31.01.2015 14:00

Autor: Katarzyna Borowiec

Wywiad z Corinem Roddickiem z Purity Ring

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy:


Wywiad z Corinem Roddickiem z Purity Ring

Widzimy się w klubie.

Corin Roddick i Megan James, dwoje muzyków z Kanady, debiutowali jako Purity Ring w 2012 roku. Nazwa po prostu ładnie brzmi, muzyka – nie inaczej, choć teksty pisane przez panią są pełne znaczeń; każde słowo zostaje wygięte tak, żeby nabrać kilku dodatkowych. Rozmawiałam jednak z drugą połową, czyli Corinem, który odpowiedzialny jest za stronę muzyczną projektu. Każdy ma tu bowiem swoje zadania, które następnie łączą się w całość, a energia przeciwieństw tworzy spójne, choć pełne napięć kompozycje. Druga płyta Purity Ring, “Another Eternity” zostanie wydana na początku marca.

Katarzyna Borowiec: Po pierwsze – kiedy będziemy mieć okazję zobaczyć was na żywo w Polsce?

Corin Roddick: Właśnie nad tym pracujemy, więc nie mogę dać konkretnej odpowiedzi… Chcieliśmy przyjechać już od dłuższego czasu i zdecydowanie to zrobimy. Na pewno w tym roku.

To wspaniała wiadomość. Widziałam jak gracie na żywo – używasz własnoręcznie skonstruowanego instrumentu, nosicie zaprojektowane przez Megan ubrania, wszystko to wygląda bardzo ciekawie; czy podczas przyszłej trasy coś się zmieni?

Planujemy trzymać się tej ścieżki, na której jesteśmy – nasze koncerty są bardzo wizualne, będą instrumenty, które sami stworzyliśmy, które reprezentują muzykę. Będziemy to wciąż budować i zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi. I dokładnie nad tym właśnie pracujemy. Obecnie jest kilka pomysłów, którymi się bawimy, więc jeszcze nie wiemy dokładnie, co z tego wyjdzie, zobaczymy w ciągu następnych dwóch miesięcy. Ostatnio głównie o tym myślę.

Na koncertach pewnie skupicie się głównie na nowym materiale?

Zdecydowanie będziemy grać dużo z nowego albumu, ale znajdzie się też miejsce dla starszych kawałków. Bo też ciągle jeszcze je lubimy i pewnie niektórzy ludzie też wciąż jeszcze je lubią.

Z pewnością! Skoro już mowa o nowym albumie – jak się różniła praca nad nim? Bo tym razem byliście w jednym mieście, nie tak, jak podczas pracy nad “Shrines” (recenzja), gdy dzielił Was dystans 12 godzin jazdy samochodem z Halifaxu do Montrealu, prawda?

Tak, to była duża różnica w tym, jak ten album został stworzony w porównaniu do naszego pierwszego, pracowaliśmy razem nad większością aspektów. Wcześniej mieszkaliśmy dość daleko od siebie, w różnych kanadyjskich miastach i pracowaliśmy za pośrednictwem e-maili. Pracując tak jak teraz, będąc w tym samym pokoju, mogliśmy się lepiej skupić na poszczególnych aspektach piosenek, dawać sobie więcej wsparcia i ocen, po prostu lepiej współpracować, zamiast tworzenia na zasadzie takiego rozłączonego procesu. Myślę, że to naprawdę pomogło ukształtować ten album i sprawić, że jest inny niż pierwszy.

Zgadzam się z innymi dziennikarzami, że brzmienie jest jaśniejsze i większe… Chciałabym Cię zapytać o sample – ponieważ też tworzysz muzykę w ten sposób – co sądzisz na temat ujawniania źródeł sampli? Niektórzy producenci mają z tym problem twierdząc, że psuje to magię ich pracy.

