26.09.2013 07:00

Autor: Maria

White Lies – “Big TV”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


White Lies – “Big TV”
Universal Music/2013

Egzystencjalizm przed telewizorem.

Mój prywatny bzik to oglądać na żywo to, co choć trochę sprawdziło się na płycie, a to co na płycie było genialne – usłyszeć na koncercie po prostu trzeba. Nie jestem w stanie do końca stwierdzić, do której z tych kategorii zalicza się “Big TV”, bo z jednej strony jakoś nie czuję się wniesiona na wyższy stopień świadomości dzięki piosenkom chłopaków, a z drugiej – zapętlam płytę w nieskończoność.

Tak czy inaczej, po przesłuchaniu płyty i koncercie w Berlinie (tak, mi się podobało, reszcie redakcji niekoniecznie, ale teraz ja mam głos), utwierdzam się w przekonaniu, że kolejny album White Lies, to naprawdę dobry album. Przede wszystkim trzymam się go ze względu na tembr głosu Harry’ego McVeighta. Wreszcie, obok Toma Smitha z Editors, jest w muzyce ktoś, kto nie pieje na tej samej wysokości co reszta muzycznego światka, boysbandów i gwiazd talent show zapominana po przeminięciu reklam w czasie oglądania MTV. I choć monumentalna zaduma Harry’ego zacznie się po pewnym czasie przejadać, mam wrażenie, że chłopak osiąga wyższy stopień smutku i natchnienia w czasie śpiewania.

W porównaniu z poprzednimi płytami, wchodzimy w tematykę problemów egzystencjalnych i bardziej socjalnych. Brzmi głupio? Ok, ale nie każdy zespół śpiewa dziś o poszukiwaniu lepszego miejsca na ziemi With a bed and a big TV, wspinaniu się po szczeblach kariery (“Goldmine”) czy o pamiętaniu, kim jestem i skąd pochodzę (“Mother Tongue”). Utwory są smutniejsze, mroczniejsze, a Harry nadal głęboko wierzy w każdy wyśpiewany wers. No, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Poza tym, to już trzecie ich wydawnictwo, a zespół nadal zachował swoją wesoło-smutną, podniosłą elegancję, w którą jeszcze wierzę, w przeciwieństwie do wiary w stylistykę  Hurts czy The Killers.

Najjaśniejsze perełki na płycie to moim zdaniem “Mother Tongue” i “Goldmine”, w szczególności ta pierwsza w wersji akustycznej, a “Change” i “Heaven Wait” wygrywają w kategorii “piękna ballada, która na płycie pojawić się musi”. Z drugiej strony singlowe “There Goes Our Love Again” zostało zniszczone bardzo nietrafionym teledyskiem. Kiedy i gdzie bym tej piosenki teraz nie usłyszała, mam już przed oczami panią w masce machającą tyłkiem niczym z dansingu lat prohibicji. Jak ma się tu utwór do obrazu – nie wiem. Już lepiej oddaliby pomysł i wykonanie kolegom z Capital Cities, bo ci mają teledysk podobny, a jeszcze gorszy.

Maria Grudowska

Uwolnij Muzykę! jest patronem medialnym płyty.


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (11 głosów, średnio: 7,64 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.