21.01.2014 18:00

Autor: Maria

Wywiad z Agnes Obel

Kategorie: Czytelnia, Wywiady

Wykonawcy:


Wywiad z Agnes Obel

Byłam po prostu ciekawa jak będzie to brzmiało, jeśli zrobię to sama.


Pojawiłam się w Palladium za wcześnie i dowiedziałam się, że Agnes poszła zwiedzać Warszawę, więc muszę poczekać. Przy okazji drugiego koncertu artystki w Polsce, a pierwszego dla szerszego grona odbiorców, o Polsce i Polakach, sławie i rodzinie rozmawiałam z Agnes w klubie Palladium, a w tle grały nam smyczki przygotowujących się do koncertu muzyków.

Maria Grudowska: Zdążyłaś zwiedzić Warszawę?

Agnes Obel: Wyszliśmy tylko na chwilę i poszliśmy zobaczyć Stare Miasto. Jest bardzo ładne, myślę, ze jest trochę podobne do Berlina, gdzie aktualnie mieszkam. Podobne są budynki, architektura, ulice są bardzo szerokie. W Kopenhadze ulice są małe, wąskie, nie tak jak tutaj. Warszawa jest… duża.

A Polacy?

Nie poznałam jeszcze zbyt wielu ludzi, jestem w Polsce dopiero po raz drugi, ale ci, których spotkałam do tej pory, są naprawdę bardzo mili. Wszystko jest dla mnie nowe a w dodatku przyjechałam dziś, a po koncercie wyjeżdżam, więc mam bardzo mało czasu, ale to naprawdę wspaniałe. Mam nadzieję, że jeszcze tu wrócę i poznam więcej osób.

Jakie to uczucie widzieć, słyszeć, że twoja muzyka zbiera tak pozytywne recenzje? Spodziewałaś się, że zaowocuje to tak dużą trasą?

Rzeczywiście, moje życie się zmieniło. Jeśli chodzi o recenzje – staram się trzymać od tego z daleka, ponieważ jestem bardzo wrażliwa na punkcie swojej twórczości. Staram się nie czytać zbyt dużo recenzji, ale słyszę zewsząd komplementy i to jest naprawdę bardzo miłe. W końcu jest to najważniejsza rzecz jaką robię w życiu. Jestem więc bardzo szczęśliwa. To też trochę śmieszne, bo wiesz, muzyka jest jak jej twórca: jeśli ludzie jej nie rozumieją, twórca też do końca nie wie kim jest i gdzie przynależy. Odbiera to bardzo personalnie, więc jeśli ktoś lubi moją muzykę, jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa.

Nie bałaś się więc oddać rzeczy tak intymnej jak twoja muzyka, obcym ludziom? Wiedziałaś przecież, że będzie oceniana.

Tak, oczywiście! Przy tej płycie już nie tak bardzo, bo jest to mój drugi album i wiedziałam, że muszę to zrobić, ale przy pierwszym, “Philharmonics” bardzo, bardzo się bałam i nie byłam pewna czy jest wystarczająco dobry. Bałam się też, że załamią mnie negatywne opinie. I nie spodziewałam się, że tych opinii będzie tak dużo.  Jak bym wiedziała, pewnie była bym przerażona. Wcześniej grałam w zespole, wtedy jest łatwiej. Jesteś w grupie, jesteście razem.

No właśnie, dlaczego zostawiłaś zespoły, w których grałaś i postawiłaś na karierę solową?

W sumie to po prostu się stało. Miałam kilka projektów w Kopenhadze, ale pod koniec 2006 roku przeprowadziłam się do Berlina i nie znałam tam nikogo, nie miałam znajomych, nie miałam kontaktów w świecie muzycznym, musiałam pracować sama. To było naturalne, że zaczęłam działać solo. Miałam już wtedy piosenki, ale nie wiedziałam jak mam je wydać, jak powinny się nazywać, ale czułam, że muszę je pokazać światu, więc w pewnym momencie wrzuciłam je na myspace, czyli to, co robiłam z piosenkami do tej pory. Zawsze chciałam, aby moje utwory były moimi utworami, ale nigdy nie zakładałam, że muszę być artystką solową.

Czy to również z powodu braku kontaktów, sama zaczęłaś pisać, aranżować, komponować, nagrywać, śpiewać…?

Hmm.. myślę, że bardziej byłam po prostu ciekawa jak będzie to brzmiało, jeśli zrobię to sama. Nie było potrzeby robić tego samemu, ale zawsze chciałam spróbować: jak będzie to brzmiało, jeśli ja się za to wezmę. Wiesz, żeby sprawdzić się, zrobić coś, o czym nie masz pojęcia, nauczyć się czegoś nowego. Wiadomo, że nie będzie to perfekcyjne, ale będzie w 100% twoje i w twoim stylu. A później bardzo mi się spodobało.

Jest taka część produkcji, którą najbardziej lubisz?

Myślę, że najbardziej podoba mi się składanie melodii, nagrywanie ich i miksowanie.

Urodziłaś się w rodzinie z muzycznymi tradycjami. W jakim stopniu zdecydowało to o tym, kim dzisiaj jesteś?

Nie wiem. Myślę, że muzyka w mojej rodzinie była ważna, ale nie najważniejsza. Bardzo ważna była dla mojego taty, który był profesjonalnym muzykiem przez siedem lat, a później zajął się czymś zupełnie innym. Myślę, że to był duży błąd, że ojciec był nieszczęśliwy, że musiał porzucić muzykę. Chyba jestem trochę do niego podobna: kocham grać, kocham robić muzykę i chciałabym to robić jak długo się da.

A co, jeśli nie muzyka?

Hmm… pewnie studiowałabym coś strasznie nudnego [śmiech]. Nie wiem.. naprawdę nie wiem.

Wyglądasz na osobę bardzo spokojną i bardzo delikatną. Podobnie jak twoja muzyka: jest bardzo delikatna.

Myślę, że – jak każdy człowiek – jestem osobą złożoną, i mam nadzieję, że moja muzyka też jest odbierana jako złożona, nie tylko jako spokojna, albo tylko delikatna. I zawsze w swojej muzyce przedstawiasz samą siebie. A jaka ja jestem? Nie wiem jaka jestem. …To chyba złe, że nie wiem jaka jestem, prawda? [śmiech]

Czy rynek muzyczny dziś nie jest miejscem gdzie trzeba wpisać się w pewne standardy, żeby zaistnieć? Nie było ci trudno pokazać, że jesteś bardziej wartościowa, niż aktualne gwiazdy z czołówek list przebojów?

No właśnie. Czasami czuję się jakbym nie przynależała do tego muzycznego świata, ale nie martwię się – czasem czuję się jakbym nie przynależała do niczego [śmiech]. Myślę, że zawsze trzeba tworzyć sobie okoliczności, w których czujesz się dobrze, nie próbować być fajnym na siłę. Tak właśnie robię z moją muzyką i na niej się skupiam. I czuję się dobrze.

Czujesz się już kimś ważnym z muzycznym świecie? Że osiągnęłaś już coś?

Nie wiem, nie umiem odpowiedzieć na to pytanie w tym momencie. To jak dżungla, dzieje się tak dużo, naprawdę ciężko powiedzieć.

Mam nadzieję, że wkrótce będziesz tego pewna. To wszystkie pytania. Dziękuję bardzo za twój czas.

Wywiadywała: Maria Grudowska




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.