13.06.2012 10:33

Autor: Michał Stępniak

volcano! – “Pinata”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


volcano! - “Pinata”
Leaf Label/2012

Trochę przekombinowali.

Na tej płycie jest wszystko. Smutek i radość, ekstaza i nuda, alternatywa i pop, art rock i noise. Takie eksperymentowanie jest z pewnością strategią ciekawą, ale skutek może być daleki od oczekiwanego. Słychać doskonale, że trio z Chicago na trzeciej płycie ewoluuje, ale istnieje możliwość, że obrana droga zaprowadzi ich w konsekwencji do nikąd. Być może będą więc wkrótce idealnym zespołem na “hipsteriady”, gdzie alternatywność przekraczająca granice tolerancji normalnego słuchacza sprawdza się idealnie.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że “Pinata” jako album trochę rozczarowuje, ale jako zestaw pojedynczych piosenek o pozytywy już zdecydowanie łatwiej. Gdyby poszukać porównań, to wydaje się, iż nie ma sensu grzebać w przeszłości, a przywołanie takich nazw jak Foals czy Battles jest dobrym tropem. volcano! brakuje jednak tej iskry charakterystycznej dla wspomnianych zespołów. Bawić się trzeba umieć, a nadmierne szaleństwo nie zawsze kończy się pozytywnie.

“Pinata” rozpoczyna się wyśmienicie i szybko można sobie apetyt wyostrzyć. W konsekwencji okazuje się, że tytułowy utwór to również najlepszy moment na płycie. Im dalej, tym uśmiech znika z twarzy, a na jego miejscu pojawia się wyraz zniecierpliwienia. Jakże bowiem inaczej się zachować, skoro wokal w “Child Star” (Aaron With momentami brzmi jak totalnie wynudzony Jello Biafra) i powtarzanie tytułowej frazy stają się tak męczące, iż poszukiwanie przycisku zmieniającego utwór wydaje się reakcją spodziewaną. Nadchodzi “Platebreaker” i jest jeszcze gorzej. Rozumiem, że “art rock” stanowi inspirację, ale nadmiernej teatralności nie toleruję, zwłaszcza, gdy jest nieco “przegięta”. Potem jest jednak “Fighter” i już ręce składają się do oklasków. Da się? Da się! “St Mary Nazareth” muzycznie zaskakuje, ale znów problemem jest wokal, który przypomina dokonania Muse. Dwa ostatnie utwory utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że głosem i nadmierną ekspresją można popsuć pozytywne wrażenie.

“Pinata” to album pełen “momentów”. Mieszanka stylistyczna jednych może wkurzać, innych zachwycać. Osobiście brakuje mi elementu, który sprawiłby, iż dałoby się z płyty zapamiętać coś więcej niż szaleństwo czy chaos. Nie ulega wątpliwości, iż volcano! do mainstreamu nie zapukają i pewnie nawet nie chcą, ale jeśli nie wyluzują, to następny album będzie już nie do strawienia. “Pinata” przy odrobinie dobrej woli jeszcze daje radę.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (Jeszcze nie oceniano)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.