26.12.2013 10:00

Autor: Mateusz

Wywiad z Igorem Herbutem z zespołu LemON

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy: |


Wywiad z Igorem Herbutem z zespołu LemON

Popularność to miecz obusieczny.


Mateusz Królik: Właśnie mija rok od premiery Waszego debiutanckiego albumu. Krążek pokrył się platyną. Co jest najtrudniejsze w drodze do takiego sukcesu? Jakie cechy charakteru pomogły Wam w tym boju?

Igor Herbut: Na pewno kluczowa była moja łemkowska wrażliwość i emocjonalność, bo właśnie z niej płynie moja muzyka. Bez niej nie byłoby na pewno piosenki “Dewiat”, którą wygraliśmy program “Must Be the Music”… Nie byłoby też utworu “Napraw”, który napisałem w wielkich emocjach, w ciemnym mieszkaniu, w pewną ciężką noc.

Od 12 listopada możemy nabyć w sklepach edycję specjalną Waszej pierwszej płyty. Określiłeś ją mianem pamiętnika z minionego roku… Które wydarzenie z tych 365 dni utkwiło Ci w pamięci najbardziej i dlaczego?

Jest wiele takich momentów. Premiera naszej pierwszej płyty… Uczucie, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ją na półce w Empiku i aż ją kupiłem… Naprawdę. Pierwszy raz kiedy usłyszałem swoją piosenkę w radiu, kiedy jechaliśmy z moim gitarzystą i skrzypkiem samochodem do studia. Euforia. Pierwszy koncert w Warszawie, kiedy przed drzwiami klubu stała kolejka na kilkadziesiąt metrów, potem złota płyta, nominacja do Fryderyka (i wielki szok!), recital na festiwalu w Sopocie… Ten ostatni rok to istny rollercoaster emocji.

Talent show typu “Must Be the Music” zmienia człowieka? Jego charakter, przekonania, wartości? Bo to, że MBTM zmieniło, a właściwie ukształtowało Twoją karierę jest oczywiste.

“Must Be the Music” zmienił moje życie, ale mnie nie zmienił. Wciąż jestem tym samym chłopakiem z Przemkowa, który na castingu zagrał dziwny numer w dziwnym języku. Nie wiem, jak jest w innych show, ale “Must Be the Music” to najbardziej przyjazny program, jaki można sobie wyobrazić. Nikt nie starał się mnie zmieniać i nic narzucać. Wszyscy są bardzo życzliwi i otwarci. Mogłem zagrać moje dziwne numery w dziwnym języku… To jest piękne.

Wiesz, tam pracują najwięksi wymiatacze w kraju. Reżyser – Jan Kępiński, realizatorzy dźwięku – Roman Rutyna i Wojciech Łopaciuk, realizator światła – Michiel Milbou, Szabla – człowiek od tych wszystkich wspaniałych grafik, dźwiękowcy, techniczni – wszyscy to najwyższa półka… Wspaniale jest debiutować pod okiem takich ludzi.

Rozpoznawalność Cię nakręca, czy raczej przeszkadza w artystycznej pracy? Cenisz swoją prywatność, co bardzo szanuję. Czy w dobie wszędobylskich dziennikarzy i paparazzi żądnych sensacji to trudna sztuka?

Byłbym hipokrytą, gdybym nie doceniał popularności. Byłbym idiotą, gdybym nie widział zagrożeń z niej płynących. Doceniam popularność, kiedy otwiera mi różne drzwi, kiedy zgłasza się ktoś do mnie z fajnym projektem… Albo na co dzień, kiedy pozwala szybciej załatwić sprawy w urzędzie, wynieść z Żabki koszyk z zakupami (ekspedientka sama zaproponowała, że mogę wziąć zakupy w koszyku i odnieść kiedy indziej). Ale popularność to miecz obusieczny… Mamy ponad 100 000 fanów na Facebooku… To są fani, więc piszą miłe rzeczy… Łatwo jest się zagubić i uwierzyć, że jest się takim wspaniałym, jak piszą… Na szczęście mam wokół siebie ludzi, którzy są wobec mnie brutalnie szczerzy i trzymają mnie mocno przy ziemi.