To trochę skomplikowane. Moim zdaniem producent zdecydowanie może stworzyć coś zupełnie nowego na podstawie sampla, totalnie zmienić nastrój w porównaniu do utworu, z którego taki fragment pochodzi. Ale równocześnie wiele piosenek jest stworzonych na bazie dość oczywistych, rozpoznawalnych sampli, i piosenka składa się właściwie z sampla i beatu, i wtedy, jeśli autor źródła nie jest odpowiednio wynagrodzony, to prawie jak zwykła kradzież. Więc jeśli producent tak naprawdę tworzy z sampla oryginalny kawałek, wtedy jest ok. My używamy trochę sampli tu i tam, ale zmieniam je i przetwarzam tak bardzo, że prawie w ogóle nie brzmią jak w źródłowym kontekście. Więc nie sądzę, żeby ktokolwiek mógł wskazać kiedykolwiek ich pochodzenie.

Wyczytałam, że to lubisz w muzyce najbardziej – małe fragmenty, które zachwycają… Czy ostatnio trafiłeś na taki kawałek utworu?

Hmmm… Muszę pomyśleć… Piosenka, która spodobała mi się ostatnio… Bardzo podoba mi się “No Type” Rae Sremmurd, to taki hip-hopowy duet z Atlanty i kawałek albo dwa Mike Will Made It, to swego rodzaju geniusz. Ale nie wiem, nie ma chyba takiego małego fragmentu w ścieżce, który lubię, bardziej chodzi o ogólną dziwność całej produkcji, jest tam dużo dziwnych pustych miejsc, prawie dziwacznych akordów i wokali na wierzchu, trochę to brzmi jakby nie mogło zadziałać, a jednak w jakiś sposób naprawdę dobrze się zgrywa, i poza tym całość jest do tego naprawdę chwytliwa. Nigdy wcześniej nic takiego nie słyszałem, a to ten rodzaj muzyki, który mnie przyciąga, coś co brzmi w pewien sposób znajomo, ale jednak pod innymi względami jest totalnie nowe. I to jest taka równowaga, do której sam często dążę w wielu rzeczach, które robimy.

Mówiłeś  kiedyś, że planujesz produkować innych artystów… Udało się?

Haha, to zabawne. Heh, no cóż, produkcja dla innych muzyków to coś, czym zawsze się interesowałem. Robię dużo muzyki, właściwie przez cały czas, i nie wszystko to staje się muzyką Purity Ring, bo wiesz, to nie zawsze pasuje do tego, co akurat staramy się robić. Więc tak, zdecydowanie jestem zainteresowany pracą z innymi ludźmi, żeby, nie wiem, być bardziej zaangażowanym w muzykę ogólnie. Ale póki co to dość trudne, bo Purity Ring to pełnoetatowa praca. Było parę rzeczy, które udało mi się zrobić przez ostatni rok, zrobiłem beat do jednego albumu, beat na album Danny’ego Browna i parę innych rzeczy, które zrobiłem ostatnio, które jeszcze nie zostały wydane. Ale tak ogólnie to nie miałem za bardzo czasu, żeby móc go poświęcić pracy z innymi artystami. Myślę, że skupię się na tym jakoś później w życiu, kiedy nie będę już tak dużo koncertował.

A jeśli mógłbyś wyprodukować ścieżkę dla wybranej gwiazdy pop, kto by to był?

Jeśli miałbym wyprodukować coś dla naprawdę dużej gwiazdy pop, to byłaby to Taylor Swift.

Mówisz, że Purity Ring to pełnoetatowa praca… pochodzisz z rodziny muzyków, prawda?

Tak! Haha, dużo wiesz.

Ihm, porządnie się przygotowałam. Gdybyś z jakiegoś powodu nie mógł zajmować się muzyką, to co byś robił?

Hmm, ludzie mnie o to pytają, a mi jest zawsze trudno odpowiedzieć, bo odkąd byłem zupełnie mały nie miałem raczej żadnej innej możliwości kariery, o niczym innym nie myślałem ani nie planowałem czegoś innego. Zacząłem grać na perkusji, gdy byłem bardzo młody, miałem jakieś 5-6 lat, potem zacząłem nagrywać i produkować zespoły gdy miałem jakieś 15-16 lat i zawsze byłem mocno skupiony na muzyce. Wiedziałem, że to właśnie jest jedyne, co mnie interesuje. Ale jeśli nie wiem, muzyka by się jakoś rozpadła i musiałbym zacząć od początku, to pewnie zainteresowałbym się jakimś rodzajem designu, rękodzieła, może czymś w rodzaju projektowania mebli, albo może nawet modą, albo… no nie wiem, hehe… Chodzi o to, żeby mieć możliwość bycia kreatywnym. Żebym mógł czuć, że coś tworzę, to właśnie daje mi muzyka.

