10.05.2012 07:17

Autor: Monika Pomijan

We Call It A Sound – “Homes and Houses”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


We Call It A Sound – “Homes and Houses”
Ampersand/2012

Geometryczne płaszczyzny z lodu.

O wolsztyńskim trio We Call It A Sound trudno nie słyszeć, biorąc pod uwagę ich sprawnie działający PR i świeże pomysły na promocję (nowoczesny teaser). Zasłynęli ciepło przyjętym, melancholijnym “Animated”, którego melodyka łatwo zapadała w pamięć, a klimat urzekał. Na temat nowego krążka szepty rozpoczęły się już w zeszłym roku, ponoć nawet zespół skończył go w październiku. Po różnych perypetiach dostajemy go w ręce dopiero w maju 2012 i choć swym wycyzelowanym chłodem niezbyt pasuje do wiosny, po bliższym zapoznaniu okazuje się zbawiennym ratunkiem na gorączkę za oknem.

Trzeba jednak przyznać, że utracona została ta odrobinę niepokojąca atmosfera podskórnych doznań, która zadecydowała o sukcesie debiutu. Jej miejsce zastąpiły ascetyczne kompozycje o precyzyjnie zakreślonych ramach, niepozwalające słuchaczowi na dopowiedzenia, ale budzące podziw kunsztem. Tutaj właśnie uwidacznia się klasyczne wykształcenie chłopaków z WCIAS, bo trudno odmówić im ręki do budowania solidnych szkieletów kawałków, które okrywają świeżą porcją elektroniki. Gdy się człowiek uważnie wsłucha w poszczególne utwory, otworzą one przed nim cały zbiór brzmieniowych płaszczyzn do zgłębiania, które łączą się ze sobą niekiedy zupełnie mimochodem, to za sprawą klawiszy, to przez perkusjonalia. Te ostatnie zresztą, poza odpowiedzialnością za rytm, tworzą też swoisty klimat krążka. Choć od razu w oczy rzuca się ważność samej konstrukcji numerów, to trio postawiło sobie za cel stworzenie całkowicie organicznej, odsączonej z uczuć opowieści, która jednak nosi w sobie ślady pewnych uczuć. Niemniej dalej są to plamy brzmieniowe, elektronika nosząca naleciałości ambientowe, miejscami skręcająca w stronę techno, ale zaraz dalej zagłębiająca się w dość twarde w odbiorze patenty. Nie znaczy to, że nie są one ciekawe. Ciężko się jednak przebić przez ten swoisty “konstrukcjonizm” tria i dopiero po kilku odtworzeniach album nabiera rytmu, z którego krystalizuje się pewna historia. Co ciekawe, nadal jest ona oparta wyłącznie na brzmieniu, bo teksty po bliższym zapoznaniu okazują się być o niczym, a stanowią raczej kolejne narzędzie kompozycyjne. Przy całej trudności ze zjednoczeniem się z tą muzyką i odczuciem jej emocji, nie sposób odmówić nowemu krążkowi WCIAS nowatorstwa. Przynajmniej jeśli chodzi o polską elektronikę, bo wprawdzie zbliżają się swoim pomysłem do tego, co nagrali już How How, ich kompozycje są nadal zamkniętą całością, nie przestrzenią. Tworzą w głowie odbiorcy bardzo konkretne obrazy, podczas gdy “Flickers” otwiera całe spectrum możliwości plastycznego odczuwania muzyki.

A jeśli już mowa o tym, co się widzi oczami wyobraźni podczas słuchania “Houses and Homes”, to wystarczy włączyć “Triangles”. Geometryczne skojarzenia przychodzą same z siebie, plasując się gdzieś pomiędzy strukturalistycznym postrzeganiem brzmienia a tworzeniem sztuki dla sztuki. Nawet jeśli nie było to intencją zespołu, mnie osobiście przychodzą na myśl dzieła dadaistów i kubistów, bezpardonowo szydzące ze sztampowych ram społeczeństwa i artyzmu, jednocześnie kładąc nacisk na ważność percepcji. To myślenie odbija się na “Homes and Houses” i choć album stanowi bardziej wizualne migawki (jak świetnie obrazuje teledysk do “Sun Antonio”) aniżeli minimalistyczne malarstwo opakowane w melodię, WCIAS dalej są swoistymi kreatorami. A tworzą płaszczyzny wykute z lodu, mimo że nieobce są im odwołania do klubowej elektroniki. Wydaje się, że to jest najmocniejsza strona albumu – kawałki typu singlowy “Nightback”, “Beowulfs”, tytułowe “Homes and Houses” czy najlepsze na płycie “Summersault Injuries”.  W nich właśnie tkwi największy potencjał krążka, zatracany na rzecz czasem zbyt silnie uwydatnianegp strukturalizmu, co widać choćby we wspomnianym już “Triangles”. Większą uwagę zwracają te bardziej – nie zawaham się użyć tego określenia – przebojowe numery, idealne do kameralnej, klubowej imprezy bądź koncertu. Oczywiście daleko im do typowej, tanecznej elektroniki, ale muzyka WCIAS nigdy nie była i nie będzie typowa.

Maj to średnia pora na premierę albumu o tak rozbudowanych brzmieniowo kompozycjach i jednocześnie trzymających się sztywnych, klasycznych ram. Elektroniczna baza i użycie głosu jako kolejnego instrumentu, choć to pomysł trochę ściągnięty, dalej robi piorunujące wrażenie. “Homes and Houses” wyrasta z melancholii “Animated”, ale porzuca jej tendencję do snucia historyjek. Zwraca się ku temu, co postuluje sztuka współczesna – żeby zrozumieć sztukę, nie trzeba mieć wcale kontekstu, należy pamiętać, że każdy obraz ma swoją konstrukcję. Konstrukcją We Call It A Sound jest wielopłaszczyznowość. I zdecydowanie warto poświęcić jej odkrywaniu dłuższą chwilę.

Uwolnij Muzykę! jest patronem medialnym wydawnictwa.


Monika Pomijan


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (3 głosów, średnio: 8,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.