02.04.2015 09:00

Autor: Maria

Wywiad z Archive

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Wywiady

Wykonawcy:


Wywiad z Archive

“Jesteśmy szczęściarzami, bo nigdy nie napisaliśmy superhitu!”.

Przy okazji promocji najnowszego albumu, “Restriction”, tuż przed ostatnim z trasy koncertem w Polsce, w Hali Międzynarodowych Targów Poznańskich rozmawiałam z Dannym Griffithem – jednym z założycieli zespołu Archive. Do wywiadu dołączył Pollard Berrier – jeden z  wokalistów grupy, w zespole od 2006 roku. Co myślą o polskiej publiczności? Skąd pomysł na film? Jak wygląda współczesny rynek muzyczny z ich perspektywy?

To nie jest wasz pierwszy koncert w Polsce. Pamiętacie ten pierwszy?

Danny Griffith: Tak. To było w Warszawie. To była dla nas bardzo miła niespodzianka, bo nigdy wcześniej nie graliśmy w Polsce i nie zdawaliśmy sobie sprawy, ilu mamy tutaj fanów. Byliśmy w szoku. Na koncert przyszło kilka tysięcy ludzi. Czuliśmy się jak The Beatles!

I teraz przyjeżdżacie do nas ponownie, gracie cztery koncerty w naszym kraju i prawie wszystkie koncerty są wyprzedane!

Tak, tylko koncert w Warszawie nie był wyprzedany. Hala mieści tam jakieś 3500 osób, ale i tak na koncercie było około 3 000 ludzi. To niesamowite. I piękne, że ludzie chcą nas słuchać.

Nawet Wikipedia mówi, że w Polsce macie największą grupę fanów.

Tak, a wszystko zaczęło się dzięki Piotrowi, DJ-owi z warszawskiej rozgłośni, który puszczał nasze piosenki praktycznie co dzień w swoich audycjach. Przez to nasze kawałki stały się popularne. Myślę, że dużo z tego sukcesu zawdzięczamy właśnie jemu i jego ciężkiej pracy.

Powiedz mi, jak to jest: wydaliście 10 albumów, plus 4 koncertowe, jesteście na scenie już ponad 20 lat… To kawał czasu! Skąd bierzecie energię i pomysły, aby dalej pracować? Skąd pomysły i siła do dalszej pracy?

Generalnie jesteśmy bardzo twórczy. Lubimy pracować – pracować, nie pisać – nie lubię tego słowa na określenie tego, co robimy. Poza tym jesteśmy kolektywem, wspieramy się nawzajem, czerpiemy od siebie wzajemnie energię. Wychodzimy z pomysłami, stawiamy sobie zadania. Rozpoczynając pracę nad płytą, chcemy ją skończyć. Potem zawsze musimy odreagować to, co zrobiliśmy. Na przykład to, co zrobiliśmy na “Restriction” było reakcją na “Axiom”. I teraz zaczynamy pracę nad następnym albumem, żeby odreagować “Restrictoion”.

Co jeszcze ważne, to że nie powtarzamy się za bardzo, dzięki temu nasza muzyka jest nadal interesująca.

Właśnie! Każdy wasz album jest zupełnie inny!

Dokładnie. O to chodziło, to nam się właśnie podoba. Chcieliśmy, żeby ten album był 12 mocnymi piosenkami, pełnymi wokali. Nie na przykład koncept albumem, jak poprzedni. To co robimy, cały czas od 20 lat nas ekscytuje i jest to dla nas nowe, świeże. Nie jesteśmy zespołem, który w kółko wydaje takie same piosenki. Dzięki temu cały czas czujemy się jak dzieci. Wiesz, jesteśmy muzykami, więc w sumie cały czas czujemy się jak dzieci. Nigdy nie dorastamy [śmiech].

Jak wygląda praca nad albumem? Wolisz pracować w studiu, czy grać koncerty?

Oba te elementy są bardzo ważne. Bez pracy w studio nie staniesz później na scenie. Ja bardzo lubię pracę w studio. To ten element, na którym wyrośliśmy z Dariusem [Keelerem - drugim założycielem zespołu - przyp.red.], jesteśmy producentami całym sercem. Scena nie jest dla mnie moim naturalnym środowiskiem. Z drugiej strony, gdy stoisz na scenie, odbierasz reakcję ludzi na twoją pracę i to jest wspaniałe. To najważniejsza odpowiedź na twoją pracę: piszesz, grasz i widzisz jak ludzie na to reagują.

