17.06.2012 10:18

Autor: Monika Pomijan

Tres.B – “40 Winks of Courage”

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Tres.B – “40 Winks of Courage”
EMI/2012

Dojrzałość nie z przymrużonym okiem.

Dobrze się dzieje na polskim podwórku, kiedy wkracza nań zachodnia świeżość, niosąc nie tylko bezpretensjonalny sposób pojmowania muzyki, ale przede wszystkim dając jej zbawienną swobodę. Przyjęło się już bowiem, że w Polsce ludzie za często silą się na umiejętne nagrywanie płyt, nie wyciągają wniosków z przebytej już artystycznej drogi bądź sklecają chaotyczny debiut. Po takich eksperymentach kurtyna zapada równie szybko, jak została wprzódy rozdarta. Tres.B już u progu kariery okazali się jednak poza tym, że młodym, to nadzwyczaj mądrym zespołem. Mieszanka krajów pochodzenia trójki muzyków zgrabnie połączyła się z plejadą ich upodobań brzmieniowych. Nie powinno więc dziwić, że nagrali teraz najlepszą w swoim dorobku płytę, która ma szansę stać się w przyszłości ich evergreenem.

Pamiętne “The Other Hand” (recenzja) nadało Tres.B młodzieńczego blasku, windując zespół na stanowisko jednego z najważniejszych współczesnych zespołów alternatywnych w Polsce. Zgrabne, popowe balladki chwytały za serce, rozgrzewając je czułym, zjawiskowym głosem Misi Furtak. Przeważająca ilość energiczniejszych kawałków, świetnych do żywszego bujania się na koncertach, sprawiła jednak, że wciąż brakowało pierwiastka dojrzałości w brzmieniu tria. Dwa lata później dostajemy go jednak i jest go na “40 Winks of Courage” w doskonałych proporcjach – akurat tyle, by nie zakłócić nieodłącznej świeżości, jaka od początku charakteryzuje Tres.B. Można się było tego zresztą spodziewać po singlowym “Like Is”, którego melancholia i kobiecość natychmiast podbiła serca internautów. Piosenka opierająca się na niskich akordach gitary, motorycznej perkusji i wibrującym wokalu, gdzie pobrzmiewają trochę chamber-popowe inklinacje spod znaku My Brightest Diamond, świetnie sprawdza się jako wizytówka całego albumu. To jednak tylko początek niespodzianek, które zgotowali artyści z Tres.B i już rozpoczynająca krążek “The Goose Hangs High”, której nieodparta siła tkwi w dynamicznej perkusji i rozmywającym się basie, śmiało może kojarzyć się z estetyką new romantic, którą rozwiewają partie gitary. Ta duszna atmosfera wraca zresztą pod koniec płyty, mącona wcześniej zwiewnymi melodiami, i przywołuje ducha debiutu tria, opartego o mroczny mit o Scylli i Charybdzie. I tak “Longing” świetnie oddaje znaczenie swojego tytułu, kończące się doskonałym shoegaze’owym rozmyciem gitar “Hypercutter” spycha płytę w głąb zadymionego klimatu nowofalowych zespołów, a “Wheels and Engines” zaskakuje garażowym brzmieniem gitar. Wycisza to jednak instrumentalny “Lengthy Diatribe” oraz “Golden Mean”, czyli piękne przykłady folkowego minimalizmu, którym blisko do najwrażliwszych kompozycji Bon Ivera.

Mimo wycieczek w zadziorniejsze brzmienie sprzed kilku dekad, Tres.B pozostają wciąż skromnymi gawędziarzami, snującymi ulotne, intymne opowieści. Decyzja by, tak jak w przypadku utworu “Flooding Empty Holes = Bell One” z debiutu, wykorzystać krystalicznie czysty, przejmujący głos Oliviera Heima, momentalnie popchnęła “40 Winks of Courage” na nowy tor. Pod pseudonimem Anthony Chorale grający solowo muzyk tchnął świeżość w duszną, intymną melodyką albumu, jednocześnie pozostając w jej atmosferze. Nawet śpiewając nisko, jak robi to w “Strikes Slips and Faults”, poddaje się melodii, a ta jest o wiele lżejsza niż choćby w rozpoczynającym krążek utworze. Dzięki temu połączeniu wyłania się jedna z perełek płyty, oscylująca między contemporary folkiem a lo-fi, jednak będąca całkowicie indywidualnym pierwiastkiem muzyka. Tym silniej widocznym, kiedy jego głos wchodzi na dobrze znane z solowego projektu, wysokie oktawy. Przestrzeń, jaką stwarza, kontrapunktuje znów Misia Furtak, pozwalając słuchaczowi jeszcze bardziej zagłębić się w intymny świat mrugnięć odwagi. I tak odbiorcę poruszonego przez Oliviera wyciszają balladowe “Something to Forget” oraz “Woolgathering”. Aż przychodzi czas na prawdziwy wybuch energii – piosenkę “Head or Tail”, pełną przesterowanych gitar i przeszkadzajek, oraz opartą na bębnach “Let It Shine”, gdzie Heim śpiewa już wysokim głosem.

O tym albumie można by długo pisać, a żadne ze słów nie byłoby negatywne, dość jednak powiedzieć, że to płyta w pełni dojrzała, prezentująca cały wachlarz inspiracji i jednocześnie bliska temu, co dotąd grali Tres.B. Przed premierą Misia wspominała, że ta płyta będzie najbardziej “jej” płytą. Słuchając “40 Winks of Courage” trudno się z tym nie zgodzić, bo w tekstach jest wiele “życiowości”, zaś misterne melodie mają w sobie niekłamany pierwiastek kobiecości. Skłamałabym jednak mówiąc, że krążek byłby taki sam bez wokalnego udziału Oliviera i motorycznej pracy Thomasa za perkusją. Wystarczy po niego sięgnąć i samemu się przekonać, że to dojrzałość nie z przymrużonym okiem.

Monika Pomijan


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (12 głosów, średnio: 8,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.