga” z japońskiego) oraz odzwierciedla życie w zgodzie ze sobą.

Uczestniczyłaś w III edycji X-Factora . Jakie było to dla ciebie doświadczenie i dlaczego akurat udział w tego typu “talent show”?

X-Factor? Decyzja spontaniczna. Myślałam, że można przeskoczyć pewne rzeczy, ale jednak w naturze wszystko płynie zgodnie ze swoim rytmem. Nie mniej jednak doświadczenie interesujące.

Mówisz o przeskoku “pewnych spraw”. Co dzięki uczestnictwie w takim programie da się ominąć?

Nie tyle ominąć, ale raczej przyspieszyć, jak to widać na przykładzie laureatów takich programów.

Jak to się stało, że Kasia Wypchło zaczęła śpiewać?

Moje wczesne dzieciństwo przeżyliśmy w Bieszczadach totalnie dziko i bez prądu. Tata śpiewał mi, bądź opowiadał ciekawe historie do snu przy akompaniamencie gitary. Tak zaszczepił pierwsze dźwięki. A gdy dotarła do nas cywilizacja (śmiech) to muzyka z winyli rozbrzmiewała w całym domu, a ja wraz z nią. Od tamtej pory wiedziałam, co będę robić. Pomalutku. Po swojemu.

Bieszczady kojarzą mi się z poezją śpiewaną. Może przez SDM. Próbowałaś swoich sił z “lirycznym” tekstem ?

Moje teksty mogę podzielić na dwa rodzaje. Te pod wpływem impulsu, które przelewam się na papier jednym wydechem – kompletne oraz takie, które powstają z jakiejś myśli czy metafory, która mi zapadła w pamięć, bądź się spodobała, ale wymagające czasu, dni, powrotów. Nie bardzo zastanawiam się , jakiego rodzaju teksty piszę, ważna jest dla mnie prawda i emocje.

Te “myśli” zdarza ci się gdzieś zapisywać, notować, aby nie uleciały?

Tak. Zawsze mam ze sobą ulubiony kajecik i dyktafon. A w domu mnóstwo walających się karteczek z hasłami albo plików w komputerze. Wszystko, co się pojawia w mojej głowie i sprawia, że chce się przy tym zatrzymać jest ważne. Ty też tak masz? (śmiech)

Dyktafon chyba noszę dlatego, że pomaga mi w pracy. Sam pisuję wiersze, publikuję czasami to i mam przy sobie notes, długopis. Ale wiesz, coraz częściej te “hasełka” mam w wersjach roboczych sms. I na pulpicie kupę haseł w formacie .txt.

Skąd ja to znam!

Których wykonawców na polskim rynku w szczególności szanujesz, podziwiasz? Z kim wystąpiłabyś na jednej scenie, komu odmówiłabyś?

Wystąpiłabym z artystami, których domeną jest prawda. Z takimi postaciami, w których twórczości słychać etniczne, folkowe inspiracje (np. Mela Koteluk, Kari, Kayah), elektroniczne i “około” hip-hopu (np. Siostry Archeo). Z takimi, które wciąż ewoluują, nie bojąc się tego. Nie toleruję natomiast zwykłej sieczki i przewidywalności.

Polska scena to też wrocławska scena, zatem pokuszę się o przytoczenie jeszcze jednego nazwiska, nie mieszczącego się dla mnie w żadne schematy. Agnieszka Musiał, osoba o ogromnym sercu. Absolutnie oddana muzyce. Dziewczyna otwarta i uduchowiona. Gdy usłyszałam ją po raz pierwszy – ogarnęło mnie potężne ciepło i wewnętrzny spokój. Porusza mnie do szpiku kości.

A co gdyby proponowano ci współpracę np. z Donatanem, jeżeli już ocieramy się o folk, np. w projekcie “Równonoc”?

Nie. Mam swoje rzeczy i teraz jest czas właśnie na nie.

Jak wygląda i w czym objawia się ta “przewidywalność” w muzyce, o której wcześniej napisałaś?

Przewidywalne, czyli sztampowe, nieodkrywcze, nieinspirujące i niezaskakujące, nierobione z potrzeby duszy i miłości do muzyki. Powiedziane dość twardo, wiem, bo może wynikać coś dobrego z wirtuozerii, ale dzisiaj mam taki dość zasadniczy dzień (śmiech).

Leszek Możdżer. Często o nim mówią, że jednak gra tak idealnie, że nie da się tego słuchać. Każdy koncert, płyta wydaje się wymuskana, idealna, z kolei zaczyna być sztuczna i nie przekonuje słuchacza.

Myślę, że to wynika z jego cech osobowości. Jest perfekcjonistą i to bardzo ambitnym. Nie słucham go na tyle często, by mieć przesyt, bądź mu nie ufać. Rozumiem jego drogę. Rozumiem też jednak o czym mówisz. Dlatego jako odbiorca i zarazem twórca, słucham wszystkiego, co… imponuje mi, porusza mnie, czy to duchowo, czy pod kątem wirtuozerii.

Można mówić o jakiejkolwiek perfekcji w muzyce? Czy naprawdę dobrze się słucha artystów, którym nie można niczego zarzucić?

Na dłuższą metę nie. Zresztą każdy znajdzie coś, co można zarzucić, chociażby sam perfekcjonizm. Ważne, że wzbudza emocje, porusza do dyskusji. Dlatego uważam, że trzeba się inspirować/otaczać rozmaitościami.

Czy słuchacze powinni w ocenie muzyka brać pod uwagę jego życie prywatne, oceniać go “po całości”, czy tylko w sferze dokonań?

Jest to trudne pytanie i uważam, że nie można na nie jednoznacznie odpowiedzieć, bowiem, np. Gil Scott Heron poruszał bardzo znaczące tematy rasizmu, wojny w Wietnamie, nierówności społecznej, głosił, że narkotyki są “złe”, a jednak sam miał HIV, bo brał dużo i wszystko.

Gdyby się tym sugerować, nie sięgnęlibyśmy po cudowną muzykę, jaką tworzył i nie jest to odosobniony przypadek. Oczywiście, fajnie, jak to współgra, wtedy można absolutnie zaufać takiemu twórcy. Ale powiem ci, że osobiście nigdy nie dzieliłam tego w taki sposób, po prostu wybierałam muzykę, która mnie poruszała. Wybierałam i wybieram.

Jak zdefiniowałabyś słuchaczy projektu Yuuki?

Gdy tworzymy nie zastanawiamy się nad tym dla kogo. To egoistyczne, ale tylko wtedy jesteś w stanie złapać głębszy kontakt z samym sobą. Podczas pierwszego koncertu, nadchodzi moment zetknięcia i wymiany z publicznością. Wtedy dajesz siebie całego. Zauważyłam, że nasz odbiorca nie mieści się w żadnych ramach (wiek, płeć) – to cudowne (!). Są to osoby, które mają wydaje mi się po prostu zbliżoną do nas wrażliwość.

W ostatnim czasie wyszedł klip do “History”, pojawił się Wrocław, będzie koncert w Barometrze, zagrasz w Radio Ram. Jakie dalekosiężne muzyczne plany jeszcze przed tobą?

Po prostu chcemy grać,może zabrzmi to patetycznie, ale chcemy grać muzykę serca. No i płyta, rzecz jasna (śmiech).

Rozmawiał: Mateusz Grzeszczuk




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.