02.04.2015 18:20

Autor: Tomasz Blaszkiewicz

Wywiad z Belą Komoszyńską (Sorry Boys)

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Wywiady

Wykonawcy:


Wywiad z Belą Komoszyńską (Sorry Boys)

“Działanie jest zaprzeczeniem stagnacji, rozwój – synonimem życia.”

Charyzmatyczna wokalistka, autorka tekstów współpracująca m.in. z Justyną Steczkowską, a przede wszystkim członkini zespołu Sorry Boys, z którym przygotowuje się do wydania trzeciego albumu. W rozmowie z Uwolnij Muzykę! Bela Komoszyńska mówi o chęci zbliżenia się do natury, odkrywaniu prostoty życia i nowych utworach, które będą powrotem do emocjonalnego abecadła.

Oglądasz się za siebie?

Naturalnie.

Minęło półtora roku od premiery “Vulcano”. Co widzisz?

Mam takie podejście do płyt, że w momencie kiedy je zamykamy, stają się one zapisem danego czasu, tego jacy wówczas byliśmy i trzeba mieć do tego “siebie w przeszłości” szacunek. Ale naturalnie pojawiają się refleksje.

Jakiego rodzaju?

Bardziej porównawcze, nie wartościujące czy podsumowujące cokolwiek. Pracując nad nowymi piosenkami w naturalny sposób odnoszę się do utworów starszych. Zastanawiam się, czy i jaka jest między nimi różnica. Piosenki są lustrem i czasami mówią mi o mnie więcej niż sama zdawałam sobie sprawę w danym czasie. Kiedy widzę jak nowe kompozycje różnią się od poprzednich, widzę, co zmieniło się w nas, co teraz chcemy powiedzieć. Są chyba czytelniejsze, jaśniejsze.

W historii zespołu Sorry Boys było kilka kamieni milowych. Zatrzymajmy się na pierwszym. Mam na myśli dołączenie do zespołu sekcji rytmicznej – Maćka Gołyźniaka i Bartka Mielczarka. Szybko się dotarliście?

Spotkaliśmy się jako dorośli ludzie, mający już za sobą pewne doświadczenia. Z Maćkiem i Bartkiem poznaliśmy się podczas pierwszej trasy “Granda” Moniki Brodki, którą wtedy Sorry Boys supportowało. I silnie nas ze sobą zmagnesowało, muzycznie i personalnie, a przecież o to chodzi w zespole.

Trochę jak w związku.

Zespół jest delikatną rzeczą. W pewnym sensie jest związkiem, który w naszym przypadku dotyczy aż pięciu osób. Każdy z nas ma swoją emocjonalność, której się nauczyliśmy, mamy swój język, gust, poczucie humoru, zapachy. Oczywiście zdarzają się niesnaski, ale to normalne.

Często się pojawiają?

Czasami są wstrząsy.

Trwanie to jedno, ale inną kwestią jest rozwój. Trudno dostrzec u was stagnację, każdy kolejny album jest inny. Mam wrażenie, lepszy. Nawiązując do tego co powiedziałaś, to twórcze wstrząsy?

Mobilizujemy się wzajemnie, bardziej działaniami, nie słowami. Każdego członka zespołu odbieram jako osobę niezwykle ambitną w kwestiach muzycznych. Karmimy się perspektywą dźwięków do zagrania, które czekają, aż będziemy na nie gotowi. Staramy się – każdy na swój sposób – rozwijać, szukać.

Czym się kierujecie?

Intuicją! To się po prostu dzieje. Działanie jest zaprzeczeniem stagnacji, rozwój – synonimem życia. Żeby mieć coś nowego, ciekawego do powiedzenia innym, coś się musi przecież wydarzyć w nas samych. Ważne są też bodźce zewnętrzne. Wtedy, gdy zdajemy sobie sprawę, że coś nowego nie zachodzi tylko w naszych głowach, ale jest odczuwalne też przez innych ludzi.

Zdecydowaliście się na ważny i mam wrażenie odważny krok, wychodząc z nowymi piosenkami bezpośrednio do publiczności. To lepsza informacja niż pozytywna opinia np. wytwórni?

