05.07.2012 13:04

Autor: Gosia

“This is our favourite festival”

Kategorie: Czytelnia, Relacje z festiwali, Relacje z koncertów

Wykonawcy: | | | | | |


“This is our favourite festival”
04.07.2012 / Gdynia

Relacja z 1. dnia Open’er Festiwalu.

Opener, odkąd wprowadził formułę 4-dniową, zdążył przyzwyczaić nas do tego, że poza dużą gwiazdą pierwszego dnia niewiele się dzieje. Miał to być taki dzień na rozgrzewkę i na wtopienie się w festiwalowy klimat. W tym roku Alter Art postanowił wrzucić nas na głęboką wodę i nie dając czasu na wytchnienie wepchnąć w koncertowy wir.

Na festiwalu oprócz deszczu przywitali nas Fisz i Emade, którzy w swoim unikalnym stylu rozruszali przemokniętą i zziębniętą publiczność. Tymczasem pod namiotem podobnego dzieła dokonywali Tres.B – pełne uroku i energii trio zgromadziło tam całkiem sporą publikę, która entuzjastycznie reagowała na utwory z  obu ich wydawnictw.

Dozwolone od lat 18.
o godzinie 20. na dużej scenie pojawili się The Kills. Mimo że Alison już kiedyś na openerze występowała, był to pierwszy koncert zespołu w Polsce. Jest coś niesamowicie erotycznego w duetach takich jak The Raveonettes czy właśnie The Kills. On gra na gitarze, ona się rzuca po scenie. On śpiewa, teraz i ona gra na gitarze. On na nią patrzy, ona śpiewa, ona pluje, ona się uśmiecha. Ona, ona, ona – nie da się ukryć że 90% tego koncertu to właśnie postać Alison Mosshart, która w niesamowicie zmysłowy i żywiołowy sposób zawładnęła publiką. W sumie mogłaby nawet nie śpiewać, a chodzić tam i z powrotem po scenie przygryzając wargi i rzucając co chwilę spojrzenia w stronę publiczności, a i tak byłabym jej. Zresztą chyba nie tylko ja. Mimo, że ’scen’ nie było to i tak był to trochę koncert tylko dla pełnoletnich. Jednak duet na scenie nie był sam. Towarzyszło im 4 bębniarzy, którzy uprawiali coś na kształt bębnienia synchronicznego będąc tym samym rock’n'rollową wersją tancerek.

‘This is our favourite festival’
Już godzinę później na scenie pod niebieskim namiotem pojawili się Nowojorczycy z Yeasayer, którzy swój debiut openerowy zaliczyli 2 lata temu. I podobnie jak wtedy dali świetny, energiczny koncert. Oprócz utwórów z 2 wydanych już albumów panowie zaprezentowali również nowy materiał, przy którym niestety publiczność reagowała mniej żywiołowo niż przy znanych nam już utworach takich jak “O.N.E” czy zamykający koncert “Ambling Alp” – wiadomo, najlepiej bawimy się przy tym co dobrze kojarzymy. Zmartwionych jednak uspakajam – nowe utwory prezentowały się bardzo dobrze, możemy spodziewać się solidnego wydawnictwa.

Islandzka lekcja przyrody
Czas na pierwszą wielką gwiazdę Openera 2012 czyli kruszynę z Islandii – Bjork. Mój stosunek do tej wokalistki jest równie chłodny co jej twórczość, jednak po tym co zobaczyłam 5 lat temu, spodziewałam się pożądnego show. Wokalistka pojawiła się na scenie w stylizacji nawiązującej do okładki jej najnowszego albumu, więc można było się spodziwać, że większość występu będzie poświęcona właśnie “Biophilii”. Muzycznie koncert broniły ‘evergreeny’ – bo jeśli ktoś się nie wzrusza (no dobrze, małe ciarki też się liczą, nie trzeba płakać) przy “All is full of love” czy “Yoga” to chyba ma serce nie po tej stronie. Niestety cały koncert był bardzo nierówny i nie uratowały go ani radosne pląsy artystki, ani wizualizacje w postaci filmów o życiu komórki, tworzeniu się kontynentów albo rozgwiazdach zjadających fokę (które momentami były ciekawsze od samego występu), ani nawet cewka tesli produkująca pioruny. Jednego nie da się jednak Bjork odmówić – fajerwerki były – nie te muzyczne, a te prawdziwe.

Banda nie takich zgryźliwych tetryków
Mogę powiedzieć to głośno i bez wstydu – widziałam New Order na żywo i zdecydowanie jest to wydarzenie, które zapamiętam do końca życia. Bo usłyszeć “True Faith” na żywo to coś co umieściłabym na swojej liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Jednak nie odbyło się to bezboleśnie. W momencie kiedy Bernard otowrzył swoje usta po raz pierwszy przy “Crystal” wiedziałam już, że nie będzię tak pięknie jak się spodziewałam. Nie wiem czy to kwestia wieku i kondycji, a może tego, że nigdy dobrym wokalistą nie był, ale chyba o wiele lepiej ten koncert zabrzmiałby wyśpiewany przez publikę. Za to zrekompensowali nam to aranżacjami – największe przeboje New Order w nowych odświeżonych wersjach brzmiały wręcz rewelacyjnie (no może poza “Isolation” z repertuaru Joy Division, w którym bit po prostu raził). I tu pojawia się kolejne ‘ale’ – panie Sumner, nieboszcza biedaka zostawcie w piachu.

Kosmici na kwasie
Nawet nie spodziewałam się, że najlepszy koncert 1. dnia festiwalu dadzą właśnie Ci dwaj panowie – Orbital roznieśli namiot w drobny mak. Taneczna energia tego koncertu wycisnęła ostatnie siły ze wszystkich festiwalowiczów, którzy jeszcze mięli ich na tyle by stawić się o godzinie 1.30 na tym występie. Ale chyba nikt tego nie żałuje, bo było to prawie półtorej godziny czystej muzycznej radości, głównie spod znaku nowego wydawnictwa brytyjczyków.

Gosia Lewandowska
foto: Alter Art




Dodaj komentarz

Piotr Rogucki- ogldaj minikoncert




 

Uwolnij Muzykę - muzyczny serwis internetowy, muzyka alternatywna, polska muzyka, teledyski, wideoklipy, recenzje, wydarzenia muzyczne.

Copyright © 2008-2016 Uwolnijmuzyke.pl . Wszelkie prawa zastrzeżone.