Każdy zespół mówi, że reakcja publiczności jest bardzo ważna. Naprawdę jest? Czujecie to?

Tak. Jeśli nie dostajesz energii od publiczności, nie masz energii. Po prostu. Potrzebujesz tego feedbacku.

Ale w czasie niektórych waszych piosenek w sumie ciężko o ten feedback. Są bardzo spokojne. Na przykład przy “Lights”?

Właśnie, to bardzo interesujące. Każda publiczność jest inna, w każdym kraju. Polska publiczność jest bardzo uważna. W tych cichych momentach są naprawdę cicho. To bardzo przyjemne, bo inni potrafią wtedy po prostu gadać. Co jest wkurzające. To świetne uczucie, kiedy widzisz kilka tysięcy ludzi, które milczy. Jest cicho i naprawdę słuchają. Są w tym. Nie są znudzeni. Bardzo mocna rzecz.

…to musi być cudowne!

Znam was od 2006 roku, od albumu “Lights”. Wtedy między innymi do składu dołączył Pollard Berrier. Czy jesteś w stanie teraz powiedzieć, że Archive od tego czasu jest nadal tym samym zespołem?

Myślę, że jesteśmy tacy sami jak wtedy. Od kiedy Dave i Pollard zaangażowali się we współpracę z nami, co teraz wydaje mi się, że było strasznie dawno temu, skład zespołu jest stały. Jeszcze Holly, która wniosła nowy głos do zespołu. Ale tak, Archive jest tym samym składem, którym byliśmy rozpoczynając pracę nad “Lights”. Świetnie nam się pracuje od kiedy dołączyli – normalnie im tego nie mówię – czujemy się silniejsi niż kiedykolwiek.

Po tych 20 latach na scenie, co myślicie o rynku muzycznym? Jak zmienił się przez ten czas, od kiedy w nim jesteście?

Pollard Berrier: Wypłynęliśmy w połowie rewolucji, która się na nim zadziała. Żyjemy teraz w epoce słabej sprzedaży i ściągania wszystkiego z sieci, kiedy wszyscy zastanawiają się jak to sprzedać i kto ma nad tym wszystkim mieć kontrolę. Pojawia się sporo niezależnych wytwórni, ale nie mam pojęcia jak to się skończy. Chciałbym, żeby ktoś taki jak my, wiesz, ze zmysłem biznesowym, założył wytwórnię płytową, żeby mieć pewność, że to artysta dostaje większość pieniędzy ze sprzedaży. Nie będzie lepiej, ktokolwiek by nad tym nie pracował, bo pieniądze zawsze przechodzą z rąk do rąk. Koniec końców artysta dostaje za sprzedaż albumu z iTunes jeden lub kilka euro. Ale trzeba myśleć pozytywnie. Nie mam pomysłu na to, jak mogłoby to wyglądać w przyszłości, w jaki sposób artysta będzie otrzymywał zapłatę za swoją ciężką pracę.

Myślicie, że łatwo by było wam teraz zadebiutować?

Danny: Nie chciałbym teraz debiutować.

Pollard: Nie, zdecydowanie nie.

Dan: Myślę, że nawet takie zespoły jak U2 miałyby teraz problem.

Pollard: Popatrz na Radiohead, Tom napisał piosenkę, której teraz pewnie nienawidzi (“Creep”), ale gdyby nie ta piosenka, pewnie by nikt go już nie znał. Chodzi o to, że trzeba mieć po prostu szczęście.

Dan: Jesteśmy szczęściarzami, bo nigdy nie napisaliśmy superhitu! Dzięki temu mogliśmy rozwijać się powoli.

Pollard: A nasi fani są ludźmi jak my – którzy naprawdę kochają muzykę.

Czy był w historii zespołu jeden taki moment, który możecie powiedzieć, że był przełomowy?

