04.12.2015 09:00

Autor: Jarosław Kowal

Tranquilizer – “10Ö8″

Kategorie: Albumy polskie, Recenzje

Wykonawcy:


Tranquilizer – “10Ö8″
wyd. własne/2015

108 obliczy melancholii.

To już zmierzch roku 2015, więc raczej nic nie zmieni zdania, które wyrobiłem sobie gdzieś pod koniec lutego – w polskiej muzyce nie wydarzy się nic równie zaskakującego i oryginalnego, co album “Take a Pill”. Jedynym, co ma w sobie dawkę świeżości porównywalną z tym krążkiem jest niedawno wydana EP-ka “10Ö8″.

Na rodzimym rynku działo się w ostatnim czasie bardzo wiele – w końcu znakomity elektroniczny, taneczny album na światowym poziomie nagrany przez Jaaa!; jedno z najciekawszych wydawnictw w historii polskiego hip-hopu, czyli “Orient” Synów; kolejna odsłona eksperymentalnego rytuału Starej Rzeki; zimnofalowe odrodzenie pod wieloma nazwami czy black metalowa rewolucja spod znaku Furii, Mgły albo Odrazy. Tranquilizer ma jednak coś, co wyróżnia go w całym tym znakomitym gronie – pisanie o nich to koszmar. Ledwo doczepi się jakąś etykietę, a już po kilku dźwiękach odkleja się. Ledwo wrzuci się ich do jakiejś szufladki, a już przebijają dno i schodzą kilka pięter niżej. Mało tego, chciałoby się dopełnić swoją pismakowską powinność i rzucić kilkoma nazwami, dzięki którym czytelnik mógłby nabrać jakiegokolwiek wyobrażenia o muzyce Tranquilizer bez wysłuchiwania jej, ale się nie da.

W pierwszym kontakcie “10Ö8″ może wydawać się bardzo różne od “Take a Pill”, ale tylko wówczas, gdy za klucz przyjmiemy narzędzia wykorzystane do jego stworzenia – gitary elektrycznej nie ma tu w ogóle, a funkcję instrumentu wiodącego biorą na siebie klawisze. W dodatku głos Luny nie jest jedynym, który upomina się o emocje słuchaczy, towarzyszy jej męski kontrast w wykonaniu Karola Korwka. Nie wpisujcie w wyszukiwarkę, na pierwszym miejscu wyskoczy wam Regionalny Specjalista Ds. Kas i Obsługi Klienta. Karol jeszcze nie ma spektakularnych sukcesów na koncie, ale po takim duecie i w takiej dźwiękowej otoczce na pewno warto śledzić jego dalsze poczynania.

To, co nadaje spójności obydwu wydawnictwom Tranquilizer wykracza poza porównanie personaliów osób pracujących nad tymi materiałami. Charakter tego projektu przejawia się w natłoku imponderabiliów, które niespodziewanie wyzwalają intensywne, choć trudne do opisania emocje. Tak to już jest z tą muzyką, że ani jej mocy, ani odczuciom, jakie przy jej użyciu są wywoływane nie da się nadać prostej ekspresji przymiotnikowo-rzeczownikowej. “1″ do połowy jest fortepianową balladą z niespokojnym elektronicznym bitem w tle i wokalnym dialogiem na pierwszym planie, ale już chwilę później kilka uderzeń w bębny nadaje mu egzotycznego nastroju, a kiedy dwugłos Luny i Karola zaczyna wymieniać się skandowaniem imienia “Shiva”, nienazywalne doznania przejawiają się pod postacią rekcji pilomotorycznych na całym ciele.

W “0″ Konrad Ciesielski odgrywa niemalże marszowy rytm na werblu, który zostaje zagłuszony jedynie przez błyskawicznie zapadający w pamięć refren. Tempo tego utworu zdecydowanie nie wskazuje na “drapak”, głosy momentami zdają się być wręcz radosne, a jednak niezmiennie nad całością góruje aura melancholijności. Kompozycyjny kunszt Tranquilizer w pełni ujawnia się pod sam koniec. W “8″ klawisze odgrywają powolne arpeggio oparte o kilka powtarzających się dźwięków, w opozycji staje bas z najbardziej rozbudowanym fragmentem na całej EP-ce, a perkusja odzywa się niemal wyłącznie za pośrednictwem werbla i hi-hatu. W połowie następuje przełamanie, wzbogacenie o dodatkową linię melodyjną, a tuż po nim partia wokalna Luny, przy której wszystkie marne kopie Julii Marcell próbujące przekonać słuchaczy, że inaczej w Polsce nie da się śpiewać wyglądają jeszcze bladziej niż po przesłuchiwaniu ich nagrań bez dodatkowego kontrastu. Drugiego takiego głosu nie znajdziecie nigdzie, tak niezwykle skonstruowanych utworów również.

Znajdą się dziennikarze, którzy swoją niemoc warsztatową przerobią na podejrzenia, czy aby gdyński zespół wyrobił sobie własny styl, czy też wciąż poszukuje, ale prawda jest taka, że to Luna Bystrzanowska wraz z ekipą serwuje dziennikarzom intensywny trening wychodzenia poza zdania, które ukuliśmy lata temu i w zależności od okazji przypasowujemy do poszczególnych albumów. Tranquilizer nie poszukuje. Tranquilizer znalazł coś tak wyjątkowego, że nie każdy będzie potrafił to pojąć, używając jedynie wyćwiczonych schematów percepcyjnych.

Jarosław Kowal


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (6 głosów, średnio: 10,00 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.