04.04.2013 16:00

Autor: Maria

Woodkid – “The Golden Age”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Woodkid – “The Golden Age”
Sony Music/2013

Powitanie małego wojownika.

O tym panu było głośno od pierwszej piosenki, czyli ciężkiego, patetycznego zarówno w wydźwięku, jak i w teledysku “Iron“. I na tym kariera do-tej-pory-reżysera mogłaby się zakończyć. Ale Yoann Lemoine potrafił stworzyć całą płytę, 14 utworów w stylu iście gotycko-średniowiecznego katolicyzmu. I jest to płyta niczym wiara w średniowieczu – nieuznająca kompromisów i zwalająca z nóg. Jest niczym patetyczna historia w 14 rozdziałach o miłości, śmierci, historii, walce i przetrwaniu.

Historia zaczyna się prologiem mówiącym o końcu pewnego etapu (Walking through fields of gold / In the distance, bombs can fall). Smutne, ale prawdziwe. Napięcia dopełnia (a może przede wszystkim je tworzy) muzyka – niby wesoła, ale zawierająca w sobie dozę smutku i nieuchronnego końca historii Złotej Ery. W tym kontekście “Run Boy, Run” jest jakby kolejnym etapem opowieści o życiu przyszłego wojownika. Tym bardziej, że kolejna piosenka to lekka westernowa melodia, kojarząca się z przygodami kowbojów w dzikiej Ameryce. Takimi, jakie lubiliśmy oglądać w dzieciństwie i które wtedy wywoływały u nas okrzyk I’m going to adventure!.

Szczególnym sentymentem na tej płycie darzę trzeci singiel z płyty. “I Love You” to apogeum umiejętności Yoanna. Zarówno teledysk, jak i piosenka to dla mnie osobiście majstersztyk, jak z pomocą prostych środków (no dobrze, nie mówię tu o końcowych scenach z teledysku, bo to jednak tanie i łatwe być nie mogło) i prostego tekstu piosenki można zrobić utwór, przez który płaczesz razem z Matveyem Lykovem. Początkowa inwokacja (to historia człowieka, który umarł dwa razy) to bardzo dobre podsumowanie całego utworu.

To, co urzeka najbardziej w kompozycjach młodego Francuza, to z pewnością nie jeden wybrany składnik. To mieszanka orkiestrowych wykonań (trąbki, fortepian, smyki, bębny) proste, ale przez to właśnie piękne teksty, chropowaty niski głos samego Woodkida i – a może przede wszystkim – ogromny ładunek emocjonalny, jakie te piosenki ze sobą niosą. Smutek (“Golden Age”), żal, tęsknota (“Conquest of Spaces”, “Stabat Mater”), strach (“Ghost Light”) czy rezygnacja (“Iron”).

Woodkid bez podnoszenia ręki, przy swoim wzroście i aparycji Hobbita, powala na kolana. I nie pozwala z nich wstać słuchaczowi do ostatnich dźwięków kończącej płytę piosenki, a może nawet długo później. Człowiek przytłoczony dawką instrumentów (aż ciężko uwierzyć, że tak naprawdę to tylko MPC i parę bębnów) i emocji zbiera się z kolan jak po największym, najcięższym katharsis. Katharsis trwającym krócej niż msza na Wielkanoc i spowiedź powszechna. A rezultat jest nieporównywalnie lepszy.

Maria Grudowska

Uwolnij Muzykę! jest patronem medialnym wydawnictwa.


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (22 głosów, średnio: 8,41 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.