24.02.2013 14:18

Autor: Katarzyna Borowiec

Wieczór intensywnych emocji – Soap&Skin w Krakowie

Kategorie: Czytelnia, Relacje z koncertów

Wykonawcy:


Wieczór intensywnych emocji – Soap&Skin w Krakowie
Kraków/22.02.2013

Relacja z koncertu Anji Plaschg w krakowskim klubie Studio.

Wokalistka weszła na scenę przy oślepiających błyskach reflektorów i agresywnych dźwiękach “Deathmental”. Ubrana w czarną szatę, z pięknie upiętymi rudymi włosami, blada Austriaczka od początku robiła niesamowite wrażenie. Jej koncert był piękny, ale w sposób bardzo mroczny. Już do drugiego utworu zasiadła przy fortepianie, na którym stał laptop, używany przez nią chyba tylko do wciskania “play” poszczególnym podkładom elektronicznym. Towarzyszył jej jednoosobowy chórek damski oraz męski kwartet smyczkowy i pan grający na kornecie.

Cały występ był pięknie oświetlony – niebieskie lub czerwone światło było świetnie dopasowane do nastroju poszczególnych utworów, białe lub żółte światło punktowe sprawiało, że wokalistka wyglądała momentami wręcz na istotę nie z tej ziemi. Wrażenie to oczywiście miało swe źródło przede wszystkim w jej niezwykłym głosie – podczas krakowskiego koncertu Soap&Skin śpiewała cicho, delikatnie, mocno, agresywnie, używała tonów wysokich i niskich, krzyczała. Zaprezentowała cały wachlarz niesamowitych emocji.

Nastrojem Plaschg idealnie zgrała się z polską pogodą – nie jestem pewna, czy na przykład w pełni lata jej bury me under the ice brzmiałoby tak przekonująco. Oprócz swoich utworów – “Lost”, “Sun”, “Marche Funebre”, “Fall Foliage”, “Big Hand Nails Down” czy “Thanatos” – Anja zagrała kilka coverów, a raczej interpretacji. Cudze piosenki w jej wykonaniu nabierają bowiem zupełnie nowego wymiaru. Przypomina pod tym względem Diamandę Galas – trzydzieści lat starszą, lecz równie gniewną kobietę grającą na fortepianie. Tak samo jak Diamanda, Plaschg wkłada w swoje kompozycje mnóstwo burzliwych emocji. Prawdopodobnie w młodości występy Greczynki były równie buzujące gniewem (nie, żeby obecnie jej koncerty były szczególnie spokojne… jednak za ekspresję odpowiedzialny jest głos). Najbardziej poruszające były momenty, kiedy wokalistka wstawała zza swego instrumentu i podchodziła do mikrofonu. W jej ruchach wyczuwało się poruszające emocje. Całość wyglądała oczywiście spektakularnie, ale był to spektakl niezwykle szczery (przynajmniej w moim odczuciu). Chwilami wrażenie świadkowania czemuś tak intensywnemu, a jednocześnie w pewien sposób intymnemu było wręcz przytłaczające. Pozostaje mieć nadzieję, że koncertowanie pełni dla Plaschg rolę terapeutyczną, ale i tak trudno mi sobie wyobrazić, jak może być zdolna do powtórzenia tych rytuałów dzień po dniu. Artystka daje z siebie na scenie niezwykle wiele, dlatego osoby szczególnie empatyczne mogą odczuć pewien dyskomfort.

Koncert Soap&Skin może mieć nawet wymiar katartyczny, choć pewnie znajdą się i tacy, którzy wyjdą z niego nieporuszeni. Od strony muzycznej występ był bez zarzutu – kompozycje z dwóch płyt Austriaczki na żywo mają brzmienie pełniejsze i, ze względu na generowane emocje, robią większe wrażenie. Czy to, kiedy przygrywała sobie tylko na fortepianie, czy kiedy towarzyszyły jej wszystkie obecne na scenie instrumenty, brzmiała świetnie. Szczególnie urokliwe były partie wiolonczeli, które podkreślały warstwę klawiszową. Pojawił się nawet utwór instrumentalny (wariacja na temat soundtracku do “Requiem dla snu” Clinta Mansella”), ale to Anja kradła całą uwagę widzów. Zupełnie dominowała na scenie, władczymi, choć dyskretnymi gestami kierując pracą swych towarzyszy. A publiczności dziękowała głosem niemal nieśmiałym. Chociaż na pewno śmiałości jej nie brakuje – na początku koncertu wokalistka upomniała hałasujących fotografów, żeby przestali jej przeszkadzać.

Na koniec Plaschg porwała się na absolutny klasyk – “The End” z repertuaru The Doors. W jej wykonaniu utwór ten brzmiał niesamowicie świeżo, nabierając zupełnie nowych znaczeń. Tam gdzie Morrison zapraszał, ona rzucała wyzwanie, a kiedy stwierdzała, że to już koniec, nie było w tym ani cienia jego łagodnej nostalgii.

Z pewnością  koncert Soap&Skin to jeden z najbardziej poruszających występów, jakie można obecnie zobaczyć.

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.