Tak, to widać też w Waszym zwracaniu uwagi na image sceniczny…

Dokładnie. Dopóki mógłbym robić coś, w czym czułbym, że mogę w jakiś sposób wyrazić siebie i czuć, że robię postępy, to byłbym co najmniej w pewnym sensie szczęśliwy.

A czy czuliście presję podczas tworzenia nowego albumu? Poprzedni został naprawdę doceniony przez media i publiczność. My w naszej redakcji uznaliśmy go za najlepszą płytę roku 2012.

O, naprawdę? Dziękujemy! Dobrze, że nie wiedziałem tego wcześniej, bo pewnie byłbym bardziej zestresowany, hahaha… Ale odpowiadając na twoje pytanie – była presja, ale napięcie, które odczuwałem, nie dotyczyło tego, że oczekiwania były naprawdę duże, bardziej chodziło o to, że potrzebujemy zrobić coś naprawdę różnego od “Shrines”, i to powinien być naprawdę kolejny krok. A nie wiedziałem, jaki ten następny krok będzie… I to dlatego tak długo nam zeszło, żeby w ogóle zacząć. Dopiero jakoś półtora roku po wydaniu “Shrines” naprawdę zaczęliśmy pracować nad “Another Eternity”. I myślę, że naprawdę potrzebowaliśmy tego czasu, żeby się zdystansować i zacząć na nowo. Zrobić coś nowego, a nie po prostu kontynuację tych piosenek. Ale kiedy już zaczęliśmy pracować i powstało kilka pierwszych piosenek, cały proces okazał się bardzo naturalny, i sporo z tej presji, którą odczuwaliśmy, wyparowało i mogliśmy to po prostu zrobić, nie rozmyślając o tym za bardzo.

A tworzenie albumu trwało dłużej czy krócej niż za pierwszym razem?

Stworzyliśmy go w zasadzie szybciej… myślę, że nagranie “Another Eternity” zajęło nam pełny rok. Aczkolwiek w ciągu tego roku spędziłem tak naprawdę więcej czasu na pracy nad muzyką niż w przypadku “Shrines”, bo podczas pracy nad “Another Eternity” zupełnie nie koncertowaliśmy, nie byliśmy w trasie, skupiliśmy się na pisaniu. Kiedy tworzyliśmy “Shrines” to był gorący okres, kiedy coś zaczynało się wokół nas dziać, próbowaliśmy zwrócić na siebie uwagę, dużo występowaliśmy, podróżowaliśmy, promowaliśmy się intensywnie. A w tym samym czasie pracowaliśmy nad płytą. Więc robiliśmy wszystko na raz, tak, że wiesz, to było trochę wszystko niespójne. Więc zajęło to więcej czasu tak ogólnie, ale wydaje mi się, że mniej z niego spędziłem na pracy nad samym albumem.

A w temacie koncertowania – wolisz grać w klubach czy na festiwalach?

Zdecydowanie w klubach! Niektóre festiwale są naprawdę ekstra, jeśli mają dobry klimat, ale jest bardziej prawdopodobne, że damy dobry koncert w klubie, bo to okoliczności, nad którymi można lepiej zapanować. Możesz ustawić wszystko dokładnie tak, jak potrzebujesz, i wiesz, że wszyscy ludzie przyszli, żeby zobaczyć właśnie ciebie. Na festiwalu wiesz, że pewnie grasz dla wielu ludzi, którzy w ogóle o tobie nie słyszeli, co jest też cool, bo możesz rozpropagować swoją muzykę, ale jednocześnie czujesz, że musisz jakoś przekonać do siebie ludzi i to jest dosyć niekomfortowe. Ale niektóre festiwale są naprawdę ekstra. Więc tak naprawdę to zależy, ale ogólnie kluby są lepsze i łatwiej jest nam w takim przypadku zrobić to, co chcemy.

