04.11.2015 13:26

Autor: Michał Wieczorek

“Trafiłem na dobrych ludzi i dobry czas” – wywiad z Mateuszem Franczakiem

Kategorie: Czytelnia, POLECAMY, Wywiady

Wykonawcy: | |


“Trafiłem na dobrych ludzi i dobry czas” – wywiad z Mateuszem Franczakiem

Multiinstrumentalista znany z How How i Daktari opowiada nam o nadchodzącym solowym debiucie, improwizacji i piosenkach.

Michał Wieczorek: Skąd pomysł na solowa płytę?

Mateusz Franczak: Chodziło to za mną od dłuższego czasu. Naturalnym dla muzyka jest, że w pewnym momencie chce się zmierzyć z własnym materiałem i w pewien sposób z samym sobą. Od lat grałem w różnych zespołach i wszędzie się w mniejszym lub większym stopniu odnajdowałem. Rozmaite gatunki, w których realizowałem się na przestrzeni lat, bardzo mi odpowiadały i miałem świadomość, że dzięki tej różnorodności zdobywam coraz więcej doświadczenia. W którymś momencie zacząłem jednak zadawać sobie pytanie, co sam chciałbym nagrać.

Wiedziałem, że chcę zrobić to bez kompletowania zespołu. Charakterologicznie nie nadaję się na lidera. Postanowiłem odświeżyć gitarę, którą odstawiłem dawno temu, po latach grania w zespołach punkowych i garażowych. Potrzebowałem odmiany, żeby spojrzeć świeżo na tkankę muzyczną i granie na gitarze okazało się bardzo atrakcyjne. Tym bardziej, że jestem gitarowym samoukiem. Opanowałem podstawy, wiedziałem, jak osiągnąć pożądane efekty, grając w nieskomplikowany sposób.

Po tylu latach przerwy wydawało mi się, że moje palce nie nadają się już do gitary. Pracują całkiem inaczej niż na saksofonie czy klawiszach. Pojawił się ból fizyczny i świadomość, że muszę sobie z tym w jakiś sposób poradzić. I ze skostniałymi palcami, i kiepską wytrzymałością. Wyciągnąć tę nieporadność na pierwszy plan, a nie oszukiwać samego siebie. To była forma walki. Nie wiedziałem, jaki materiał powstanie.

Czyli po prostu siadałeś i grałeś?

Materiał powstał na zasadzie improwizowania. Chciałem wtłoczyć ducha improwizacji w struktury piosenkowe. Brałem gitarę i nagrywałem za pierwszym podejściem. Wszystkie utwory na płycie, ich bazowa struktura to właśnie pierwsze podejście. Później dokładałem inne ścieżki, starając się, by nie było ich za dużo.

Chciałem, żeby materiał był surowy, minimalistyczny, żebym był w stanie zagrać go sam. Żeby było słychać, że zrobiła to jedna osoba nie w warunkach studyjnych. To znaczy, efekt końcowy nie jest do końca lo-fi…

Trochę jest.

No tak, trochę jest, bo lo-fi i ruch DIY odcisnęły na mnie piętno, ale jest tu jednak więcej postprodukcji niż w typowych nagraniach lo-fi. Cały materiał, poza wokalami w dwóch utworach, powstał poza studiem. W tym, co grałem, chciałem uchwycić miejsce, czas i warunki. Parę utworów nagrałem w swoim mieszkaniu, miałem też dwa wyjazdy poza miasto. Ważne było nie tylko rejestrowanie muzyki, ale również pewnego stanu – miejsca, przyrody oraz moich emocji, pokazanie, jak się to zmieniało w czasie.

Nagrywanie albumu zajęło ci prawie rok.

Tak, choć nie nagrywałem ciurkiem. Było kilka sesji, nie śpieszyłem się z tym materiałem, bo na początku nie wiedziałem, czy będę chciał go opublikować. A jeśli tak, to w jakiej formie – czy to będzie cała płyta, czy utwór, czy może teledysk. Z czasem kierunek, w którym podążałem podobał mi się coraz bardziej i zdecydowałem się na znalezienie producenta, który mógłby pomóc mi uzyskać brzmienie, które miałem w głowie. Udało się, płytę zrealizował The Norman Conquest.

Jak na niego trafiłeś?

Norman przez jakiś czas mieszkał w Warszawie, działał aktywnie na warszawskiej scenie, pracował ze świetnymi polskimi wydawnictwami (np. Bôłt Records) i muzykami (między innymi Kristen, Resina), występował też ze swoim projektem Dokuro. Poza tym współpracował z takimi znakomitościami, jak Barn Owl, Grouper, Ellen Fullman czy Blixa Bargeld. Skontaktowałem się z nim i od razu złapaliśmy wspólny język. Już wstępne miksy odpowiadały moim wyobrażeniom w nieomal stu procentach.

Był twoim pierwszym wyborem?

