11.12.2012 08:00

Autor: Katarzyna Borowiec

Udźwiękowione i odrestaurowane

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali

Wykonawcy: | | | |


Udźwiękowione i odrestaurowane
Kraków, Kino Pod Baranami/7-8.12.2012

Relacja z drugiego i trzeciego dnia Festiwalu Filmu Niemego.

W piątek, 7 grudnia, drugi dzień festiwalu rozpoczął się projekcją filmu “The Docks of New York” uroczo tłumaczonego na polski jako “Życie zaczyna się jutro”, w reżyserii Josefa von Sternberga, znanego przede wszystkim ze współpracy z Marleną Dietrich, co tego akurat dzieła nie dotyczy. Jest to urocza historia miłosna ludzi po przejściach – palacza okrętowego, który najbardziej lubi spędzać czas upijając się w knajpie i “tancerki”, jak głosi opis filmu (nietrudno się domyślić, jaka naprawdę była jej profesja…). Bill Rogers pewnego dnia wyławia Mae z wody, uniemożliwiając jej tym samym planowane samobójstwo. Następnie postanawia ją poślubić; ku rozpaczy dziewczyny okazuje się, że był to tylko żart… ale czy na pewno?

Zagmatwane portowe perypetie zostały urozmaicone muzyką wykonywaną na żywo przez Adriana Konarskiego na klawiszach i Dominika Klimczaka na perkusji. Panowie poradzili sobie z zadaniem taperskim bardzo dobrze, choć nie musieli zagłuszać hałasu maszyny projekcyjnej, co, jak wyznał pierwszy z nich, jest jego ulubionym aspektem wykonywania muzyki do filmu niemego. Szczególnie udane były partie towarzyszące scenom hulanek w barze, w zgrabny sposób imitujące klimat potańcówek lat 20. i 30.

O 21:00 na ekranie w Sali Czerwonej pojawił się film wyraźnie odstający od pozostałych pozycji programu Festiwalu Filmu Niemego – “Artysta” Michela Hazanaviciusa z 2011 roku. Obsypana Oscarami, rozkoszna laurka dla Hollywoodu ery przedwojennej ilustrowana jest muzyką Ludovica Bource, pełnoorkiestrową i starannie wzorowaną na muzyce filmowej z ery kina niemego. W ramach festiwalu Pod Baranami zastąpiły ją twórcze wysiłki tria Levity. Perkusja, kontrabas zamieniany na gitarę basową i pianino stworzyły całkiem ciekawą alternatywną ścieżkę dźwiękową, choć oczywiście bez wysmakowanego nawiązywania do tradycji. Niekiedy odnosiłam również wrażenie, że klawiszy było zdecydowanie za dużo – ich agresywne wręcz, ze względu na intensywność, brzmienie niekiedy nazbyt odwracało uwagę od filmu.

Jako ostatnia atrakcja piątkowego wieczoru pojawiło się arcydzieło Fritza Langa – “Metropolis”. Odrestaurowane i udźwiękowione, na sposób klasyczny, m.in. ze świetnie pasującą do sceny z Molochem uwerturą ze “Sprzedanej narzeczonej” Bedricha Smetany. Niemniej szkoda, że i do tego filmu nie było muzyki na żywo, zwłaszcza, że trwał on dwie i pół godziny, a seans zaczął się o 23:00.

Polska sobota

Trzeci dzień festiwalu rozpoczął się o godzinie 15:00 projekcją “Pana Tadeusza” z 1928 roku, który został niedawno odrestaurowany. Efekt przywrócenia tej adaptacji narodowej epopei do życia jest urzekający. Film posiada wszelkie rozczulające walory niemej produkcji, od wdzięczących się do ekranu aktorek robiących wrażenie bycia pod wpływem nielegalnych środków, aż do raczkujących efektów specjalnych. W tym przypadku podziwialiśmy papierowe psy w retrospekcji polowania oraz zbiorowo pokochaliśmy sztucznego niedźwiedzia, któremu nie pomogły krótkie przebitki ujęć pyska prawdziwego zwierza.

Drugą atrakcją wieczoru, i, jak się okazało, najwspanialszą, był występ duetu SzaZa, czyli Patryk Zakrocki i Paweł Szamburski. Panowie skarżyli się na jet-lag po powrocie z Japonii, ale humory mieli wyśmienite, a przynajmniej takie sprawiali wrażenie, zarażając dobrym nastrojem publiczność. Zaprezentowali nam cztery filmy twórcy animacji poklatkowej, skandalicznie mało znanego Władysława Starewicza. Jak to ładnie ujęli SzaZa w introdukcji, Władysław ów bardzo chciał nakręcić dokument a la National Geographic, ale owady, które wybrał na bohaterów swojego dzieła, uciekały, kiedy włączał światło, dlatego postanowił je uśmiercić, nie zgniatając ich przy tym za bardzo, by mogły nadać się na kukiełki.

Zobaczyliśmy “Lilię Belgię”, w której dziadek opowiada wnuczce o przerażającej wojnie żuków z innymi, pokojowo nastawionymi mieszkańcami łąki, “Pasikonika i mrówki”, czyli moralizatorską powiastkę o tragicznych skutkach lenistwa pozbawioną happy endu, “Boże Narodzenie w lesie” wyjątkowo humorystycznie zintepretowane przez duet przy pomocy alternatywnego dubbingu oraz najbardziej znany film Starewicza, czyli przeuroczą “Zemstę operatora”. Filmy, urzekające same w sobie – konik polny jest alkoholikiem, żuki to banda faszystów, w Boże Narodzenie owady pod przewodnictwem zabawki choinkowej jeżdżą na nartach… – zyskały jeszcze więcej powabu dzięki akompaniamentowi Zakrockiego i Szamburskiego. Panowie oprócz różnego rodzaju odgłosów puszczanych w tle grali na klarnecie i skrzypcach, a także całej gamie małych instrumentów takich jak flet nosowy, okaryna czy harmonijka. Na koniec zagrali jeszcze jeden utwór gratis, “żeby wypełnić zakontraktowaną godzinę”. Ich występ polecam każdemu, podobnie jak filmy Starewicza.

Ostatnim filmem wyświetlanym w Kinie Pod Baranami w ramach sobotniej odsłony Festiwalu Filmu Niemego był “Kult ciała”, dzieło ekscentrycznego polskiego reżysera, Michała Waszyńskiego. Za ścieżkę dźwiękową na żywo tym razem odpowiedzialna była grupa Kristen. Zespół składający się z gitarzysty, basisty i perkusisty, poruszał się muzycznie w klimatach raczej ciężkich, mniej więcej post-rockowych. Nie za bardzo korzystnie wyszło to połączenie – film Waszyńskiego na początku jest momentami wręcz pogodnie komediowy, a pod koniec lirycznie wzruszający: żadnego z tych nastrojów nie udało się złapać Kristen. Ponura muzyka pasowała tylko do momentów dramatycznych, których w filmie wprawdzie nie brakowało, ale jednak lepiej zrobiłoby mu większe urozmaicenie.

W międzyczasie, o godzinie 20:30 odbył się mapping, czyli animowanie budynku przy pomocy projekcji. Dobrze, że z okien Pałacu pod Baranami animacja była w miarę widoczna, bo mróz zupełnie nie zachęcał do podziwiania owego dzieła na zewnątrz. Dobrym pomysłem byłoby rozdawanie uczestnikom pokazu gorącej herbaty.

Dobrym pomysłem jest też zawsze muzyka na żywo do filmu; choć efekty są różne, nawet świeżo odrestaurowanym dziełom nie zaszkodzi akompaniament.

Katarzyna Borowiec




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.