28.08.2013 12:00

Autor: Szymon

Way Out West 2013 – relacja, cz.3

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | | | |


Way Out West 2013 – relacja, cz.3

Nieśmiałe początki i wyznaczanie szlaku. Dzień pierwszy festiwalu.

Muszę przyznać, że po raz pierwszy dość nieśmiało wkroczyłem na teren festiwalu i oswojenie się z Way Out West kosztowało mnie trochę wysiłku. Z każdą minutą spędzoną w parku Slottsskogen nabierałem pewności i w końcu udałem się w kierunku najbliższej wejścia sceny – Azalei. Występowali na niej tak hołubieni w Polsce Crystal Fighters. Byłem ciekaw, na czym polega fenomen zespołu, który był w stanie odebrać Miguelowi mainstage’ową publiczność na Open’erze. Wydaje mi się, że już wiem o co chodzi. Crystal Fighters to po prostu świetny koncertowy skład, który po latach grania na wielu festiwalach doszlifował muzyczny warsztat i za chwilę nie będziemy już pamiętać o live-bandowej wersji Groove Armady!

Junip ON, ale na OFFie

Skoro znalazłem się w Szwecji, to postanowiłem podążać przede wszystkim szlakiem tamtejszych wykonawców. Zdarzało się wiele odstępstw od tej reguły, ale to właśnie Skandynawowie wyznaczali kierunek moich festiwalowych poczynań. Po rozwiązaniu nurtującej mnie zagadki popularności Crystal Fighters udałem się w kierunku Linné (odpowiednik Open’erowego Tent Stage), by sprawdzić jak radzi sobie grający “u siebie” Junip. Przyznaję, że występ José Gonzáleza z zespołem niczym specjalnie mnie nie zaskoczył i nawet ucieszyłem się, że udało mi się ich posłuchać dwa lata temu na OFF Festivalu, podczas którego muzycy byli w swojej życiowej formie.

Alabama Shakes shaked my world!

Kolejnego koncertu postanowiłem posłuchać już od początku do końca. Przekonałem się też, że na Way Out West bez trudu można dostać się w pobliże sceny i z bliska obserwować występujących artystów. Mój wybór padł na Alabama Shakes, gdyż liczyłem na to, że zapewnią mi namiastkę grania w stylu The Black Keys (nie miałem jak dotąd okazji, by posłuchać ich na żywo). Nie pomyliłem się. Alabama Shakes wstrząsnęli moim światem. Brittany Howard kilkakrotnie pokazała swoje niezwykłe wokalne umiejętności i wielkie muzyczne serce. Pozostali muzycy wyglądali przy niej dość niepozornie, równie dobrze można było brodatemu gitarzyście w ogrodniczkach dać do ręki widły zamiast instrumentu i mielibyśmy typowego farmera z południa Stanów Zjednoczonych. Mimo że grali jakby od niechcenia, to zaskoczyli mnie całkiem świeżym blues rockowym brzmieniem z “zeszłorocznych zbiorów”. Alabama Shakes dowiedli też, że podczas koncertów ich muzyka nabiera zupełnie nowego wymiaru i nawet przez krótką chwilę miałem wrażenie, że jestem na Woodstocku i słucham Janis Joplin. Ich utwory nie są tak dopracowywane podczas nagrywania w studio, jak np. kompozycje The Black Keys i chyba właśnie w pewnej surowości muzyki doszukiwałbym się największego uroku zespołu z Alabamy. Podczas koncertu wybrzmiały chyba wszystkie kompozycje z ich jedynej dotąd płyty, a najbardziej zapadły mi w pamięć ballady, w których wyraziste emocje były jednak nieco tonowane (“Be Mine”, “Boys & Girls”). Jeśli kiedykolwiek usłyszycie, że ktoś śpiewa “Hold On”, to nie zawahajcie się wtedy ani przez chwilę i pójdźcie w kierunku sceny!