Nie jestem pewna, czy można to nazwać informacją. To są raczej przeczucia, intuicje, ale potrzebne. Nie możemy oczekiwać od publiczności, że da nam jasne sygnały, recenzując dane utwory. Zwłaszcza, że te piosenki mają co prawda skończone formy, ale nadal są w fazie rozwoju. Chcieliśmy podzielić się tym, co teraz robimy, “czasami człowiek musi, inaczej się udusi” i mówię to pół-żartem, pół-serio, bo są takie piosenki, którymi natychmiast należy się podzielić i to się czuje.

Wasi słuchacze to ludzie poszukujący?

Myślę, że tak. Świadomi i czuli. I nawet jeśli dosłownie potraktować twoje pytanie, część naszych odbiorców poznaje nas właśnie podczas koncertów. Nasza muzyka nie jest powszechnie znana, trzeba się trochę wysilić, żeby ją znaleźć.

Chętnie recenzują nowe utwory?

Chętnie i często te opinie są spójne z naszymi odczuciami.

A co mówią?

Że jest to coś nowego i świeżego. Ktoś zapamięta i zacytuje fragmenty tekstów, które wydają mu się szczególne. Dla mnie jako autorki to ważna – tak jak powiedziałeś – informacja. Wiem, że to dla kogoś miało znaczenie.

Być może z uwagi na język polski, który coraz odważniej pojawia się w piosenkach Sorry Boys. Przełamałaś się?

Pisanie po polsku zaczęło przychodzić mi łatwiej i chyba bardziej naturalnie. To ważna zmiana, bo przecież język wpływa na muzykę. Słowa determinują aranżacje czy instrumentarium. Język może być inspiracją do zmiany myślenia w muzyce.

Jednak paradoksalnie, śpiewanie po polsku może okazać się trudniejsze ze względu na bardziej precyzyjny odbiór wśród publiczności. Analiza na poziomie języka ojczystego przychodzi pewnie łatwiej.

Oczywiście, jednak jestem zwolenniczką uniwersalności sztuki. Mam na myśli to, że nawet jeśli ktoś nie rozumie tekstu, bo jest w obcym dla niego języku, to piosenka powinna być w taki sposób napisana, żeby słuchacz odczuwał główną emocję, atmosferę, podobnie, kiedy patrzy na obraz albo taniec. W przypadku języków ojczystych warto pamiętać, że każdy język ma swoją muzyczną tradycję literacką. U nas ta tradycja została poniekąd ukształtowana przez Kabaret Starszych Panów, Agnieszkę Osiecką czy Kasię Nosowską. Słuchacze oceniając, kierują się kanonem tekstowym, zbudowanym na tych poetyckich filarach.

Z drugiej strony, dla współczesnego artysty jest to jakiś bagaż.

Naturalnie. Pisząc teksty artyści nie myślą o tym kanonie, ale zarówno oni jak i odbiorcy nieświadomie się do niego odnoszą. Polska historia piosenki jest piękna, bardzo poetycka, co ogromnie mi odpowiada. Ważne, żeby w ramach danego języka odnaleźć jeszcze swój własny. Do tworzenia w języku polskim na nowo zachęciła mnie Justyna Steczkowska, która obdarzyła mnie dużym zaufaniem i wiarą, zapraszając do napisania tekstów do kilku piosenek na jej płytę. Otworzyło mi to przymknięte furtki w głowie.

Kilka miesięcy temu w krótkim odstępie czasu rozmawiałem z Bartoszem Dziedzicem (producent “Grandy” Brodki i solowego debiutu Artura Rojka – przyp. red.) i Kubą Kawalcem z happysad. Bartosz stwierdził: “Zauważyłem, że od roku wszyscy moi znajomi są smutni, każdy ma jakieś problemy w pracy albo w domu. To powoduje, że mam ochotę zrobić dla nich albo o nich płytę”. Pewnie potraktowałbym te słowa jako jednostkowe odczucie, ale kilka tygodni później Kuba powiedział: “Mam wrażenie ogromnego obniżenia nastrojów społecznych. (…) Wszyscy zaczynają się kłócić, nienawidzić.”Abstrahując od obecnej sytuacji politycznej, chodzimy po polu minowym?