No to mam nadzieję, że zobaczymy Was w Polsce w jakimś klubie, bo też wolę koncerty klubowe. Porozmawiajmy może chwilę o waszej wytwórni, 4AD, jak to się stało, że zaczęliście współpracować? To oni Was znaleźli, czy odwrotnie?

Chwilę nam to zajęło. Staraliśmy się przede wszystkim skupić na skończeniu naszego pierwszego albumu, więc chcieliśmy go dopracować i potem zacząć szukać wytwórni, sprawdzić, kto byłby zainteresowany wydaniem nas. Ale jakoś w pierwszym miesiącu po tym jak opublikowaliśmy naszą pierwszą piosenkę, kiedy nawet nie zaczęliśmy jeszcze pracy nad albumem, zaczęły nas zaczepiać wytwórnie. Tak to wyglądało przez rok, że odpowiadaliśmy wszystkim, wiecie co, fajnie, że się odezwaliście, ale nie jesteśmy jeszcze gotowi do podpisywania kontraktów, nie do końca jesteśmy jeszcze zespołem… I gdzieś w ciągu tego roku nawiązało z nami kontakt 4AD, to wytwórnia, którą lubimy, więc się z nimi spotkaliśmy, to przemili ludzie, więc zostaliśmy w kontakcie i kiedy nadszedł czas i mogliśmy już zdecydować, kto wyda nasz album, wybór był oczywisty.

I pewnie macie zapewnioną swobodę działania?

Tak, to jest super w pracy dla niezależnej wytwórni, 4AD w pewien sposób usuwają się i pozwalają nam po prostu robić swoje. I kiedy mamy już gotowy album oni mówią po prostu, zrobimy co się da, po prostu w nas wierzą, że stworzymy coś dobrego. Co jest ekstra, bo znam sytuacje z dużych wytwórni, gdzie wytwórnia mocno angażuje się w proces twórczy i artyści mogą nie mieć możliwości stworzenia tego, co naprawdę by chcieli.

Na koniec chciałabym, żebyś spróbował opisać muzykę z Waszego nowego albumu w trzech słowach.

Hmm… trzy słowa… hm… Nie wiem, haha, a ty jak byś ją opisała?

Ja go zrecenzuję, to będzie trochę więcej słów. Pytam, bo wielu dziennikarzy przykłada etykiety do Waszej muzyki, mnie podoba się określenie future pop…

Ha, to my nazwaliśmy się future popem! Wybraliśmy to określenie, bo tak naprawdę nie ma czegoś takiego, to nic właściwie nie znaczy. Użyliśmy tego, jako sprytnego sposobu na opisanie siebie, właśnie żeby uniknąć etykietowania przez dziennikarzy. Bo wiesz, od razu mówią, że jesteś tym czy tamtym, i jeśli ktoś cię nie zna i to przeczyta, to będzie miał określone oczekiwania i przypuszczenia odnośnie twojej muzyki. I w pewien sposób zostaniesz wsadzony do pudełka. Więc zaraz po opublikowaniu naszej pierwszej piosenki daliśmy taki sygnał Hej sprawdź to, jesteśmy future pop! I wszyscy zareagowali Ok, co to?… Hahaha, w sensie nikt za bardzo nie wiedział, i tak naprawdę nawet my nie wiemy, co to dokładnie znaczy. Dla nas to po prostu myślenie wprzód o muzyce pop, otwarte zakończenia. To był sposób na większą wolność, zanim ludzie zaczną nam mówić, jaki gatunek reprezentujemy.

Więc to ciągle future pop?

Tak, tak bym powiedział. Ale wiadomo, że przyszłość była inna w 2012 niż jest w 2015, więc dzięki temu to określenie zawsze będzie na czasie.

Rozmawiała: Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.