Danny: Dla mnie osobiście to było wydanie drugiego albumu, “Take My Head”. Przy wydawaniu pierwszego, “Londinium”, opuściliśmy wytwórnię, gubiliśmy się w tym, co robimy. Nie wiedzieliśmy, w którym kierunku podążać jako zespół. Wytwórnia wtrącała się w pracę, pojawiali się kolejni producenci, którzy niszczyli wszystko, co wypracowaliśmy. Na szczęście z Dariusem nie poddaliśmy się. Wróciliśmy do studia, sami wyprodukowaliśmy i zmiksowaliśmy materiał, nie zaangażowaliśmy nikogo spoza zespołu, nie poszliśmy do wytwórni, która podejmowałaby za nas decyzje. Byliśmy wolni.

Później wydanie “You Look All the Same for Me” – myślę, że to był fenomenalny album, bardzo dla nas ważny. Sądzę, że pomógł nam ponownie przejąć kontrolę nad tym, co robimy.

Przed koncertami będziemy oglądać “Axiom”. Możecie powiedzieć coś na temat tego filmu?

Danny: Zaczęliśmy pracę nad “Restriction” i okazało się, że kawałki z “Axiom” wyróżniają się, odstają od innych. Postanowiliśmy oddzielić je od tego, co pojawiło się na “Restriction” i coś z tym zrobić. Pollard chciał zrobić film już przy “Controlling Crowds”, ale nigdy nie było na to pieniędzy, czasu, odpowiednich ludzi. Zdecydowaliśmy się więc na to przy “Axiom”. To wspaniałe, że znaleźliśmy kogoś, kto stworzył koncept dla tych 6 piosenek, które nie mają ze sobą wspólnego znaczenia, wspólnych punktów w warstwie tekstowej. Film powstał na bazie muzyki. Dziwny sposób pracy, od drugiej strony, ale bardzo satysfakcjonujący.

Pollard: “Axiom” nie jest typowym filmem, z dialogami, nie ma dramaturgii, ale nie jest też klipem do poszczególnych utworów. Jest czymś pomiędzy filmem pełnometrażowym i teledyskiem. I to mi się właśnie podoba.

Czasem czułam się jakbym oglądała teledysk.

Pollard: Właśnie! Dokładnie to mam na myśli. Nie należy go brać jako pełnometrażowy film, z dialogami, akcją, czasem trzeba się domyślić o co chodzi. To jak poruszanie się we śnie po muzyce.

Ok, ostatnie pytanie: dlaczego wszystkie kawałki są tak strasznie, strasznie smutne?

Danny: Jako tekściarz muszę powiedzieć, że nie umiem pisać wesołych piosenek. Nie żebym był nieszczęśliwym człowiekiem, ale jest mi po prostu łatwiej pisać o smutnych tematach, o tej smutniejszej stronie życia. Łatwiej jest mi skupić się na tym. Pasuje to z resztą do muzyki, jaką tworzymy, do całego klimatu. A że muzyka powstaje pierwsza, ciężko mi wyobrazić sobie, żebyśmy do niej wymyślali inne teksty. Ale nie powiedziałbym, że te piosenki mają negatywny wydźwięk. Nazwałbym to pozytywnym smutkiem (positive sadness).

Pollard: Dokładnie tak! Ludzie często pytają, dlaczego inni robią takie wesołe piosenki, ale moment, prawdziwe życie nie jest takie. Masz swoje wzloty i upadki, a smutek potrafi być naprawdę piękny. Nawet miłość może być właśnie taka. Możesz te wszystkie uczucia nazwać smutkiem, ale wyrażenie tego przez muzykę, uwydatnia całą gamę bardzo intensywnych uczuć.

A piszesz o tym, co sam czujesz, czy raczej podchodzisz do muzyki i tekstów na zasadzie: “Hmm… to by był dobry temat na piosenkę”?

Danny: Właściwie oba. Często piszę o tym, co zaobserwowałem, ale i o osobistych historiach. Siedzę czasem w pubie, obserwuję kogoś i tworzę sobie w głowie historię tego człowieka. Tak samo, jak słuchając wiadomości – czasem tam znajduję tematy.

Oby więcej takich tematów, a później tak pięknych piosenek! Dziękuję za rozmowę.

Wywiadywała: Maria Grudowska




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.