Chyba każdemu pokoleniu wydaje się, że żyje w przełomowych i wyjątkowych czasach. Nasze smutki i niepokoje mają zupełnie inną wagę, w porównaniu z pokoleniem PRLu czy już nieporównywalną z pokoleniem wojen światowych. Jesteśmy skupieni na swoich prywatnych życiach, żeby je poukładać, nie troszczymy się specjalnie o losy społeczeństw. Jest mnóstwo mądrych esejów, które świetnie te aktualne trendy społeczne wytłumaczą. Ale jeśli mam podzielić się własną refleksją na ten temat, to przeżywamy, mam na myśli przeciętnych mieszkańców Pierwszego i Drugiego Świata, klęskę urodzaju, bodźców i informacji, związanych z pędem kultury i komercjalizacją wszystkich dziedzin życia. Hierarchia wartości, to co nas trzyma w pionie, jest przez to mocno zachwiana. Łatwo się pogubić.

Może musimy dojść do jakiejś granicy, przy której powiemy “Stop”?

Mam wrażenie, że ludzie w instynktowny sposób powracają do odkrywania prostoty życia. Dochodzimy do momentu, w którym trzeba zrobić kilka kroków wstecz, żeby nie zwariować. Zauważam chęć powrotu do naturalnych relacji, powrotu do tzw. pierwszej klasy, pokazywania pewnych rzeczy od nowa. Co jest ważne, a co mniej. I zadawania sobie podstawowych egzystencjalnych pytań. Nie chodzi, o to, żeby udzielać na nie natychmiast odpowiedzi, ale żeby głowa cały czas pracowała z tymi pytaniami w tle. Mózg nie spocznie, dopóki nie znajdzie na nie odpowiedzi.

Masz swoje naturalne rytuały, które tak jak powiedziałaś, pozwalają nie zwariować?

Zauważyłam u siebie chęć zbliżenia się do natury w taki wręcz dosłowny sposób. To stało się po tegorocznej zimie, której nie było i nie zapadliśmy w cykliczny sen zimowy, z którego z nowymi zasobami sił życiowych można się obudzić na wiosnę. Poczułam potrzebę posiadania kwiatów w domu. Obserwowania roślin, tego jak rosną. Podziwiania tego, że kwitną, że są naturalnie piękne.

Powrót do pierwszej klasy?

W pewnym sensie, tak. Ostatnio hodowałam kwiaty, gdy miałam dwanaście lat, więc teraz wydarzyło się coś symbolicznego. I nasze nowe utwory też są w pewien sposób powrotem do emocjonalnego abecadła.

Patrząc szerzej, społeczeństwo potrzebuje przebudzenia?

Ono się dzieje w sposób niezauważalny, to nie jest otwarta rewolucja. Ludzie nie wychodzą na ulicę, buntując się przeciw całemu systemowi wartości. To chyba bardziej przypomina pracę u podstaw, własnych.

A ty jesteś buntowniczką?

Czasami piszę piosenki, które są impulsami spowodowanymi konkretnymi wydarzeniami społecznymi czy politycznymi. Tak się złożyło, że do tej pory nie miały okazji ujrzeć światła dziennego, ale to są bardzo ważne dla mnie piosenki. Takie rzeczy bardzo silnie inspirują mnie do pisania. Cenię twórców, którzy potrafią w dzisiejszych czasach zaangażować się społecznie.

Odbiór muzyki to nie tylko słuch, ale też wzrok i przede wszystkim emocje. Masz wrażenie, że muzyka to zjawisko coraz bardziej interdyscyplinarne?

Muzycy mają wspaniałą, komfortową artystycznie sytuację. Mogą nagrywać płyty i odtwarzać je na żywo przed publicznością. Mogą być też aktorami w swoich teledyskach, tancerzami, mogą coś komunikować strojem czy oprawą wizualną. Interdyscyplinarność jest wpisana w tę dziedzinę sztuki. Fascynuje mnie to i chciałabym to lepiej wykorzystać w przyszłości. Bardzo inspiruje mnie myśl, że można wejść w to o wiele głębiej.

Już przy kolejnej płycie?

Mam taką nadzieję. Rodzi się dużo pomysłów!

Rozmawiał Tomasz Błaszkiewicz
fot. Angelika Plich




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.