27.08.2013 18:35

Autor: Szymon

Way Out West 2013 – relacja, cz.2

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | |


Way Out West 2013 – relacja, cz.2

Z Way Out West na Stay Out West – lokalizacja i organizacja festiwalu.

Festiwalowa osada została zbudowana w parku Slottsskogen. W jej sercu znajdowała się główna festiwalowa scena – Flamingo. Naprzeciw niej postawiono nieco mniejszą Azaleę, a koncerty odbywały się naprzemiennie. Na Flamingo kończyli grać Public Enemy, a po drugiej stronie na Azalei “stroili się” muzycy towarzyszący Cat Power, a Chan Marshall pokrzykiwała kilkakrotnie “Public Enemy number 1!”. Dopełnieniem dwóch głównych scen była Linné (odpowiednik mojego ulubionego open’erowego Tent Stage), ale to pod Azaleą spędziłem najwięcej godzin podczas Way Out West. Na terenie festiwalowej części parku Slottsskogen można było też znaleźć namiot The Bedouin Theatre, w którym odbywały się projekcje filmów oraz DTS#WOW, gdzie w samo południe pojawił się sam legendarny Giorgio Moroder.

Bardzo spodobało mi się rozmieszczenie stref gastronomicznych, które zostały usytuowane w miejscach umożliwiających i tam słuchanie koncertów. Jeden z ogródków piwnych został umieszczony w sąsiedztwie scen Azalea i Flamingo, a drugi tuż za namiotem Linné Stage. W festiwalowym menu niemożliwe było wyszukanie jakiejkolwiek mięsnej potrawy, więc jeśli ktoś naprawdę zgłodniał, to musiał się nieco cofnąć przed główną bramę, gdzie piknikowano. Można było wybrać się też do golarza, angielskiego pubu z dartami lub wypić lampkę szampana. Osoby sprzątające uwijały się jak kelnerzy w czterogwiazdkowym hotelu, zbierając ze stolików puste plastikowe butelki (sporo osób rzucało je na ziemię – wolontariusze nie mogą się przecież obijać i opierać na specjalnych kijkach ze szczypcami do ich podnoszenia).

Szwedzi mają także fioła na punkcie organizacji, dlatego też nie zabrakło specjalnych stref dla osób niepełnosprawnych. Na terenie festiwalu rozmieszczono sporo ścieżek z plastikowych mat, świetnie wykorzystano już istniejące parkowe alejki i mimo popadującego od czasu do czasu deszczu nie dostrzegłem tam błotka. Swoje stoiska w Way Out West-owej osadzie mieli oczywiście główni sponsorzy i partnerzy festiwalu. Można było się modnie ubrać (na miejscu wykonywano nadruki na koszulki), wykąpać się w olbrzymiej wannie (opcja tylko dla dziewcząt!) czy doładować baterię smartfona. Nie tak łatwo było znaleźć tradycyjny papierowy program, który pozwolił mi uporządkować koncertowe plany i odnaleźć się na terenie festiwalu.

“Szwedzi to społeczeństwo zdygitalizowane” – to lekko ironiczne stwierdzenie napotkanego przeze mnie, żyjącego na co dzień w Göteborgu Irlandczyka, jak się okazało ma w sobie wiele prawdy. Otóż np. nikt w tramwaju nie miał ze sobą drobnych na bilet, bo wszystko “załatwiała” karta bankowa. Niemal wszyscy uczestnicy poruszali się po Way Out West korzystając ze specjalnej aplikacji na smartfona. Każda materiałowa opaska na rękę miała też czip umożliwiający lokalizację osoby na festiwalu, zrobienie sobie zdjęcia w specjalnym punkcie meldunkowym oraz zliczanie wchodzących do klubów Stay Out West uczestników. W teorii funkcjonowało ogólnodostępne Wi-Fi, które przy większej liczbie korzystających z niego zwyczajnie zatykało się. Obserwując Szwedów, to przewiduję, że w przyszłym roku system ten będzie działał już bez zarzutu.

Mam z kolei pewne zastrzeżenia co do festiwalowego transportu. Dopóki pozostawałem na terenie parku Slottsskogen czułem się bezpiecznie, lecz gdy przyszło udać się w kierunku Stay Out West-owych klubów, to pojawiał się lekki dreszczyk. Jak dotrzeć tu i tu, jakim środkiem transportu, gdzie wysiąść? Muszę przyznać, że nawet niektórzy miejscowi nie mieli pojęcia, o jakie miejsca pytam i wiele osób miało podobne problemy z dotarciem na czas do miejsca przeznaczenia. Na szczęście napotkani młodzi ludzie (Göteborg to także miasto studenckie) spełniali rolę mobilnych punktów informacji miejskiej. Pewnie nie takie było zamierzenie organizatorów. Oczywiście, gdybym był w pełni zdygitalizowany, pewnie nie miałbym aż takich problemów z poruszaniem się po Stay Out West-owym mieście. Korzystałem jednak ze zwykłej papierowej mapy i odłączonej już od Internetu aplikacji. Koniec końców zawsze udało mi się dotrzeć tam, gdzie zamierzałem i raz tylko nie wszedłem na koncert z powodu braku wolnych miejsc. Znów cała w tym zasługa niesamowitych ludzi!

Największe wrażenie zrobiły na mnie Gothenburg Film Studios znajdujące się po drugiej stronie kanału, gdzie, jak mi powiedziano, turyści nigdy się nie zapuszczają. Olbrzymia wypełniona mrokiem przestrzeń hali zdjęciowej, w której odbywały się koncerty była w kilku miejscach oświetlona punktowo – lampy skierowane były na konary rosnących wewnątrz (w donicach?) drzew. Ot, 3D wizualizacja Way Out West-owych symboli. Mile zaskoczyła mnie też scena usytuowana w największym parku rozrywki w Szwecji (Liseberg – Hamnomrade) oraz sklep-galeria-świątynia (Weekday). Bardzo brakowało mi jednej lub dwóch festiwalowych linii autobusowych kursujących po wszystkich obiektach Stay Out West (może poza Gothenburg Film Studios).

Za to wspólnym mianownikiem wszystkich festiwalowych obiektów i scen było perfekcyjne nagłośnienie koncertów. Nawet w sporej odległości od Azalei i Flamingo można było posłuchać świetnie brzmiącej muzyki. Nie znają w Szwecji pojęcia lenistwa i za każdym razem przygotowywano nagłośnienie pod indywidualne wymagania konkretnego artysty lub zespołu. Zdarzyła się im mała chwila słabości, gdy koncert Tame Impala “startował” tuż po poprzednim zespole, lecz bardzo szybko doprowadzono soundsystem do ładu. Muzyki można było słuchać dosłownie wszędzie (nawet w przenośnej toalecie brzmiała świetnie!). Sprawę WC oczywiście rozwiązano w sposób doskonały. Poza wspomnianymi wyżej kabinami można było się udać do kontenera z bieżącą wodą przypominającego swym kształtem domek letniskowy lub Open’erowe prysznice.

Komfort na każdym kroku! W luksusach pławiłem się przez trzy festiwalowe dni i ciężko bardzo jest mi wrócić do codzienności, w której nie ma jasnych drogowskazów i idealnie rozplanowanego grafika – line up-u. Na szczęście nauczyłem się dokonywać trudnych wyborów i radzić sobie z ich konsekwencjami. Myślę, że jakoś sobie poradzę bez Way Out West, ale chyba tylko do przyszłego roku!

Szymon Matlak
fot. Mateusz Kozina




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.