05.12.2012 20:35

Autor: Maria

Wywiad z Kamp!

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Wywiady

Wykonawcy:


Wywiad z Kamp!

“Zawsze mieliśmy ambicję, żeby działać po swojemu”.

Samodzielni, idący pod prąd, grający rynkowi na nosie, do tego do bólu ambitni. Dlaczego płyta jest dopiero teraz i co będzie po płycie opowiada w dniu premiery debiutanckiego albumu Tomek Szpaderski, wokalista zespołu Kamp!

Uwolnij Muzykę! Spóźniliście się.

Tomek Szpaderski: Dzisiejszy dzień był dla nas pasmem niepowodzeń. Dla całego zespołu. Oczywiście mamy mnóstwo sensacji, bardzo często spóźniamy się z naszej winy, a tym razem – wyjątkowo – zawiodły środki techniczne.

Na szczęście koncert się odbył, premiera się odbyła. Doczekaliśmy się płyty. Tylko czemu tak długo to trwało?

Trwało to tyle, ile musiało trwać. Pomimo wielu falstartów. Może dorośliśmy, a może po prostu chcieliśmy dogodzić ludziom, którzy nas cenią, którzy nas słuchają.

Poza tym tak, jak wydawaliśmy single i dopieszczaliśmy je ile wlezie, tak dopieszczaliśmy też nasz album. Dlatego tyle to trwało. Poza tym, są też sytuacje niezależne od nas. Jest wiele czynników, na które nie mamy wpływu, ale naturalnie najgorszym czynnikiem jest nasze ego, na które też nie mamy wpływu! A nasze ego musi być zadowolone.

Wydaliście płytę w Brennnessel. To ambicja zrobienia samemu czegoś większego czy nie chcieliście przystać na wyśrubowane warunki wytwórni?

Wiedzę o rynku i naszej branży mamy praktycznie zerową. Wymyśliliśmy sobie, że “przecież nagramy te dziesięć utworów i je wydamy”, a okazało się, że to nie jest takie proste. I pomimo że kilka polskich wytwórni chciało wydać tę płytę, mieliśmy różne propozycje, to nagle okazywało się, że naszym największym problemem jest to, że chce nas wydać całkiem atrakcyjna polska wytwórnia, ale mówi, że będzie to trwało pół roku, żeby wszystko przygotować. Halo, przecież my nie mamy pół roku! A jak to pół roku już minęło, uświadomiliśmy sobie, że żeby samemu to zrobić, też nie mamy 3 dni, na domknięcie wszystkiego. Nie chcieliśmy walczyć z procedurami, ale i chcieliśmy to zrobić samemu. Zawsze mieliśmy ambicję, żeby działać po swojemu.

Któryś z utworów na płycie darzysz szczególnym sentymentem?

Bardzo lubię nasz pierwszy singiel, “Sulk”. To chyba jeden z moich ulubionych, co chciałbym jednak podkreślić to to, że radio edit nie daje odczuć co w tym kawałku jest najważniejsze, czyli momenty ciszy pomiędzy zwrotkami, refrenami, mostkami itd. I bardzo bym chciał, żeby ta wersja płytowa była tą wersją docelową dla słuchacza. I żeby ludzie nie skupiali się na tym, co wypuściliśmy jako singiel. Wersja na płycie jest dłuższa. I ciekawsza.

A z którym kawałkiem wasza ambicja męczyła się najdłużej?

Bardzo długo pracowaliśmy nad drugim singlem. “Melt” ukaże się na początku roku w DISCOTEXAS, a męczyliśmy się z nim naprawdę długo, ponieważ ten kawałek powstał bardzo dawno temu. Był skończony, wiedzieliśmy, że ten utwór jest bardzo ważny i odłożyliśmy go na później, gdy reszta płyty będzie skończona. Na końcu okazało się, że ta piosenka odstaje od reszty. Musieliśmy do niego wrócić i aranżować od nowa i do tej pory nie wiemy, czy wersja na płycie jest lepsza niż wersja pierwotna. Mamy mieszane uczucia.

Możemy liczyć, że kiedyś opublikujecie poprzednią wersję?

Nie sądzę. Ale można ją znaleźć na nagraniach naszych starszych koncertów na YouTube.

Jak czuje się zespół w dniu premiery ich albumu, okrzykniętego najbardziej wyczekiwaną polską płytą tego roku?

