10.10.2012 07:18

Autor: Tomek Milewski

Woods – “Bend Beyond”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Woods – “Bend Beyond”
Woodsist/Remote Control Records 2012

Folkowi The Beatles naszych czasów.

Zespół, który na jednym z muzycznych portali został otagowany przez użytkownika jako “biwak, namiot, latarka, trochę zapałek, drzewo, rzeka, lornetka, statek kosmiczny i naprawdę ogromnie duży niedźwiedź, który jednak jest naprawdę daleko”. Brzmi to z lekka absurdalnie, ale coś w tym jest.

Woods to jeden z tych nielicznych zespołów, które nie uznają dłuższych przerw w nagrywaniu jako czynnik mający na celu podniesienie wartości nagranego materiału. Działają od siedmiu lat i właśnie wydali siódmy album. W tym przypadku nie jest jednak najważniejsza systematyczność, a jakość muzyki. Najwidoczniej chłopaki z Brooklynu są tak płodni, że nie potrzebują czterech lat na zebranie odpowiedniego materiału, tak jak niektórzy bardziej znani i doceniani koledzy po fachu.

Najnowszy krążek “Bend Beyond” jest swoistym przykładem na to, że rozwój muzyczny wcale nie musi oznaczać rewolucyjnych zmian. Zespół wciąż pozostaje w klimatach indie folku, ale coraz częściej daje się ponieść zgrabnym i wyrazistym melodiom. Jestem skłonny nawet zaryzykować stwierdzenie, że “Bend Beyond” posiada w sobie ten sam pierwiastek fantazji, który można dostrzec np. w “Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” The Beatles.

Już w tytułowym utworze otwierającym doświadczymy pewnych niuansów. Cały utwór mocno osadzony jest w psychodelii, w której bardzo wyraźnie słychać echa bluesa czy hard rocka. Jednak gdy tylko do głosu dochodzi frontman grupy, Jeremy Earl, muzyka od razu nabiera sielankowego wydźwięku. Wszystko to za sprawą barwy głosu, którą spokojnie można by porównać z delikatnymi wokalami duetu Simon and Garfunkel. Następnie mamy kilka utworów, które znacznie lepiej będą trzymały się kanonów folkowych. Swoją drogą, Earl posiada niesamowity dar pisania tekstów bardzo prostych, ale trafiających w punkt. Gdy w “Is It Honest?” dochodzi do słów In dreams we move closer to sunsets / It’s so fucking hard to see, ma się wrażenie, że ładniej tego opisać nie można było, a wulgaryzm jest swoistą wisienką na torcie. Dalej natrafiamy na krótki przerywnik “Cascade”, który przypomni nam odurzony klimat pierwszego utworu w stylu wolnym. “Size Meets the Sounds” brzmi jak skrzyżowanie Mamas and Papas z Frankiem Zappą, który pokazuje tym pierwszym jak to fajnie można się bawić instrumentami. Ostatnie dwa numery na płycie “Impossible Sky” i “Something Surreal” to swoista kwintesencja “Bend Beyond”. Niemal intymne. Przenikające. Proste, a zarazem nie prostackie.

Woods zostali dostrzeżeni już w 2009 roku za sprawą “Songs of Shame”, ale “Bend Beyond” spokojnie mógłby być tym przełomowym albumem w dyskografii zespołu, po którym ich kariera nabrałaby właściwego tempa. Aczkolwiek patrząc na coroczne świetne wydawnictwa, o wolnym tempie chyba mowy być nie może.

Tomek Milewski


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (Jeszcze nie oceniano)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.