Nie, było kilka kontaktów wcześniej, ale w wielu przypadkach czegoś w tych miksach brakowało.

Nie wypada w tym miejscu nie wspomnieć również o Marcinie Bocińskim, który odpowiada za mastering albumu. Z nim również od początku współpraca ułożyła się znakomicie – jestem pod wielkim wrażeniem jego profesjonalizmu, poświęcenia i wrażliwości muzycznej.

Dlaczego wróciłeś do krótszych form?

Z jednej strony wynikało to z improwizacji i prowadzenia narracji tak, żeby nie przesadzić. W momencie, w którym poczułem, że już powiedziałem to, co chciałem, że zarysowałem pewien obraz, kończyłem nagrywać. Z drugiej – pierwsze dwa utwory miały być tylko szkicami, ale stwierdziłem, że nie potrzebują niczego więcej.

Myślę, że pewien wpływ wywarł na mnie album “Julius Caesar” Smog. Bardzo podoba mi się koncept Billa Callahana – zbiór, archiwum krótkich form. To swego rodzaju brudnopis – pojawiają się tam szkice, nagrania urywają się w niespodziewanych momentach. Przemówiło to do mnie.

Słuchasz muzyki gitarowej?

Od zawsze. Od lat zbieram płyty z najróżniejszych gatunków. Jednak muzyka gitarowa cały czas siedzi gdzieś w tyle mojej głowy. Szczególnie ta emocjonalna. W muzyce przedkładam emocje nad zdolności techniczne, czy konceptualne założenia. Tego szukam w muzyce i gitara pozwoliła mi wyrzucić z siebie te skrywane uczucia.

Na ten czas odłożyłeś saksofon?

Mam krótką przerwę. Potrzebowałem jej, żeby odświeżyć swoje podejście do saksofonu. Ostatni raz grałem w CSW z Warsaw Improvisers Orchestra.

Na przełomie listopada i grudnia, w ramach festiwalu SpaceFest! w Gdańsku, będę współtworzył kolektyw Pure Phase Ensemble pod przewodnictwem Hugo Race’a.

Zauważyłem, że po tej przerwie nie radzę sobie z pewnymi rzeczami, które wcześniej nie sprawiały mi większych problemów. To dobrze, bo szukam teraz wartości również w potknięciach, niedoskonałościach. Chciałem też podkreślić je na swojej płycie.

Podobnie jak choćby Marcin Masecki.

Tak, myślę, że jest to podobne podejście. Jednocześnie jest to dla mnie w pewnym sensie przedłużenie improwizacji. Niedoskonałości są jej nieodłączną częścią. Zawsze są chwile lepsze i gorsze, wszystko się może wydarzyć.

Planujesz koncerty z solowym materiałem?

Na początku w ogóle o tym nie myślałem, teraz jednak wiem, że chcę zaprezentować je na żywo. Przygotowania do występów trochę potrwają, bo popełniłem duży błąd. Nie zapisywałem na bieżąco kompozycji, więc muszę się ich teraz uczyć ze słuchu (śmiech).

Na kolejnych płytach będziesz wracał do saksofonu?

Tak, ale nie będzie moim jedynym i głównym instrumentem. Na pewno nie przewiduję solowej płyty na saksofonie.

Szczerze mówiąc, jak ogłosiłeś swój solowy debiut, myślałem, że będzie to coś podobnego chociażby do “Ceratitis Capitata” Pawła Szamburskiego.

To świetny album. Niezwykle szanuję takie decyzje. Nagrywanie zupełnie solo wymaga ogromnego doświadczenia, techniki, wrażliwości i pewności siebie. Kiedyś myślałem o solowych koncertach na saksofonie, ale porzuciłem ten pomysł. To nie byłoby do końca moje. Zawsze najwięcej słuchałem piosenek i zawsze w piosenkowej muzyce odnajdowałem się najlepiej.

Skąd w takim razie przejście od piosenkowości do improwizacji, jaką uprawiacie chociażby w Daktari?

Po prostu trafiłem na dobrych ludzi i dobry czas. Na początku uczyłem się grac na saksofonie w ogniskach muzycznych, w szkołach, ale nie chciałem grać za bardzo jazzu. Poznałem tam podstawy, jednak odłożyłem instrument po niezbyt dobrych doświadczeniach z nauczycielami. Zacząłem wtedy grać więcej na gitarze i klawiszach. Dołączyłem do warszawskiego zespołu 22pm, nieśmiało wróciłem do saksofonu. Wreszcie poznałem na studiach Olgierda, który zaprosił mnie na próbę Daktari. I tak to się zaczęło. To znaczy, wcześniej słuchałem takiej muzyki, ale nigdy jej nie wykonywałem, więc skoczyłem na głęboką wodę. Dzięki graniu z Daktari, a później z HOW HOW udało mi się otworzyć na całkiem nowe podejście w tworzeniu i uwolnić od wielu ograniczających schematów.

rozmawiał: Michał Wieczorek




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.