27.10.2014 10:11

Autor: Gosia

Wszystkie kolory Soundedit

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | |


Wszystkie kolory Soundedit
Łódź/24-25.10.2014

Fotorelacja z 6. edycji festiwalu.

Organizatorzy Soundedit Festivalu mogą być z siebie dumni. Nigdy jeszcze w 6-letniej historii tego wydarzenia nie widziałam tak dużej frekwencji. Daje to nadzieję na to, że Soundedit jeszcze przez długie lata nie opuści Łodzi. Co cieszy niezmiernie, bo mówimy tu o wyjątkowym na skalę polską, a może i nawet międzynarodową festiwalu!

Soundedit rozpoczął się od warsztatów już w czwartek, ja jednak dotarłam do Wytwórni w piątek wieczorem, na muzyczną odsłonę. Zanim rozpoczęły się koncerty, udało mi się wejść na spotkanie z Karlem Bartosem – przesympatycznym, byłym członkiem legendarnego zespołu Kraftwerk. Muzyk mówił m.in o tym, co sądzi o wydawaniu płyt z utworami nagranymi przed laty, czym dla niego jest muzyka oraz… o tym jak dobrze Martin L. Gore mówi po niemiecku.

O 19:00 miał rozpocząć się pierwszy koncert festiwalu. Na dużej scenie Wytwórni pojawić się miał zespół Laibach. Jednak na nich przyszło nam czekać prawie 40 minut. Chciałoby się napisać, że spóźnienie szybko nam wynagrodzili grając rewelacyjny i różnorodny koncert, lecz długie oczekiwanie, które później dodatkowo przesunęło cały line-up imprezy o ponad godzinę pozostawia niesmak. Skupiając się na muzycznych i wizualnych aspektach był to koncert na 10 z plusem. Podczas obu części (albowiem show zostało przedzielone 10-minutowym “Intermezzo”) mogliśmy usłyszeć trochę nowego, trochę starego, kilka utworów ze ścieżki dźwiękowej do filmu “Iron Sky” oraz piosenki powstańcze, które zespół nagrał z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego przy współpracy z Narodowym Centrum Kultury. Było po polsku, niemiecku i angielsku. Do tego wszystko ozdobione ciekawymi wizualizacjami i oproszone niewielką ilością światła, co potęgowało doznania. Był to mój pierwszy koncert Laibach i trochę żałuję, że wcześniej nie miałam okazji spotkać się na żywo z tą grupą.

Jako drugi tego wieczoru na scenie pojawił się wspomniany już Karl Bartos w towarzystwie dwóch muzyków. Trio zaprezentowało najbardziej znane utwory Kraftwerk, przeplatając je co jakiś czas solowymi dokonaniami Karla. Części bazujące na twórczości Kraftwerk ocierały się gdzieś o realizację niespełnionego marzenia zobaczenia Robotów na żywo, jednak pozostawiały pewien niedosyt. Było przecież  ”Trans Europe Express”, “Tour De France”, “Computer Love” czy “Model”, ozdobione nawet odpowiednimi wizualizacjami, ale to jednak nie to samo. Sam Karl, mimo że niewiele się odzywał, był przeuroczy tupiąc nóżką i nieśmiało uśmiechając się do publiki.

Drugi dzień koncertowo otwierał Patrick Wolf. Wokalista jakiś czas temu nagrał album z akustycznymi wersjami swoich najlepszych utworów i od tego momentu właśnie takie aranżacje stosuje też na koncertach. W Łodzi nie mogło być inaczej. Patrick, wraz z harfistką i akordeonistą na scenie, zaprezentował przekrój swojej twórczości. Ja jednak nie do końca kupuję taką stylistykę. Wszystkie utwory, które pojawiły się w Wytwórni bardzo lubię, lecz tylko nieliczne z nich (np. “The Libertine”) w takim wydaniu brzmią świetnie, większość natomiast prezentuje się trochę chaotycznie i niezgrabnie. Patrick próbuje nadać im trochę innego wyrazu przez zupełnie nowe frazowanie tekstu, od czasu do czasu przyspieszając tudzież zwalniając. Najbardziej dało się to odczuć podczas “The City”, gdzie doszły jeszcze problemy ze strojeniem gitary, przez co jeden z moich ulubionych utworów Patricka stał się dla mnie trochę niestrawny. Niemniej jednak muzyk nadganiał osobowością opowiadając między utworami, a czasem nawet w trakcie, historie z życia lub też mówiąc to, co mu ślina na język przyniosła. Uroczo, jednak wolę Patricka Wolfa w wydaniu płytowym, a na koncertach z pełnym zespołem.

Tuż po Patricku na scenę wyszedł Lech Janerka z kolegami. I tu nie ma się zupełnie do czego przyczepić. Lech jest w świetnej formie, a jego solowe utwory, jak i te z twórczości Klaus Mitffoch, zabrzmiały porywająco i żywo. Nic dziwnego zatem, że muzyk chwilę po swoim koncercie otrzymał nagrodę Człowieka ze Złotym Uchem podczas gali prowadzonej przez Macieja Werka i Misię Furtak. Oprócz Lecha Janerki, nagrody otrzymali Karl Bartos, Howie B. oraz za całokształt twórczości John Cale – jeden z założycieli The Velvet Underground oraz muzyk i producent powiązany z tak liczną grupą artystów i zespołów, że nie da się ich wymienić na jednym wdechu. Patrick Wolf podczas swojego koncertu wspominał, że cieszy się, że może dzielić scenę z człowiekiem, który zainspirował go do wejścia w świat muzyki, czyli właśnie Johnem Calem. I to właśnie koncert tego drugiego był punktem kulminacyjnym całego festiwalu. Muzyk zaprezentował przekrój przez swoją 40-letnią karierę, zamykając tym samym dużą scenę wydarzenia.

Na zakończenie pojawił się jeszcze Wojciech Pilichowski z zespołem, a afterparty poprowadził nagrodzony tego wieczoru Howie B.

Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji z festiwalu.

Gosia Lewandowska




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.