23.07.2011 09:30

Autor: Monika Pomijan

Washed Out – “Within And Without”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Washed Out – “Within And Without”
Sub Pop, Weird World, Domino/2011

Zmysłowość do zagłębienia się w pościeli.

Recenzując drugi album Memory Tapes już pisałam, że chillwave zalał rynek muzyczny, a przede wszystkim stał się po prostu bardzo modnym i lansowanym gatunkiem. Niestety jest przy tym na tyle ciasny, że coraz trudniej o muzykę na naprawdę wysokim poziomie, która jednocześnie nadawałaby się na duszne, letnie wieczory bądź dni. Dobrze jednak, że rok 2009 przyniósł dwójkę naprawdę zacnych producentów, którzy zdecydowanie wiedzą, czego chcą i mają ewidentny pomysł na siebie. Chodzi oczywiście o Toro Y Moi, ale przede wszystkim mam na myśli Ernesta Greene’a aka Washed Out, który wydał w końcu swój pierwszy długogrający album.

Dotąd Washed Out miał na swoim koncie tylko dwie EP, wokół nagrania których krąży zresztą legenda. Otóż utrzymuje on, że nagrał je w swojej sypialni, lecz jak było naprawdę – sam jeden wie najlepiej, co jednak nie przeszkadza fanom gatunku wiązać tego z charakterem robionej przez Amerykanina muzyki. Może to stąd się wzięło określanie chillwave’u pościelowym graniem, któż wie? Chociaż prawdę mówiąc jest ono wyjątkowo trafne, bo subtelne elektroniczne dźwięki niemal od razu narzucają skojarzenia ze zmysłowością, a nawet cielesnością (poza tym wystarczy spojrzeć na okładkę “Within And Without”). Zaś Greene może śmiało zacząć pretendować do kolejnego mistrza operowania szerokim kolorytem tych delikatnych emocji, co najpierw zapoczątkował właśnie na EPkach (pamiętne “Belong” i dźwiękowy kolaż uczuć), a teraz rozwija na albumie. “Within And Without” to czterdziestominutowa porcja solidnych, w pełni przemyślanych i fantastycznie delikatnych dźwięków.

Debiutancki album Washed Out, poza muzyką oczywiście, zwraca uwagę jeszcze formą, na którą artysta ewidentnie miał koncept. Zastosowanie prostego motywu wstęp, rozwinięcie i zakończenie raz jeszcze zdało egzamin, a na dodatek wszystko jest zamknięte piękną klamrą. “Eyes Be Closed” jako opening to pełne flirtu zaproszenie w sensualną podróż, gdzie wszystko opiera się na przesterowanych gitarach i łagodnych syntezatorach. Piosenka urzeka zarówno niesamowitą przestrzennością, jak i dozowanymi emocjami, w które od razu biją jednorazowe, rozpryskujące się kaskady dźwięków, dopiero potem stopniowo rozwijanych. Kolejne siedem kawałków to jedwabna spirala pikających, szemrzących gdzieś w tle albo pulsujących melodii dopełniona przez wokal z pogłosem. Najsilniej oddziałuje na zmysły “Soft”, a dlaczego – chyba sam tytuł wystarczy za odpowiedź, oraz “You And I”, którego początek kojarzy mi się z migającą jednostajnie lampką albo alarmem, ale jest to alarm serca. To kompozycja niezwykle intymna, jak gdyby wygrywająca tęsknotę i ulotność. Wrażenie to pogłębia rozprzestrzeniający się niejako wokal, który wydaje się, że nie ma granic. A ich chyba faktycznie nie ma dla Washed Out – na pewno nie pod względem emocjonalnym.

Album będący kolażem zarówno zmysłowości, jak i emocji sięgających dużo głębiej do tych pragnień, które nie mogą być zaspokojone, a które zaczyna zastępować chłód i mroczna tęsknota (tytułowe “Within And Without” czy “Far Away”) – to jednak przede wszystkim album, który bezustannie można odkrywać i zawsze znajdzie się w nim coś nowego. Niby chillwave już wyeksploatowano na niemal wszystkie możliwe strony, to jednak Washed Out znalazł jeszcze stosunkowo niewydeptaną ścieżkę. Słuchając jego muzyki ma się ochotę zaplątać w pościeli i nigdy już nie wychodzić z tego ciepłego kokonu. Najpiękniejsza kompozycja zamykająca, a w zasadzie wieńcząca tę płytę – “A Dedication” jest tylko kropką nad i tej tezy. Wystarczy jej posłuchać, by oddać się w wiecznie otwarte ramiona, zbudowanego z dźwięków, uniwersum Ernesta Greene’a.

Monika Pomijan


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (15 głosów, średnio: 7,33 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.