28.02.2014 11:00

Autor: Mateusz Grzeszczuk

Tinariwen – “Emmaar”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Tinariwen – “Emmaar”
Wedge&PIAS/2014

Muzyka Berberów w nowoczesnym klimacie.

Grają od dziesięcioleci, a dokładnie od 1982 roku, kiedy to założyli zespół w obozie tuareskich rebeliantów w Libii. Grają, ale sławę osiągnęli dopiero w 2002 roku, wtedy też światło dzienne ujrzał krążek “Radio Tisdas Sessions”. Wcześniej grupa miała w swoim dorobku dużą ilość amatorsko nagrywanych kaset, których posiadanie w Mali było zabronione. Fanów Tinariwen czeka bardzo spokojny, udany rok. Najnowszy album “Emmaar” został już obwołany najlepszym krążkiem grupy, a słuchacze znów mogą przenieść się do miast północnego Sahelu.

Muzyczna migracja z zespołem rozpoczyna się od utworu “Toumast Tincha”, który według mnie najlepiej ukazuje charakter tej wędrowniczej płyty. “Emmaar” to ponowny powrót do fascynacji pustynią, a co najważniejsze odkrywanie nowych dzikich terenów. Ze względu na sytuację polityczną, zespół nie może wrócić do własnych domostw. I choć wydaje się, że muzycznie odbiegli od początkowej stylistyki, to ta nowość brzmienia pozostaje nadal wierna własnej pierwotnej tożsamości.

Bo pustynia to równie dobre miejsce, aby uprawiać bluesa. Abstrakcyjnym jest dla mnie również fakt, że podczas przesłuchiwania albumu, wcale nie czuć tych wysokich temperatur. Powiedziałbym nawet, że są zbyt niskie, wcale nie jest parno i gorąco. Śmiało można przebrać się w grubsze boubous – charakterystyczne szaty zespołu, zresztą chwytliwe dla zachodniego oka, wziąć jedną małą butelkę wody i ruszyć ku przygodzie. Cofnij! Butelkę whiskey. Włączyć tę muzykę, która zresztą ma coś z psychodelii, wsiąść w auto i kierować się Route 66 – drogą matką, przez Teksas, Arizonę i Kalifornię, wprost w kierunku Los Angeles.

Moje pierwsze spotkanie z Tinariwen to zauroczenie się lekkimi przesterowanymi partiami gitar, chropowatymi solówkami, pewną harmonią, rzekłbym – jednostajnością w dźwiękach. Ta muzyka wprowadza mnie w pewien mroczny, hipnotyczny stan. Przed oczami mam wojnę, prywatne dramaty, wygnania i historie ludzi. Ciężko wyjść z tego melodyjnego afro-popu, miękkich perkusji, bębnów i cymbałów. Jestem pewien, że po przesłuchaniu tego krążka, wielu z Was poczuje pewną nieuzasadnioną ulgę i spokój, a jej kwintesencją będzie akustyczna ballada “Aghregh Medin”.

Mateusz Grzeszczuk


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (3 głosów, średnio: 7,33 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.