13.02.2015 08:00

Autor: Michał Stępniak

Viet Cong – “Viet Cong”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Viet Cong – “Viet Cong”
Jagjaguwar/Flemish Eye/2015

Bombka, nie bomba.

Viet Cong to projekt powstały na zgliszczach zbierającej niezwykle pozytywne opinie formacji Women. Samo sformułowanie “zgliszcza” być może jest nie do końca trafione, bo zespół rozpadł się wskutek tragicznej i tajemniczej śmierci gitarzysty, Christophera Reimera. Historia ma jednak ciąg dalszy. Po wydaniu krótkiej kasety, zaskakująco zatytułowanej “Cassette”, Viet Cong dość szybko postanowili pójść za ciosem. Obecne zainteresowanie oraz niezwykle pochlebne recenzje sprawiły, że można by uznać, iż mamy do czynienia z kapelą, której nazwę wypadałoby już teraz wypowiadać z odpowiednią czcią i upatrywać w niej tworu na miarę, powiedzmy, Nirvany. Tak jak w wielu przypadkach, opinie wydają się dość przesadzone. Na rzucanie w stronę Kanadyjczyków najpiękniejszych słów, noszenie z dumą koszulek z nazwą i rezerwowanie miejsc na podsumowaniach wszech czasów być może przyjdzie jeszcze czas. Na pewno nie teraz. Póki co to nie jest bomba, ale raczej mała bombka.

Kanadyjczycy z Viet Cong to kolejni z grupy wskrzeszających rzekomo zdychające gatunki muzyczne. Jeśli ktoś reaguje alergicznie na fakt inspirowania się Sonic Youth, Joy Division, Dinosaur Jr., The Jesus and Mary Chain, to z pozoru może mieć problem. Mimo tego, iż wzory są oczywiste, to panom udało się jednak stworzyć coś nietypowego, różnorodnego i w konsekwencji nie do końca spójnego czy wręcz czasami dziwacznego (niestrawnego?). Obok post-punka, który jest tutaj motywem przewodnim, czai się bowiem zabawa w typową lodowatość, melancholię czy bardziej dynamiczne zaskoczenia. Doskonale słychać, że lekcje krautrocka, indie lat 90. czy nawet art-rocka również zostały odrobione. Łączenie hałasu z melodią wychodzi momentami naprawdę dobrze, czego przykładem jest “Continental Shelf”. Tym utworem panowie zrobili sobie jednak troszeczkę krzywdy – to półka na tyle wysoka, że w żadnej innej sekundzie albumu Viet Cong nie zbliżyli się do tego poziomu, a może nawet nie próbowali. Niestety, w większej części rezultatem jest nuda. Zarzucić zespołowi można kilkakrotnie brak pomysłowości czy też raczej silenie się na dziwactwa, w nie do końca pozytywnej tego sformułowania odmianie. Problemem jest także samo zakończenie w postaci rozciągniętego do granic wytrzymałości “Death” (zajmuje 1/3 trwającego nieco ponad pół godziny albumu).

Trudno było mi o ocenę, gdy wokół tyle zachwytów. Po raz kolejny musiałem zmierzyć się więc z próbą odpowiedzi na pytanie: czemu tak wielu słyszy coś, czego tu według mnie nie ma? Na podstawie wielu opinii można odnieść wrażenie, że już w chwili wydania otrzymaliśmy prawdziwy klasyk. Póki co tylko spory potencjał jest dostrzegalny i chwilami przejawy talentu. Poza tym, jakby za mało energii w Viet Cong tkwi, może za dużo potrzeby bycia oryginalnym i chęci wybierania tylko nieoczywistych rozwiązań. W konsekwencji rezultatem jest lekkie “męczenie buły”.

Michał Stępniak


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (8 głosów, średnio: 6,75 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.