01.01.2015 09:00

Autor: Jarosław Kowal

Vessel – “Punish, Honey”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Vessel – “Punish, Honey”
Tri Angle/2014

Nowy angielski folk.

Nazwisko Gainsborough prawdopodobnie nie wywoływało dotąd napadów euforii wśród wielbicieli muzyki elektronicznej, a album “Punish, Honey” malował się przed premierą jako coś, czego warto posłuchać, ale nie coś, czego za wszelką cenę trzeba posłuchać. Wszystko wskazuje jednak na to, że odtąd napięcie i oczekiwania znacznie wzrosną, a Vessel stanie się (przynajmniej dla mnie) ścisłą czołówką… No właśnie, czego?

Debiut brytyjskiego producenta łatwo można wrzucić do jednej z najpojemniejszych muzycznych szuflad – elektronika. Doprecyzowanie nie będzie łatwe, ale dodanie słów “techno” i “leftfield” wytyczy nieco konkretniejszy kierunek. Dwa lata później tak ogólne określenie twórczości Vessel jest niemożliwe. Wciąż wiele dźwięków powstaje za pomocą komputera i syntezatorów, ale dodatkowo towarzyszą im instrumenty domowej konstrukcji. Samo źródło emisji nie jest jednak aż tak ważne, jak jej kształt. Gainsborough wyznał w jednym z wywiadów, że aktualnie słucha wyłącznie jazzu, punk rocka i dziwacznej muzyki tworzonej bez użycia laptopa. Pokonywanie własnych ograniczeń zaprowadziło go do odkrycia nowego celu, który jednocześnie doskonale definiuje “Punish, Honey” – nowy angielski folk. Na papierze takie ambicje mogą wydawać się nie do osiągnięcia, ale zaręczam, że udało się. Sebastian Gainsborough wytworzył tak nietypowe dźwięki, że trudno znaleźć dla nich porównanie. Słychać tu trochę Andy’ego Stotta, nieco wczesnego Depeche Mode, Prostitutes, Nitzer Ebb, Coil czy Einstürzende Neubauten, ale to jedynie wskazówki do zdefiniowania zupełnie nowej jakości.

Po przesłuchaniu “Red Sex” (pierwszego, nie licząc intra utworu na albumie) wiedziałem już, że będę miał do czynienia z muzycznym apatrydą, który nie dość, że nie ma swojego miejsca na gatunkowej mapie świata, to jeszcze nigdzie nie chce go długo zagrzać. Nie wiedziałem jednak, czy w związku z tym będę miał do czynienia z materiałem wybitnie ciekawym, czy wybitnie pretensjonalnym. Początek “Punish, Honey” wzbudził we mnie mieszane uczucia, ale mniej więcej w połowie “Drowned in Water and Light” wszelkie wątpliwości rozpłynęły się, pozostawiając krystalicznie czysty zachwyt. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jak wyglądają instrumentu skonstruowane przez Gainsborougha, wiem natomiast na pewno, że przemawiają głosami, jakich dotąd nie słyszałem.

Do utworu “Euoi” włącznie Vessel przed wszystkim koncentruje się na abstrakcji opatrzonej szczątkowymi melodiami. W połowie albumu usytuowany jest jednak najdłuższy i najbardziej “przebojowy” kawałek w zestawieniu – “Anima”. Od pierwszych odgłosów słychać wyraźną różnicę, a stopa bezwiednie zaczyna wystukiwać monotonny rytm. To jeszcze nie jest kompozycja, przy której można by tańczyć, ale już taka, przy której można podrygiwać. Druga minuta i dwudziesta szósta sekunda – w tym momencie Vessel odsłania wszystkie karty, a autor tego tekstu ma problemy z domknięciem opadniętej z zachwytu szczęki już do końca albumu.

Staram się nie wspominać o “Punish, Honey” przy znajomych, bo jeżeli zapytają: “Co to za muzyka?”, będę mógł odpowiedzieć jedynie: “dziwna” albo “nie wiem”. Nawet “elektroniczna” nie będzie już właściwym określeniem. Najważniejsze jest jednak to, że twórczość Vessel jest nie tylko warta wysłuchania, jest konieczna do poznania, jeżeli chcecie być bezpośrednimi świadkami ewolucji muzyki.

Jarosław Kowal




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.