27.02.2012 16:24

Autor: Katarzyna Borowiec

Trust – “TRST”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Trust – TRST
Arts & Crafts/2012

Wiksa na cmentarzu.

Trust to Maya Postepski (perkusistka Austry) i Robert Alfons (człowiek o fascynującym głosie). Porównania z koleżankami są nieuniknione nie tylko z powodu wspólnego człowieka, ale także elektronicznego brzmienia. Miejmy to więc za sobą: Trust nie ma nic z subtelności kanadyjskiego tria, to muzyka uderzająca tanecznymi bitami ociekającymi warstwami mocnych syntezatorowych dźwięków. Ma to, czego Austrze trochę brakuje – charakterystyczny wokal. Nie twierdzę, że operowy głos Katie Stelmanis nie jest piękny, ale jego brzmienie bardzo łatwo określić jako coś pomiędzy Karin Dreijer Andersson a Florencją od Maszyny. A gdzie jest głos Alfonsa? Między obrażonym Ianem Curtisem a żabą Kermitem?… Mimo wszystko to chyba nieco większy przedział.

Odhaczywszy podstawowe porównanie, przejdźmy do gatunków muzycznych. Padło już słowo o electro. Ponury baryton Roberta i teksty pełne mroku kierują nas w stronę gotyku, a gotyk w połączeniu z syntezatorami nie przywodzi na myśl nic innego, jeno lata osiemdziesiąte, a co za tym idzie – synth pop. Tempo, jakiego nabierają bity Trust, momentami wykracza jednak poza tę dekadę, kierując się do lat dziewięćdziesiątych (najlepszych) i muzyki trance (hm, już niekoniecznie…). Twórczość duetu promowana jest jako speed, space and tears, ja do tego zestawu dodałabym jeszcze disco, mrok i pożądanie.

Kosmiczne electro wita słuchacza już na samym początku. “Shoom” jest jeszcze dosyć spokojne, gdzieś w tle Alfonsa wspiera wokal damski, który pojawi się później w dwóch utworach; w drugiej zwrotce “This Ready Flesh” i pierwszej “F.T.F”. Pani śpiewa delikatniej, jej wokal jest zmodyfikowany, ale słowa brzmią wyraźniej. “Dressed for Space” chyba najbardziej odbiega od synthpopu w stronę transu i dyskoteki. W “Bulbform” mamy odrobinkę industrialu i bardzo mroczny klimat, który niektórych recenzentów skłonił do wygrzebania szufladki murk-wave. To mroczne disco momentami niesie ze sobą echa Depeche Mode, jak w “The Last Dregs”, gdzie wokal jest nieco subtelniejszy.

Najlepsza jest jednak środkowa część płyty, od spokojnego “Candy Walls”, który chyba wygrywa na całym “TRST”. Zaraz potem impreza rozkręca się na całego, wraz z “Gloryhole” (najmniej dwuznaczny element erotyczny). “Heaven” jest dla odmiany najsłabszy – monotonny i przydługi. Kawałki Trust ogólnie oscylują wokół 4-5 minut, a całość do najbardziej urozmaiconych nie należy. Cóż jednak z tego, że jest dosyć powtarzalnie, skoro ciężko przy tych dźwiękach usiedzieć w bezruchu? Bity na tym albumie wręcz zmuszają do tańca. Na zakończenie mamy świetne “Sulk” – pięć minut ślicznego synthpopu i piękne outro.

Z Trust jest mocniej, szybciej, intensywniej. Momentami to zabawa na granicy, w końcu czarny lateks i brokat nie w każdym otoczeniu będą prezentować się zachęcająco. Już okładka jest pewnym ostrzeżeniem… Mnie było przyjemnie, idę tańczyć dalej.

Katarzyna Borowiec


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (15 głosów, średnio: 7,80 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.