Wzloty i upadki Tame Impala

Po tym jak Alabama Shakes poruszyli moim koncertowym światem miałem nadzieję, że psychodeliczni Tame Impala zwyczajnie go zmiotą. Stało się jednak inaczej. Chwilami wyczuwalne były wstrząsy soniczne, lecz cały występ Australijczyków rozrysowałbym jako sinusoidę. Rozpoczęli nieśmiało, nagłośnienie było dopiero dostrajane (to był jedyny taki przypadek odnotowany przeze mnie w trakcie trwania całego festiwalu!) i sporą chwilę zajęło im przekonanie do siebie wymagającej szwedzkiej publiczności. W trakcie koncertu udało im się wciągnąć słuchaczy na dźwiękową falę wytworzoną podczas grania “Feels Like We Only Go Backwards” i “Apocalypse Dreams” oraz potężnego “Elephanta”. Pod koniec występu przesterowane gitary i modulowane syntezatory nie były już w stanie utrzymać wysokiego stanu skupienia festiwalowiczów.

Crazy Horse poniósł Neila Younga

Myślę, że spore znaczenie mogło tu mieć odwołanie koncertu jednego z trzech głównych headlinerów festiwalu – Neila Younga. Tuż przed tym, jak na scenie pojawili się Tame Impala do zgromadzonych ludzi przemówił po szwedzku jeden z organizatorów przypominający swą  aparycją i ubiorem (ten kapelusz!) połączenie grabarza z Williamem Blake’iem (głównym bohaterem filmu “Truposz” Jima Jarmusha, w którego rolę wcielił się Johnny Depp). Facet dość mocno się składał, a ja z jego grobowej twarzy nie mogłem odczytać, o co chodzi. Na szczęście życzliwi ludzie byli tuż koło mnie i wszystko mi wytłumaczyli.

Porywające hity i pomarańczowa konfekcja

Nie doczekawszy się występu Neila Younga zdecydowałem się poszukać pierwszego z klubów Stay Out West. Mój wybór padł na Park Lane i kameralny występ Autre Ne Veut. Sam lokal wyglądał nieco jak dyskoteka z parkietem tanecznym umieszczonym nieco poniżej poziomu stolików, którego wieńczącym punktem była oczywiście scena. Do Park Lane mimo drobnych komplikacji dotarłem chwilę przed czasem i udało mi się posłuchać kilku “moich” tanecznych kawałków miksowanych przez rezydujące w klubie didżejki. Autre Ne Veut zaczął z wysokiego C – “Play by Play” od razu przykuło uwagę publiki, która zaczęła podśpiewywać piosenkę wraz z Amerykaninem. Później wybrzmiało sporo konfekcji i chwilami moją uwagę rozpraszały pomarańczowe buty do biegania, w których występował wokalista. Dopiero porwała mnie koncertowa i taneczna wersja “I Wanna Dance With Somebody”, w której chwytliwe refreny podśpiewywała dotąd pozostająca w tle członkini zespołu. Wreszcie na zakończenie usłyszałem utwór “Counting”, do którego ustawienia konsolety w reżyserce dźwięku przygotowywał specjalny akustyk. Szwedzi mają fioła na punkcie perfekcyjnego nagłośnienia!

Szwedzki porządek

Zwieńczeniem festiwalowego dnia i wieczoru miał być występ surf-rockowców z Allah-Las. Niestety, odbiłem się od drzwi raczej modnego klubu Pustervik i zmęczenie zaczynało już dawać znać o sobie. Po drodze do hotelu, całkiem przypadkiem, usłyszałem dźwięki dobiegające z pierwszego piętra mijanego budynku. Postanowiłem sprawdzić, co jest grane. Okazało się, że jestem obok Stay Out West-owego klubu Scandic Rubinen. Wszedłem do środka i ku mojemu zaskoczeniu na niewielkiej scenie zobaczyłem dziewięciu szalejących MCs i akompaniującego didżeja ze szwedzkiego kolektywu hip hopowego The Order! Nie była to może idealna kołysanka na dobranoc, ale dobry prognostyk przed kolejnym festiwalowym dniem, który sprawił, że znów byłem na szlaku szwedzkich muzyków!

Szymon Matlak
fot. Mateusz Kozina




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.