[cisza] Czuję się… [cisza]. Ciężko powiedzieć jak się czuję, ponieważ dzieje się to wszystko wyjątkowo szybko. Od naszej decyzji, że wydajemy płytę do ukazania się jej na rynku było dla nas naprawdę mało czasu. Może to było mnóstwo czasu dla słuchaczy, ale bardzo mało dla nas. Byliśmy pochłonięci pracą, jak najszybszym kończeniem kawałków, aranżacją, potem miksy, które były wykonane absurdalnie szybko: dwa tygodnie. Potem trzeba było tę płytę wytłoczyć, zrobić okładkę, napisać sensowne podziękowania dla ludzi, którzy nas wspierali… to trwało miesiąc dla słuchacza, a dla nas jeden dzień.

Nie baliście się, że ludzie czekając na waszą płytę od 2008 roku znudzą się czekaniem?

To naturalne, że się baliśmy! Obawialiśmy się tego, oczywiście, ale nie chcieliśmy działać wbrew sobie, tworzyć wrażenia, że zespół, który nagrał “Thales One” jest nadal tym samym zespołem, że będzie nim w nieskończoność.

Z drugiej strony wydawanie po EP-ce czy po singlu, ale bez pełnoprawnej płyty sprawia, że nie jesteście w stanie ugrać na rynku tyle, ile ugralibyście płytą.

Zgadza się. Ale nie jesteśmy nastawieni na nagrywanie, a nasza praca studyjna nie jest wykalkulowana na to, żeby jak najwięcej ugrać. Gdybyśmy tak myśleli, nigdy nie wydalibyśmy “Heats”. To było zupełnie coś innego niż ludzie od nas oczekiwali. Ludzie znali “Breaking a Ghost Heart”, który bardzo szybko stał się utworem-kluczem do naszej działalności i jeśli ktoś myślał o zespole Kamp!, to myślał o “Breaking a Ghost Heart”. A my poszliśmy w zupełnie inną stronę. To nie było tak, że wymyśliliśmy sobie, że nagramy coś zupełnie innego albo kontynuujemy ten styl. To po prostu w nas siedziało. No i gdy jesteśmy na coś bardzo zafiksowani, rzadko odpuszczamy swoją wizję.

Jak wybieraliście listę utworów na płytę?

Wielokrotnie słyszeliśmy, żeby na albumie pojawiło się “Breaking a Ghost Heart”, chociaż dla nas wydawało się to najbardziej absurdalnym pomysłem na ziemi. Nadal wielu ludzi twierdzi, że to świetny pomysł i że szkoda, że go nie ma.

Jaki jest następny cel, skoro jest już płyta?

Plany są takie, żeby zakończyć szczęśliwie tę trasę koncertową i żeby zostawić jak najlepsze wrażenie. Żeby tę energię, której może niektórym brakować na płycie, zwrócić w stu procentach na żywo. I żeby utwory, które są balladami, do słuchania w kącie albo po nieudanej randce, były petardami na żywo. Na tym się skupiamy do końca tego roku. Potem będzie drugi singiel i miejmy nadzieję, że za tym potoczy się ta sama fala, co za “Cairo” czy za innymi.

Nie ukrywam też, że płyta jest wydana tylko i wyłącznie na polskim rynku i jest to koniec pewnego etapu. Zrobiliśmy coś, co powinniśmy zrobić już dawno dla polskich fanów. Teraz będziemy starali się promować ten album i szukać wydawcy za granicą.

Właśnie! Pojawiacie się na wielu festiwalach i showcase’ach za granicą. Jak znajdują was zagraniczni organizatorzy?

Po części to zasługa współpracy z Instytutem im. Adama Mickiewicza, który współfinansuje nam te podróże, ponieważ ofert dostawaliśmy zawsze dużo, natomiast nie zawsze mogliśmy podołać finansowo. Nie jesteśmy zespołem, którego zaproszenie może wiązać się z tym, że opłacą nam lot, hotel, pobyt itd., dlatego musieliśmy z wielu bookingów, naprawdę atrakcyjnych, rezygnować. To jeszcze nie ten czas, żeby zapraszać nas na standardowych zasadach.

Są wymierne efekty tych wyjazdów?

Zdecydowanie są i paradoksalnie działają one dwutorowo. Każdy nasz booking zagraniczny i każdy prestiżowy festiwal na jakim graliśmy poza granicami Polski, pomaga nam w Polsce. Na przykład, gdy zagraliśmy na SXSW, o którym mało kto w Polsce wie, poza ludźmi z branży. Gdy nasza nazwa pojawia się na SXSW, pojawiły się zaproszenia z innych festiwali zarówno w Polsce, jak i za granicą.

Na jaką płytę sam ostatnio czekasz/czekałeś?

Od zawsze czekam na nowego Bowiego!

A twoja konferansjerka nadal jest “taka, że żal?”

Nadal. [śmiech]

rozmawiała Maria Grudowska




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.