10.11.2013 13:01

Autor: Joanna

Thomas Dybdahl – “What’s Left Is Forever”

Kategorie: Albumy zagraniczne, Recenzje

Wykonawcy:


Thomas Dybdahl – “What’s Left Is Forever”
Virgin EMI/2013

Pięćdziesiąt minut skandynawskiej wrażliwości.

Ten album ma coś, czego nie mają inne, Dybdahl swoimi nowymi piosenkami porywa mnie od pierwszych dźwięków. I jestem pewna, że moje zauroczenie tą muzyką nie wynika tylko z tego, że jej autor jest doskonałym singer-songwriterem (na pewno moim ulubionym) – na “What’s Left Is Forever” po prostu nie ma złych momentów. Zmiana doboru muzyków oraz producenta (w tej roli Larry Klein) w porównaniu do poprzednich wydawnictw spowodowała, że kompozycje nabrały trochę innego klimatu, stały się bardziej przyciągające i zdają się bardziej przystępne dla publiczności. A może to po prostu krążek dojrzalszy od poprzednich? W końcu od debiutu Norwega (“…That Great October Sound”) minęło już 11 lat…

“What’s Left Is Forever” to 13 spójnych stylistycznie utworów, które można określić jako ambitny pop, w którym główną rolę odgrywają głos i gitara. Mamy tutaj zawsze wpadające w ucho refreny, jak i bogate, czasem nieprzewidywalne aranżacje i dźwiękowe niespodzianki. Piosenki powstawały w przeciągu dwóch ostatnich lat, były co jakiś czas zmieniane i dopracowywane, co niewątpliwie miało wpływ na ich obecną jakość i całokształt krążka. Jej autor, pochodzący z norweskiego miasteczka Stravanger, występujący często podczas koncertów w kapeluszu, potrafi stworzyć swoistą aurę wrażliwości i ciepła, której nie sposób się oprzeć.

Można pokusić się o stwierdzenie, iż “What’s Left…” jest bardziej popowy od poprzednich albumów, przez co prawdopodobnie skazany jest na to, że stacje radiowe i organizatorzy koncertów z takich krajów jak Polska również zauważą Norwega.

Album otwiera przyjemny i chwytliwy “This Love Is Here To Stay”. Lekkie uderzenie perkusji, dołączająca gitara, syntezator oraz urzekający głos Thomasa zapowiadają 50 minut dobrej muzyki. Potwierdzają to kolejne utwory – “Running On Fumes” z potęgującym napięcie wokalem Dybdahla, funkujący “Soulsister” czy singlowe “But We Did” (ze świetnym teledyskiem; to również piosenka ze ścieżki dźwiękowej do filmu “Eventyrland”) na długo zapadają w pamięci. Na płycie znalazło się również miejsce dla instrumentalnej kompozycji, która pozwala nam na chwilę oddechu pomiędzy pierwszą a drugą częścią krążka (“Interlude”). Szósty album Thomasa zbudowany jest na zasadzie sinusoidy – utwory o melodii weselszej, nieco “mocniejszej” (“This Love Is Here To Stay”, “Soulsister”, “Man On a Wire” czy “The Sculptor”) przeplatają się ze spokojnymi, wyciszonymi balladami (“Easy Tiger”, “I Never Knew That What I Didn’t Know Could Kill Me”, “This Next Wave Is a Big One”).

Dla niektórych całość może być nieco monotonna, brak bowiem tu kontrastów, które mogłyby nieco urozmaicić to wydawnictwo. Nieobecność tę, jak dla mnie, w zupełności rekompensuje przeszywający głos Thomasa, wzbudzający podobne odczucia jak wokal Jeffa Buckley’a w “So Real” czy “Alleluyah”. Songwriterskiej doskonałości Dybdahla może dowodzić to, że najmniej przekonujący mnie drugi singiel “Man On a Wire” (i chyba najsłabszy z całego zestawienia), doskonale sprawdza się w radiu (choćby w Trójce) i zdaje się być przepustką dla jego autora do serc polskich słuchaczy. Od czasu “For Emma” Bon Ivera nie słyszałam bardziej urokliwych melodii.

Joanna Kotala


Oceń album:


zabronione przez Konwencję Genewskączy jest na sali lekarz?droga przez mękęciężko przebrnąćmogło być gorzej, ale lepiej teżwitamy po jasnej stronie księżycahigh five!jizz in my pantsbogiJohn Lennon może tylko pozazdrościć (7 głosów, średnio: 8,86 / 10)



Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.