27.03.2015 09:00

Autor: Kuba

Underfate – “Seven”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Underfate – “Seven”
wyd. własne/2015

Niepewny krok.

Płytę kwidzyńskiego kwartetu dostałem niejako z wewnątrzredakcyjnego rozkazu, ale nie obraziłem się w ogóle, bo miło jest oglądać, jak muzyka instrumentalna zaczyna w Polsce dostawać coraz większy poklask. Wiadomo, że prowodyrem było Tides From Nebula, które trafia do pierwszej ligi post-rocka, ale chcę wierzyć, że nie tylko o to chodzi. W każdym razie, widzimy tendencję zwyżkową i Polacy coraz chętniej i śmielej chwytają za wiosła, próbując grać taką muzykę. No właśnie – czasem mam wrażenie, że powstało tego nawet za dużo. Wspomnijmy chociażby o Besides, których debiutancki krążek bije ponoć rekordy popularności dzięki wygranej w pewnym talent show, choć wyszedł on rok wcześniej i wtedy nikogo nie zachwycał.

Jednakże wróćmy na moment do Kwidzyna. Tam swoją siedzibę ma młody zespół Underfate, który na swoim Bandcampie określa się jako post-progressive. Nie chcę się czepiać tej łatki, bo można się oczywiście domyślać, że chodzi o krzyżówkę tony delayów spod znaku wszystkiego post- z aranżami prog-rockowymi, ale nie wiem, czy był sens zabawy w muzyczną nowomowę. “Seven” to prawie godzina muzyki, która, zgodnie z trendem, tworzy koncept, wokół którego opowiada pewną historię. Bo oto mamy postać chłopaka zwanego Mercury, który budzi się po 14 latach ze śpiączki. W formie pamiętnika prowadzi nas przez swoją (i nie tylko) historię, która została ładnie opatrzona wpisami przy każdym z indeksów albumu.

Koncept ów stanowi przykrywkę dla tego, co tak naprawdę ukrywa “Seven” i tu zaczyna się problem. Album jest strasznie nierówny, momentami rażąco źle wyprodukowany, a czasem po prostu nudny. O ile są utwory, których mariaż ambientu z mocniejszym graniem całkiem się udał (“Mercury”, “Memento Box”), to w większości przypadków jest to zrobione mocno na wyrost. Plamy z “Hand Print” brzmią po prostu strasznie w połączeniu z rockistycznymi solówkami. Do tego sam preset jest przeokropny dla uszu. “One Step Over” to jakaś nieudolna próba wskrzeszenia ducha Pink Floyd. Niestety granie muzyki instrumentalnej niesie ze sobą pewne ryzyko i trzeba naprawdę się natrudzić, żeby w tym czasie nie zniechęcić słuchacza. Szkoda, że w tym wypadku udało się to jedynie częściowo. Nie chcę się znęcać i rozkładać na części pierwsze poszczególnych kompozycji, ale stały program w przypadku debiutu Underfate to bardzo dobry fragment skrzyżowany z dwoma przeraźliwie nudnymi/miałkimi/oklepanymi. A naprawdę chciałem, żeby było inaczej.

Jest to dopiero pierwszy album, więc pozostaję optymistycznie nastawiony, że Underfate się ogarnie i w najbliższym czasie stworzy coś fascynującego, bo w przypadku “Seven” porwali się z motyką na słońce. Mniej przekrzykiwania się instrumentów, więcej współpracy. I do diabła, mniej solówek – muzycznej masturbacji mamy tutaj aż w nadmiarze. Jeśli spróbują pewnej powściągliwości, to może album numer 2 będzie zaskoczeniem. Tym razem o wiele milszym.

Kuba Serafin


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 8,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.