17.07.2011 08:52

Autor: Kuba

Tune – “Lucid Moments”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Tune – “Lucid Moments”
wyd. własne/2011

Na naszej rodzimej scenie jest mnóstwo wykonawców silących się na bycie drugim Yes czy The Mars Volta. To jest zakorzenione w naszej kulturze, gdzie nie lubimy prostoty i trzech akordów na krzyż. Stąd uwielbienie dla tak niekomercyjnych wykonawców, jak IAMX czy Archive. Prog-rock jest uwielbiany przez wielu i każdy, kto próbuje szukać w muzyce czegoś niezwykłego, nieraz niezrozumiałego, połamanego i zagmatwanego, zahacza o ten gatunek, zanim złapie wiatru w żagle i znajdzie się w świecie jazzu. Art-rockowcy z Tune mocno sobie wzięli do serca to, żeby muzyka, którą chcą stworzyć, była jak najlepsza i najoryginalniejsza.

Swoim albumem “Lucid Moments” zaskoczyli mnie od samego wejścia . Nie tylko z uwagi na dość niefortunny czas wydania albumu. Bardziej chodzi mi o to, że stworzyli zróżnicowany materiał skaczący niepozornie od post-rockowych struktur i balladowych wykończeń, delikatnych jak ostatnie machnięcia pędzelkiem, do potężnych i przesterowanych ścian dźwięku z potężnym riffem i rykiem gitar uzupełnionych ciężkim rytmem. A w tym wszystkim znaleźli jeszcze miejsce dla instrumentów klawiszowych (co w sumie nie jest czymś specjalnie niezwykłym) oraz dla… akordeonu. Całość sprawiła, że chyba pokochałem ten zespół.

Ten akordeon  jest tak piękny i spójny z całością, a jednocześnie dodaje wspaniałego kolorytu brzmieniu Tune, że nie dziwię się, iż jest to ich znak rozpoznawczy. Ów instrument robi mnóstwo przyjemnego hałasu na “Lucid Moments” – gra spokojniejsze takty na ustalonych skalach, potrafi też zacharczeć i tworzyć quasi-riffy, kiedy palce błądzą po wyższych progach gitary w czasie soczystej solówki. I choć używanie akordeonu w takiej muzyce nie jest czymś nowym, bo w polskich realiach znani byli z tego chociażby muzycy z Something Like Elvis (zresztą nie sposób nie pokusić się o pewne porównania), to i tak szerokie spektrum użycia tego instrumentu wpływa jak najbardziej pozytywnie na odbiór albumu.

Od strony lirycznej muzycy pokusili się o dość trudny temat, jakim jest sen i jego niezgłębiona tajemnica. Opisanie historii człowieka, który śpiąc ucieka od zgiełku i problemów w jego życiu to ciekawie skonstruowany koncept, który wraz z kolejnymi etapami płyty rozwija się do tragicznego klimaksu. Leszkowi Swobodzie udało się zgrabnie napisać dość liryczne teksty opisujące stadia zniszczenia głównego bohatera, bezsilnego wobec otaczającego go świata, szukającego pomocy w postaci kogoś, kto niczym we śnie przeprowadzi go spokojnie przez życie. Dołączenie do tego zgranej muzyki tworzy naprawdę nieźle napisaną historię, której warto się przyjrzeć.

Do skostniałej formuły prog-rocka zespół dołożył swoje trzy grosze tworząc wielce interesujący debiut, który spodoba się nie tylko fanom takiej muzyki. W swoich inspiracjach czerpią od najlepszych wymieniając Pink Floyd, Porcupine Tree, Tool czy Mars Voltę, jednak najważniejsze jest to, że odnaleźli swój styl, który, mam nadzieję, będą dalej szlifować. Kto wie, może po sukcesie Riverside o muzykach z Tune usłyszymy niedługo, i to nie tylko w Polsce.

Kuba Serafin


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (24 głosów, średnio: 8,13 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.