18.10.2014 08:00

Autor: Jarosław Kowal

Wife – “What’s Between”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Wife – “What’s Between”
Tri Angle/2014

Gdzie diabeł nie może, tam… żonę pośle.

Niektóre metalowe zespoły z przyjemnością nagrywają na okrągło tę samą płytę przez całą swoją karierę, inne nudzą się już po kilku latach, a ich muzycy zaczynają szukać wyzwań w kompletnie odmiennych rewirach muzycznych. Do drugiej kategorii zalicza się James Kelly, wokalista i gitarzysta black metalowego Altar of Plagues, a także twórca jednoosobowego projektu Wife.

2014 rok zapamiętam przede wszystkim jako odrodzenie muzyki pop. Swego czasu wiele osób ochoczo nadużywało przedrostka “post” jako symbolu odrestaurowania konwencji muzyki rockowej czy metalowej. Myślę, że w tym roku można mówić o post-popie (choć nie jestem zwolennikiem gatunkowego słowotwórstwa), a jego najbardziej interesujące postacie to trzej panowie, którzy tworzą proste dźwięki, piszą proste teksty i śpiewają znakomitymi, lecz niespecjalnie oryginalnym głosami. Mam na myśli Cheta Fakera, SOHN i właśnie Wife, czyli tegorocznych debiutantów w zakresie albumów długogrających. Ostatni w tym zestawieniu spotkał się z najmniejszym zainteresowaniem mediów, choć w moim odczuciu zarejestrował najciekawszy materiał.

Być może to kwestia podwójnej wrażliwości – agresywnej i romantycznej – ale gdy muzycy wywodzący się ze sceny metalowej zamieniają gitary na laptopy, bardzo często efekt jest zaskakujący i nietuzinkowy. Najlepsze przykłady to Daniel O’Sullivan (m.in. Ulver, Grumbling Fur i Miracle) oraz Justin K. Broadrick (zaczynał w Napalm Death, obecnie wydaje przede wszystkim pod szyldem Jesu), ale James Kelly nie poszedł w ślady bardziej doświadczonych kolegów, stworzył własne, unikalne brzmienie, którego cechami szczególnymi są znakomity wokal oraz ambiwalentny nastrój.

Przyznam, że nie miałem pojęcia z kim mam do czynienia, gdy po raz pierwszy włączyłem “What’s between”. Wyczytałem jedynie, że to debiut i może tyle wystarczy, bo nie jeden już poległ na drastycznej zmianie brzmienia tylko dlatego, że grono fanów wcześniejszej twórczości wykazało się zachowawczą ignorancją (przykładem może być Iggy Pop, który po odejście z The Stooges nagrał elektroniczny album i został wyklęty przez swoich słuchaczy). “Like chrome” – wolny utwór z masywnym bitem i melodyjnym głosem z pogranicza śpiewu oraz melorecytacji, który otwiera album Wife – zasugerował, że czeka mnie kolejna podróż przez zawsze przyjemną, chociaż coraz rzadziej oryginalną stylistykę spod znaku The Weeknd czy wspomnianego Cheta Fakera. Nie miałem nic przeciwko, nawet jeżeli miałaby to być kopia kopii, ale w połowie kolejnego utworu (“Tongue”) zmasowany atak syntezatorów i basów zmusił mnie do błyskawicznej rewizji pierwotnego osądu. Można by długo wymieniać projekty, do których solowa twórczość Kelly’ego jest podobna. Forest Swords, The Haxan Cloak (który wyprodukował jeden z utworów na “What’s between”), Blood Orange, James Blake, nawet FKA twigs – wszystkim tym porównaniom trzeba by przytaknąć, a jednak po niespełna czterdziestu minutach z “What’s between” odniosłem wrażenie, że czegoś takiego jeszcze nie słyszałem i nawet po dziesiątkach odsłuchań wciąż uważam, że Wife jest nie tylko jednym z najlepszych albumów 2014 roku, ale jeden z lepszych, jakie w ogóle słyszałem.

“Heart is a far light” aż rwie się na radiowe listy przebojów, ale zaraz po nim nastaje “Salvage”, a pierwszoplanowe dudnienie bębnów i słowa wypowiadane niczym modlitwa gdzieś daleko w tle nie pozostawiają złudzeń, że Kelly nie będzie ganiał za hiciorami. “Dans Ce” jest amalgamatem tych dwóch światów – pojawia się tutaj zarówno szept, jak i wpadająca w ucho melodia, ambientowa oszczędność, ale także rytm, który potrafi powrócić jako reminiscencja kilka godzin po wyłączeniu odtwarzacza. Niech wam stopa nie zacznie jednak zbyt szybko przytupywać, “A nature (shards)” to ścieżka dźwiękowa do ciężkiej depresji, ale być może na tym etapie odkryjecie już żonglerskie zdolności Kelly’ego. Atmosfera “What’s between” zmienia się nie tylko z piosenki na piosenkę, ale wręcz z minuty na minutę.

Przy całej mojej sympatii do Altar of Plagues, gitarowe wyczyny Jamesa Kelly’ego nie dorastają do pięt jego syntetycznemu obliczu. Mam nadzieję, że muzyk pozostanie wierny nowej żonie i nieprędko zastąpi Wife romansem z black metalowym łojeniem.

Jarosław Kowal


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (9 głosów, średnio: 7,44 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.