Na 2014 rok LemON planuje premierę kolejnego albumu. Na jakim etapie prac jesteście? Czy możesz zdradzić, ile macie już gotowych nowych utworów? W tekstach dominować będzie język polski czy łemkowski?

Niedawno wydaliśmy zupełnie specjalną, wzbogaconą wersję naszej debiutanckiej płyty. To nie jest po prostu nowe opakowanie… Włożyliśmy wiele pracy w skompletowanie materiałów, które się na niej znalazły… A co do następnej płyty, to nie chcę jeszcze mówić o dalszych planach. Nasza muzyka płynie z serca, a nie z jakiegoś planu czy kalendarza. Muzyka, płyta to dla nas to coś więcej niż 12 czy 14 “gotowych” utworów… Pierwsza płyta tworzyła całość i pewną ważną opowieść. Druga powstanie wtedy, kiedy będziemy mieli gotową całą opowieść, w której słuchacze będą mogli się na te kilkadziesiąt minut zanurzyć.

11 listopada podczas “Wielkiego Testu z Historii” TVP wykonałeś wraz z zespołem utwór “Nie pytaj o Polskę” Grzegorza Ciechowskiego. Wasza wersja tego kawałka chwyta za serce. Jak to jest mierzyć się z takim gigantem muzyki, jakim był Obywatel G.C.?

Ogromna odpowiedzialność. To banał powiedzieć, że Grzegorz Ciechowski był geniuszem, wizjonerem, artystą przez duże A. Każdy to wie… Uwielbiam wszystkie jego projekty i darzę ogromnym szacunkiem. Szczególnie bliski jest mi utwór “Biała flaga”… W TVP wykonaliśmy “Nie pytaj o Polskę” na prośbę reżysera… To piękny numer, ale trudny interpretacyjnie, szczególnie, jeśli jest się Łemkiem, który wprawdzie kocha ten kraj, ale czuje się jednak w 100% Łemkiem i nikim innym. Jak zaśpiewać wtedy ten kapitalny tekst, żeby zawarte w nim emocje nie zostały opacznie zrozumiane.

Podczas tego występu miałeś na sobie koszulkę z białym orłem. Dlaczego był on zamalowany znakiem zapytania?

Przewrotnie. Ludzie często nie starają się zrozumieć tekstu piosenki… Koszulka miała pomóc go zrozumieć… Że trzeba sobie zadawać pytania…

Pod koniec utworu powiedziałeś kilka mocnych słów, które mogłyby być lekarstwem na bolączki trawiące polskie społeczeństwo. Czy naprawdę wierzysz w to, że Polacy przestaną kiedyś ze sobą walczyć? Czy samo “zacznijmy się szanować” wystarczy?

Oczywiście, że jedno moje emocjonalne wezwanie nie wystarczy… Ale to nie znaczy, że mam nie próbować… Pamiętaj, morze składa się z kropel.

Jak już jesteśmy w temacie biało-czerwonym – masz swój ulubiony polski utwór lub zespół, na którego koncercie obowiązkowo stanąłbyś w pierwszym rzędzie?

Poluzjanci. Uwielbiam. Byłem na wielu koncertach, są jak jedna maszyna. Rozwalają system. Każdy z osobna i wszyscy razem.

Słyszałem, że lubisz opowiadać dowcipy, także o Łemkach. Mógłbyś któryś przytoczyć?

- Łemku! Kup sobie szafę!
- A po co mi szafa?
- Będziesz w niej ubrania trzymał!
- Yyy, a w czym będę chodził?!

- Łemku, gdzie Wy się kąpiecie?
- W potoku!
- A zimą?
- A ile tej zimy!

(śmiech)

Co jest najlepsze w żywocie muzyka?

Najlepsza jest muzyka i radość tworzenia. Jak pisała Szymborska ,”Możność utrwalania, zemsta ręki śmiertelnej”. W byciu muzykiem za to najgorsze jest to, że jest się biednym (śmiech).

Na przedramieniu masz całkiem pokaźny tatuaż. A gdybyś musiał wytatuować sobie jedno zdanie, jakby ono brzmiało?

Mam na łopatce wytatuowane słowo po japońsku (wiem, wiem, to banał, ale zrobiłem go dawno…) – muzyka.

Rozmawiał Mateusz Królik




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.